Tłumaczenia prezesa. Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz potwierdził, że zarabia obecnie 58,5 tys. złotych brutto. – Od początku, kiedy walczyłem o prezesurę w PKOl, mówiłem, że nie będę pracował za darmo – powiedział. Piesiewicz przekazał, że podwyżkę zaakceptowało prezydium PKOl, a wnioskował o nią skarbnik organizacji Grzegorz Kotowicz. Tłumaczył, że to środki z „innego katalogu wydatków” i nie ucierpią na tym sportowcy czekający na nagrody za wyniki osiągnięte w igrzyskach olimpijskich we Włoszech.– Nie czerpię środków sponsorskich. Przejąłem kompetencje dwóch wiceprezesów; oni przestali zarabiać, a mi dołożono zadań, dlatego dostałem podwyżkę – powiedział Piesiewicz na antenie RMF FM i potwierdził, że jego pensja to obecnie 58,5 tys. brutto.„Nikt w kraju nie pracuje za darmo”– Od początku, kiedy walczyłem o prezesurę w PKOl, mówiłem, że ja nie będę pracował za darmo. Nikt w tym kraju nie pracuje za darmo. Uważam, że za pracę należy się wynagrodzenie, uczciwa praca jest ważna, a nie udawanie i okradanie swojego pracodawcy – dodał szef PKOl.Po raz kolejny podkreślił, że PKOl nie pobiera środków budżetowych, a spółki Skarbu Państwa zaprzestały sponsorować komitet „w imię walki politycznej”. Uspokoił, że mimo rezygnacji jednego ze sponsorów, sportowcy nie muszą się martwić o nagrody finansowe, na które zapracowali wynikami w zimowych igrzyskach we Włoszech.– Na sto procent je dostaną – zapewnił i potwierdził, że Gala Olimpijska, podsumowująca tegoroczne igrzyska, jest planowana na 11 kwietnia.Zobacz też: Tydzień z ćwierćfinałem Pucharu Polski. Cztery mecze na żywo w TVP