Życie po oparzeniu. Bez tabletek nie zaśnie. Ma koszmary senne. Śni się jej lecący samolot, który wybucha nagle i staje w płomieniach. Albo pokój, w którym ogniem od podłogi do sufitu zajmują się firanki, obrus, stół. – Chociaż przed samym ogniem nie mam strachu. Kiedy ktoś zapala świeczkę, pyta, czy może. To mi nie przeszkadza – mówi nam Izabela, która w 2020 roku w wyniku wypadku doznała oparzenia 30 procent powierzchni ciała. Był kwiecień 2020 roku. Izabela wróciła do domu z pracy w przedszkolu. Gotowała obiad, robiła porządki, w tym sprzątała w ogrodzie po zimie. Rozpaliła ogień w beczce, żeby pozbyć się zalegających gałęzi i liści. Ale miała wrażenie, że palą się zbyt wolno.– Zawsze mi się spieszy. Lubię robić kilka rzeczy naraz. Dorzuciłam gałęzi, dolałam benzyny od kosiarki, której miałam resztkę – mówi dziś.Nie wie, jak to się stało, że ogień buchnął wprost na nią. Płomień zajął włosy, twarz, szyję, ręce.– Paliło się całe moje ubranie. Chciałam je z siebie zdjąć, próbowałam rozpiąć polar, ale topił mi się na ciele. Zaczęłam turlać się po ziemi, żeby ten płomień ugasić. Byłam jak żywa pochodnia – pamięta.Kiedy ogień na piersi i ramionach udało się jej nieco ugasić, wbiegła do domu. – Byłam cały czas świadoma, ale nie czułam bólu.W środku był ojciec Izabeli, to on zadzwonił po pomoc i pomógł jej rozciąć spalone ubranie. Weszła pod prysznic.Czytaj także: Uchodźczyni z Ukrainy: W dniu wybuchu wojny nie płakałam. Łzy przyszły potemKartka długo nie przyjeżdżała. Czas pandemii, dyspozytorka musiała najpierw ustalić, czy Izabela nie jest chora, czy nie ma temperatury, czy w domu jest ktoś jeszcze. Czas leciał.Gdy ratownicy byli już na miejscu, przewieźli ją na lokalny SOR. Stamtąd na oddział leczenia oparzeń transportował ją już śmigłowiec LPR. Co działo się później, nie pamięta. Została wprowadzona w stan śpiączki farmakologicznej. Nieświadoma, że ratownicy zaczęli właśnie walkę o jej życie.Dwie sepsy, dwanaście przeszczepów i trzynaście kilo– Na SOR-ze byłam jeszcze przytomna. Słyszałam, jak lekarz wyliczał: poparzona twarz, szyja, ręce, nogi. Myślałam, że położyli kogoś innego obok.Bo w domu, gdy wchodziła pod prysznic, nie przyszło jej nawet do głowy, żeby spojrzeć w lustro. Dlatego, kiedy obudziła się po osiemnastu dniach śpiączki na sali Centrum Leczenia Ciężkich Oparzeń i Chirurgii Plastycznej w Gryficach, doznała szoku. Jej nogi, ręce, brzuch, klatka piersiowa, szyja i głowa były całe w bandażach.– Dotarło do mnie, że na tym oddziale ratunkowym mówili o mnie – opowiada dziś.– Żona wyglądała jak bałwan. Cała biała od opatrunków, tylko oczy było widać – wtrąca mąż, Piotr.– To było po prostu straszne – mówi Izabela. – Wiedziałam, że się poparzyłam, ale nie spodziewałam się, że będę w takim stanie. Skórę miałam wypaloną niemal do kości.Gryficcy chirurdzy stwierdzili u Izabeli drugi i trzeci stopień oparzeń, które zajmowały trzydzieści procent jej ciała. Gdy była w śpiączce, wykonali dwanaście przeszczepów. Część zabiegów trzeba było powtórzyć, skóra z niedotkniętych oparzeniem części ciała wszczepiana w poparzone miejsca się nie przyjęła. Kolejne pobrania, kolejne zabiegi. Czytaj także: Dziecko w kryzysie suicydalnym. Dlaczego siedmiolatek może nie chcieć żyć?W szpitalu Izabela dwa razy przechodziła sepsę. Przez dwa miesiące pobytu w ośrodku schudła 13 kilo.– Zrozumiałam, że to, co stało się przy beczce, było dopiero początkiem.Mówili: Pani się nie martwi, dobrze będziePo przebudzeniu nie mogła wstać ani utrzymać się na własnych nogach. Robiła trzy kroki i upadała. Musiała uczyć się od nowa chodzić, jeść. Podnieść udawało się jej tylko z pomocą pielęgniarek. Za każdym razem, gdy chciała skorzystać z toalety, musiała prosić o pomoc.– Czasem nie miałam ani siły, ani chęci, żeby próbować wyjść z łóżka – wspomina.– Lekarze nie byli pewni – wtrąca mąż – czy nie doszło do urazu głowy, bo żona nie wykonywała poleceń. Obudziła się, ale zachowywała, jak mówili, nielogicznie.– A mi trudno było się odnaleźć, szczególnie przez te pierwsze tygodnie. Zostawałam sama ze swoimi myślami i …Po namyśle: – Wątpię, że miałabym chęci do życia, gdyby nie mąż.Słyszała „pani się nie martwi, będzie dobrze”.– Żonę to denerwowało – tłumaczy Piotr. – Ale wie pani, jakie chirurdzy mają podejście, praktyczne. Nie masz palca? Przecież zostały jeszcze cztery.Czytaj także: Polacy piją za dużo. Ekspert: Są trzy sposoby, by to zmienićSłyszała „ciesz się, że przeżyłaś”.– A ja się zastanawiałam, jak mam żyć, skoro nie mogę sama wziąć nawet łyżki do ręki.Poczucie winy. Że taką głupotę człowiek zrobiłW domu musiało być sterylnie. Piotr wziął urlop. Żonę mył, ubierał, karmił. Najwięcej czasu zajmowało smarowanie oparzonych miejsc. Rano, po południu, wieczorem. Rano, po południu, wieczorem – i tak miesiącami.Łóżko wstawił na parterze, żeby Izabela nie musiała wchodzić do sypialni na piętro. Po pokojach poruszała się od mebla do mebla. Kiedy w domu był Piotr, z nim pod rękę.– Jak żona usiadła na krzesło – opowiada mąż – to już z niego nie wstała. Jak wsiadała do samochodu, nie była w stanie podnieść nóg, żeby się przekręcić i je do środka włożyć. Pomagałem ja.I dopiero po wyjściu ze szpitala w oparzonych miejscach na ciele Izabeli pojawił się ból.– Cały czas byłam na tabletkach przeciwbólowych, żeby to wytrzymać.Zapisała się do miejskiej przychodni na rehabilitację. – W przychodni nie mieli wcześniej do czynienia z takim przypadkiem.I do psychologa i psychiatry. – Żeby poradzić sobie z traumą i poczuciem winy.– Miałam je długo. Że mogłam do tej beczki nie podchodzić. Że mogłam się tak nie spieszyć. I że taką głupotę zrobiłam. Człowiek niby jest dorosły, dzieci chroni przed ogniem, a sam tak się dał narazić.Najtrudniej było – i nadal bywa – zasnąć. – Bez tabletek nie zasnę. Mimo że minęło już trochę czasu, nie mogę.Ma koszmary senne. Śni się jej lecący samolot, który wybucha nagle i staje w płomieniach. Albo pokój, w którym ogniem od podłogi do sufitu zajmują się firanki, obrus, stół.– Nie oglądam żadnych filmów czy to wojennych, czy to katastroficznych. Nie mogę, unikam. Bo później mam te obrazy przed oczami. Chociaż przed samym ogniem nie mam strachu. Kiedy ktoś zapala świeczkę, pyta, czy może. To mi nie przeszkadza.Czytaj także: Tranzycja Marcina niczego mi nie odebrała. Choć przepłakałem wiele nocyW pierwszych miesiącach trudno było jej też w trasie. Mąż prowadził, ona patrzyła na samochody obok i od razu myśl, że się zderzą, że sekunda, uderzenie, płomień. Nie umiała tych myśli powstrzymać.Żeby jakoś przetrwać, najczęściej siadała w oknie i obserwowała ptaki.Wyglądać tak, by nie wzbudzać litościWygląd. – Wiadomo, dla kobiety jest ważny – stwierdza Piotr.Izabela przytakuje. – Problemem było na początku, żeby z kimkolwiek się spotkać czy w ogóle wyjść z domu. Bo to jednak twarz, ręce, oczywiście szyja. Tego nie można ukryć, także takie skrępowanie było.Kiedyś Izabela się właściwie nie malowała, nie używała kosmetyków. – Teraz muszę. Idzie jakoś zatuszować niektóre mankamenty. Chociaż czasem nie wiem, czy robię to dla siebie, czy dla innych?Raczej dla postronnych. Bo kiedy wychodzi z bliskimi, nie przejmuje się wyglądem, nie wstydzi. – Ale jak już idę w inne towarzystwo, nie chcę, by ktoś na mnie patrzył z litością albo obrzydzeniem.Pierwsze miesiące miała czarne paznokcie, nie mogła ich domyć, były spalone. Dobrze pamięta, jak siedziała w korytarzu lokalnej poradni. Inni mijali ją z odrazą, myśleli pewnie, „jaka brudaska”, „niedomyta”. – Tak to wyglądało.Czytaj także: „Mnie też bili”. Dlaczego rodzice stosują przemoc wobec swoich dzieci?W pandemii cieszyła się, że mogła ukryć twarz za maseczką. Też niedobrze. „Bo dlaczego taka młoda, zdrowa kobieta wchodzi bez kolejki?”. Albo „pcha się przed pobraniem na ostatnie wolne krzesło, nie ustąpi starszym?”.– Dlatego zgodziłam się, żeby z panią porozmawiać. Bo może następnym razem, zanim ktoś skomentuje czyjeś zachowanie czy wygląd, pomyśli sobie: „Nie będę oceniać, może tej osobie przytrafiło się coś złego”.Powrót do zdrowia za wszelką cenę. Ale nie na NFZOd wypadku minie niebawem pięć lat. Izabela nie może jednak powiedzieć, że już jest dobrze.Nadal w gryfickiej placówce przechodzi kolejne zabiegi, głównie szyi. Wciąż tworzą się na niej bliznowce, przykurcze, zrosty. Skóra bywa tak napięta, że Izabela nie jest czasem w stanie nawet obrócić głowy. Podobnie prawa ręka, z której niewiele zostało zdrowej, nie dotkniętej oparzeniem skóry. To najbardziej newralgiczne miejsca, trudno się goją.Pomaga presoterapia, czyli wkładanie specjalistycznych ubranek uciskowych na oparzenia. Izabela jeździ po nie z Piotrem do jednej z szyjących je na miarę polskich firm do Łodzi. Jednak ich zakup – podobnie jak terapia laserowa, leki, opatrunki, maści – nie jest refundowany.– Potworne pieniądze to wszystko kosztuje. Po parę tysięcy miesięcznie. Tych ubranek, szczególnie na początku, szło nam masę.Czytaj także: To była majówka. „Powiedział kolegom, że zaraz wraca, ale już nie wrócił”A to i tak nie załatwia sprawy. Ciało cały czas trzeba ćwiczyć. – Człowiek też jest już starszy, wolniej wraca do zdrowia. I niestety, do końca z tego nie wyjdzie.Dlatego Izabela bywa czasem zmęczona. – Miewam dość, miewam słabsze dni, kiedy nic mi się nie chce robić, myślę wtedy „po co?”.Liczy się wnętrze. Człowiek ma blizny, ale jest ten sam„W tej grupie wymieniamy się doświadczeniami związanymi z poparzeniami. Zapraszamy do dzielenia się swoimi przeżyciami, abyśmy mogli wspólnie się wspomagać” – napisała w listopadzie 2023 roku, zakładając w mediach społecznościowych prywatną grupę wsparcia.– Zrobiłam to, żeby można było się komuś wygadać. Podoradzać sobie. Nikt nie zrozumie drugiej osoby tak dobrze, jak ta, która przeszła to samo.Ale i po to, żeby wyzbyć się wstydu, wątpliwości. Izabela wrzuca zdjęcia swojej oparzonej twarzy i szyi, by samej się z ich widokiem oswoić. Usłyszeć, że jest lepiej, że dobrze się goi. I zachęca do dzielenia się doświadczeniami innych.– Widzę, że większość osób nie ma śmiałości, by się pokazać. Dołączają do grupy, ale się nie udzielają. Kobiety wysyłają mi czasem zdjęcia w prywatnych wiadomościach, piszą „Iza, wysyłam, ale tylko tobie”. Rozumiem je. Ale chciałabym, żeby się otworzyły, pokazały. Z pewnością siebie mówiły: „to ja, tak wyglądam”.Czytaj także: „Mnie też bili”. Dlaczego rodzice stosują przemoc wobec swoich dzieci?– Można powiedzieć, że taka społecznica czy aktywistka się w pani obudziła po wypadku? – pytam.– Sama siebie tak nie nazywam, ale zależy mi, żeby ludzie po takich traumach się nie zamykali, żeby próbowali o tym rozmawiać. Wyglądamy, jak wyglądamy, trudno. Ale liczy się to, co w środku. Przecież mimo blizn, nadal jestem tą samą osobą. Jeśli się po wypadku zmieniłam, to tylko na lepsze.