Szefowie MON Włoch i Estonii. Wydawałoby się, że Bliski Wschód to od kilku tygodni nie jest region, w którym – ze względu na napięcia USA-Iran – racjonalna osoba planowałaby wakacje. Tym bardziej dziwi decyzja dwóch ministrów MON z Włoch i Estonii, którzy pojechali do Dubaju, na krótko przed wybuchem konfliktu, a teraz mają problem z dotarciem do swoich państw. Włoski szef resortu obrony poleciał w piątek samolotem liniowym do Dubaju do przebywającej tam na wakacjach rodziny. Miał z nią wrócić do Rzymu. Jednak po rozpoczęciu ataku na Iran i odwecie Teheranu wszystkie loty zostały zawieszone.„La Repubblica” zaznaczyła, że minister obrony został zmuszony do pozostania w Zjednoczonych Emiratach Arabskich w momencie, gdy w siedzibie rządu w Rzymie odbywały się spotkania i rozmowy na temat kryzysu na Bliskim Wschodzie. Jak dodano, nieobecność ministra wywołała zakłopotanie i zdziwienie, a on nie poinformował służb o swojej prywatnej podróży.Tłumaczenia szefa włoskiego MON„Wrócę do Włoch sam, aby uniknąć narażania innych na dodatkowe niebezpieczeństwo, ponieważ podróżowanie ze mną w obecnych warunkach mogłoby stwarzać dla nich ryzyko. Zrobię to oczywiście wojskowym samolotem i zostawię tutaj moją rodzinę, która rozumie tę decyzję, upewniwszy się, że dla nich, tak jak dla innych obywateli włoskich i cudzoziemców, nie ma istotnych zagrożeń, poza tymi wynikającymi z pechowego przypadku” – napisał w mediach społecznościowych.„Wrócę korzystając z wojskowego lotu, ale po dokonaniu wpłaty przed godziną na rzecz dowództwa 31. Skrzydła w Ciampino kwoty trzy razy wyższej, z mojego wyboru, niż ta przewidziana w taryfie dla pasażerów lotów państwowych, po to, by usunąć nawet możliwości atakowania mnie, że wróciłem korzystając z lotu państwowego” – wyjaśnił minister obrony.Zobacz także: Polacy utknęli na Bliskim Wschodzie. Specjalna infolinia dla turystówRodzinne ferie w DubajuZ kolei Hanno Pevkur, estoński minister obrony, zaplanował rodzinne ferie zimowe na Bliskim Wschodzie i przyleciał do Dubaju regularnym lotem linii Air Baltic.Minister został skrytykowany w mediach za udanie się w prywatną podróż na Bliski Wschód w okresie wysoce niestabilnej sytuacji w regionie i mimo wydanych ostrzeżeń o zagrożeniu.– Jestem jak każdy. Jeśli ktoś kupuje bilety lotnicze z wielomiesięcznym wyprzedzeniem i rezerwuje hotel, a w tym czasie nic nie wskazuje na jakiekolwiek problemy, to nikt nie chce stracić wydanych pieniędzy – odparł.Szef MSZ Estonii przyznał, że obecnie ruch lotniczy w regionie jest poważnie utrudniony, a państwo nie jest obecnie w stanie sprowadzić obywateli z powrotem do kraju. Na Bliskim Wschodzie przebywa obecnie około 3 tys. Estończyków, najwięcej w ZEA.Zobacz też: Polski student przebywa w Dubaju. „Co kilka sekund słyszymy wybuchy”