Interesy ponad wszystko. Amerykańskie ataki na Iran obnażyły prawdziwą naturę relacji na osi Moskwa-Teheran. Choć Władimir Putin nazwał bombardowania „nieuzasadnionymi”, Kreml nie zaoferował Iranowi żadnego widocznego wsparcia wojskowego. Ta dyplomatyczna wstrzemięźliwość nie oznacza jednak słabości sojuszu, lecz wskazuje na jego wysoce transakcyjny charakter. Prawdziwym spoiwem tej relacji nie są bowiem obietnice obrony, ale bezprecedensowa współpraca przy produkcji i rozwoju dronów, która już zmieniła oblicze globalnych konfliktów. Relacje między Moskwą a Teheranem długo nie należały, delikatnie rzecz ujmując, do harmonijnych. Współczesna współpraca wojskowa – w tym ta wokół produkcji dronów – jest w istocie stosunkowo nowym zjawiskiem. Przez dekady oba państwa patrzyły na siebie raczej z podejrzliwością niż z zaufaniem.Źródła tej nieufności sięgają XIX wieku. W dwóch wojnach rosyjsko-perskich – zakończonych traktatami w Gulistanie (1813) i Torkamanczaju (1828) – Persja utraciła ogromne terytoria na Kaukazie: dzisiejszy Azerbejdżan, Armenię i część Gruzji. W irańskiej pamięci historycznej Rosja długo pozostawała jednym z państw, które wykorzystały słabość imperium Kadżarów i narzuciły mu nierównoprawne traktaty.W kolejnych dekadach oba imperia funkcjonowały w cieniu „Wielkiej Gry” – rywalizacji rosyjsko-brytyjskiej o wpływy w Azji Środkowej i Persji. W 1907 roku Rosja i Wielka Brytania formalnie podzieliły Iran na strefy wpływów: północ znalazła się pod dominacją rosyjską, południe pod brytyjską.Po rewolucji bolszewickiej w 1917 roku nowa władza w Moskwie formalnie odrzuciła imperialne traktaty, ale realnie zmieniło się niewiele. W czasie II wojny światowej Związek Radziecki i Wielka Brytania wspólnie zajęły Iran, aby zabezpieczyć szlaki dostaw dla ZSRR.Gdy wojna się skończyła, Moskwa próbowała utrzymać wpływy na północy kraju, wspierając separatystyczne republiki w Azerbejdżanie Irańskim. Dopiero nacisk Stanów Zjednoczonych zmusił ZSRR do wycofania wojsk w 1946 roku. Był to jeden z pierwszych zimnowojennych kryzysów. Symboliczny moment, który utrwalił w Irańczykach przekonanie, że komu jak komu, ale Moskwie ufać nie można.Przełom po upadkuMijały lata, po drodze doszło jeszcze do głośnej rewolucji islamskiej (1979), ale Ruhollah Chomejni gardził komunistami niemal tak samo mocno, jak szeroko rozumianym Zachodem. Wszystko, choć nie od razu, zmienił dopiero rozpad ZSRR. W latach 90. Rosja szukała partnerów gospodarczych i politycznych poza Zachodem, a Iran – objęty sankcjami – potrzebował technologii i międzynarodowego wsparcia.Wymianę uprzejmości rozpoczęli od sektora energetycznego i atomowego. Rosjanie pomogli dokończyć budowę elektrowni jądrowej w Buszehrze – projektu rozpoczętego jeszcze przez niemiecką firmę Siemens przed rewolucją. W kolejnych latach pojawiły się też kontrakty zbrojeniowe, m.in. na dostawy systemów przeciwlotniczych.Relacja jednak wciąż była ostrożna. Rosja często lawirowała między Iranem a Zachodem, starając się nie prowokować sankcji czy napięć z USA.Czytaj też: Pustki w rosyjskich więzieniach. Większość skazańców trafiła na frontPrzełom nastąpił dopiero w 2015 roku, gdy oba kraje zaangażowały się w obronę reżimu Baszszara al-Asada w Syrii. Teheran dostarczał siły lądowe – w tym milicje szyickie z Iraku, Libanu i Afganistanu – a Rosja zapewniała wsparcie lotnicze i osłonę dyplomatyczną.Nowy wymiar nadała tej relacji inwazja na Ukrainę siedem lat później. Sankcje odcięły Moskwę od wielu zachodnich technologii, a rosyjski przemysł zbrojeniowy znalazł się pod ogromną presją.Iran, który od lat rozwijał własny program bezzałogowych systemów bojowych, okazał się naturalnym partnerem.Oś dronowaPoczątkowo Teheran po prostu eksportował swoje bezzałogowce do Rosji – szacuje się, że bezpiecznym szlakiem przez kontrolowane przez oba państwa Morze Kaspijskie dostarczono od 600 do ponad 3000 sztuk modeli takich jak Shahed 131/136 czy Mohajer-6. Ten stosunkowo prosty model dość szybko ewoluował w stronę głębokiej kooperacji przemysłowej. Koronnym na to dowodem jest potężna fabryka w rosyjskim Tatarstanie, zarządzana przez spółkę Alabuga Development.Dlaczego Iran udostępnił Rosji swoje know-how?Przede wszystkim, wbrew pozorom, dla… pieniędzy. Kontrakt ten przyniósł Teheranowi gigantyczny zastrzyk gotówki w postaci około 1,75 miliarda dolarów „na czysto”: to bardzo dużo, zwłaszcza jeśli brać pod uwagę wyniszczające zachodnie sankcje. Czytaj też: Pierwsze takie starcie w historii. Izraelski F-35 strącił wrogi samolotPo drugie, przeniesienie ciężaru produkcji do Rosji, która ma ogromne zaplecze przemysłowe, pozwala omijać wąskie gardła irańskiej gospodarki i gwarantuje płynność dostaw. Co jednak najważniejsze z punktu widzenia wojskowego, masowe użycie tych dronów przez Rosjan w pełnoskalowym konflikcie dostarcza irańskim inżynierom bezcennych danych bezpośrednio z pola walki, umożliwiając błyskawiczne udoskonalanie technologii bez ponoszenia kosztów na własne badania i testy. W ramach tej transakcji wiązanej Moskwa płaci również geopolitycznie: zapewnia Iranowi dyskretną ochronę dyplomatyczną jako stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ oraz przekazuje zdobyty w Ukrainie zachodni sprzęt wojskowy, taki jak systemy przeciwpancerne Javelin i przeciwlotnicze Stinger. Dzięki temu irańskie firmy mogą dokonywać inżynierii wstecznej i skokowo rozwijać własne zdolności militarne.Technologia z ZachoduZdumiewającym paradoksem tej współpracy, który wprost obnaża słabość globalnych mechanizmów kontroli, jest gigantyczne uzależnienie rosyjsko-irańskich dronów od technologii produkowanej w państwach NATO. Mimo irańskiego designu, maszyny z serii Shahed 131/136 są de facto latającymi magazynami zachodniej elektroniki. Analizy zestrzelonych egzemplarzy wykazały obecność 89 zagranicznych komponentów, z czego 55 wyprodukowano w USA, 13 w Szwajcarii, a 6 w Japonii. Wynika z tego jasno, że od 80 do 82 proc. zaawansowanej elektroniki w tych dronach pochodzi od zachodnich gigantów technologicznych, takich jak Texas Instruments, Analog Devices czy Amphenol. Iran sprawnie zdobywa te podzespoły – jawnie kpiąc z zachodnich sankcji i rezolucji RB ONZ 2231 – poprzez proces tak zwanego transshippingu, czyli ukrytego kupowania części u zewnętrznych dystrybutorów w państwach trzecich. Aby dodatkowo zatrzeć ślady i zablokować ewentualne działania odwetowe ze strony oszukiwanych producentów, irańscy inżynierowie poddają skopiowane układy inżynierii wstecznej, a następnie fizycznie tłoczą na nich fałszywe logotypy zachodnich marek. Jest to dla nich nieporównywalnie tańsze i prostsze niż budowa od zera wysoce precyzyjnego przemysłu chemicznego i mikroelektronicznego.Postrach NATOEkonomia oraz brutalna taktyka użycia tej broni to główne powody, dla których urosła ona do rangi jednego z największych wyzwań dla współczesnego wojska. Wyprodukowanie jednego drona Shahed kosztuje średnio od 20 do 50 tys. dolarów – to zaledwie ułamek kosztów w porównaniu do wystrzelenia nowoczesnej rakiety przechwytującej przez ukraińską obronę. Ponieważ maszyny te są stosunkowo powolne i pozbawione precyzji celowania punktowego, Rosjanie nie używają ich do uderzeń w ruchome kolumny czy wyrzutnie artyleryjskie. Zamiast tego bezlitośnie wykorzystują je jako taran powietrzny, wystrzeliwując w wielkich falach liczących od kilkunastu do nawet 76 maszyn w jednym skoordynowanym ataku. Taka strategia pozwala na nasycenie i przeciążenie ukraińskich systemów antyrakietowych, torując drogę do zniszczenia infrastruktury krytycznej. Rosyjski przemysł bardzo sprawnie adaptuje też irańskie technologie do własnych potrzeb; wprowadzono chociażby integrację maszyn z rosyjskim systemem nawigacji satelitarnej GLONASS. Z kolei udane uderzenia ukraińskich sił zbrojnych w rosyjskie magazyny dronów – jak to w mieście Oktiabrskij – dobitnie pokazują, że nowa infrastruktura badawczo-produkcyjna w głębi Rosji znacząco poszerza geograficzny teatr działań wojennych.Dla analityków wojskowych NATO amerykańskie naloty na Iran i pozorny brak stanowczego, militarnego odwetu ze strony Moskwy stanowią jedynie niewielki wycinek znacznie poważniejszego obrazu. Bezpośrednim i długoterminowym zagrożeniem nie jest perspektywa otwartej wojny rosyjsko-irańsko-amerykańskiej, lecz nieskrępowana proliferacja tej morderczo skutecznej i przetestowanej w boju technologii bezzałogowej. Iran konsekwentnie buduje swoją globalną markę głównego dostawcy asymetrycznego uzbrojenia, a drony wzorowane na modelach Shahed mogą bardzo szybko trafić na wyposażenie państw i bojówek dążących do destabilizacji światowego porządku – od jemeńskich Huti paraliżujących żeglugę na Morzu Czerwonym, po najemników operujących w Syrii i w krajach Afryki Subsaharyjskiej. Pomimo oczywistych różnic ideologicznych, wahań gospodarczych i braku formalnego traktatu o wzajemnej obronie zbrojnej, kooperacja technologiczna między Rosją a Iranem opiera się na stabilnym fundamencie, jakim jest chęć podważenia globalnej dominacji Zachodu. Dopóki ten nadrzędny interes polityczny pozostaje żywy, oś Moskwa-Teheran będzie w stanie zasilać autorytarne reżimy na całym świecie w zaawansowane narzędzia, które skutecznie dewaluują przewagę technologiczną państw NATO.Amerykański atak uderzył w irański program nuklearny i prestiż Teheranu, ale nie naruszył opłacalnej biznesowo-militarnej logiki, która napędza fabryki bezzałogowców w Tatarstanie.Czytaj też: Iran ma nowego przywódcę