Ryzykowna walka z fiskusem. Jeszcze kilka dni temu Dubaj w relacjach influencerów wyglądał jak pocztówka z raju: tanie apartamenty z widokiem na Burj Khalifa, plaże na Palm Jumeirah i zachęty do „nowego życia bez podatków”. Dziś w mediach społecznościowych widać nagrania smug po rakietach i słupy dymu nad miastem po uderzeniu dronów. Irańskie ataki na terytorium Zjednoczonych Emiratów Arabskich brutalnie przypomniały, że luksusowa metropolia nie istnieje w próżni geopolitycznej. A wraz z tym powrotem do rzeczywistości powróciło też pytanie: dlaczego w ogóle tak wielu polskich celebrytów i biznesmenów się tam przeniosło? Zjednoczone Emiraty Arabskie przez lata przyciągały obietnicą zerowego podatku dochodowego od osób fizycznych i minimalnych formalności. W przeciwieństwie do Polski, gdzie przy wysokich dochodach realne obciążenie może sięgać kilkudziesięciu procent, w Emiratach przez długi czas nie istniał PIT, a VAT wprowadzony w 2018 roku wynosi 5 proc. Od 2023 roku obowiązuje 9-procentowy CIT dla firm przekraczających określony próg dochodów, a największe międzynarodowe korporacje objęto 15-procentową stawką.Dla dobrze zarabiającego influencera różnica między rozliczaniem się w Warszawie a w Dubaju nadal bywa ogromna. Zjawisko opisuje portal Bezprawnik, który przypomina, że w teorii mechanizm relokacji jest stosunkowo prosty: uzyskanie wizy rezydenckiej, często poprzez spółkę w jednej z wolnych stref, wynajem lub zakup nieruchomości oraz formalne zgłoszenie zmiany rezydencji podatkowej.Czy influencerzy naprawdę podlegają pod prawo ZEA?Popularne są struktury typu offshore czy free zone, pozwalające zachować pełną kontrolę nad udziałami i działać globalnie. Na papierze twórca przenosi centrum interesów życiowych nad Zatokę Perską i przestaje podlegać w Polsce nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu. W praktyce kluczowe jest jednak nie to, co w dokumentach, lecz to, gdzie faktycznie toczy się jego życie.Zobacz także: Czy Polacy są bezpieczni na Bliskim Wschodzie? Komunikat polskiego MSZPolskie przepisy odwołują się do pojęcia ośrodka interesów życiowych, a więc miejsca, z którym dana osoba jest realnie związana rodzinnie i gospodarczo. Jeśli rodzina, główni kontrahenci i odbiorcy treści pozostają w Polsce, urząd skarbowy może, a nawet powinien uznać, że podatnik wciąż jest polskim rezydentem. Dodatkowym problemem jest zmieniona umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania z Emiratami, która w praktyce chroni przede wszystkim obywateli ZEA, a nie osoby posiadające jedynie wizę rezydencką. W efekcie ktoś, kto formalnie „wyprowadził się” do Dubaju, może zostać zobowiązany do zapłaty podatku w Polsce od całości swoich dochodów.Według Bezprawnika za ukrywanie w ten sposób dochodu mogą grozić naprawdę poważne konsekwencje, czyli „sankcyjny podatek 75 proc. od nieujawnionych źródeł, grzywna do 720 stawek dziennych, a w skrajnych przypadkach nawet pozbawienie wolności”.Czytaj również: LOT odwołuje połączenia na Bliski Wschód. Jest komunikatZjawisko to nie jest wyłącznie polskie. Dubaj stał się globalnym hubem dla influencerów, traderów i przedsiębiorców z Europy Zachodniej, Azji czy Izraela, kusząc stabilnością, infrastrukturą i międzynarodowym lotniskiem sprawnie obsługującym miliony pasażerów rocznie. W Niemczech powołano nawet wyspecjalizowane jednostki do walki z przestępczością finansową w internecie, analizujące profile w mediach społecznościowych pod kątem nieujawnionych przychodów. Europejskie media coraz częściej zwracają uwagę na rosnący rozdźwięk między luksusowym wizerunkiem online a obowiązkami podatkowymi w krajach pochodzenia twórców.Dubaj kusił jednak nie tylko podatkami, ale także wizją bezpiecznej przystani – miasta, które jest oazą spokoju. Wizerunek ten został jednak gwałtownie zachwiany, gdy irańskie rakiety i drony uderzyły w cele na terytorium Emiratów. Wśród miejsc, o których informowały światowe media, znalazły się okolice Burj Al Arab oraz infrastruktura lotniskowa i portowa.Bezpieczeństwo w DubajuW sieci pojawiły się nagrania influencerów, tym razem nie w luksusowych samochodach i hotelach, lecz relacjonujących eksplozje i smugi przechwytywanych rakiet nad miastem, które przecież miało gwarantować nieprzerwane poczucie bezpieczeństwa. Dla wielu to moment „powrotu do rzeczywistości” – przypomnienie, że nawet najbardziej wystylizowana metropolia pozostaje częścią wybitnie niestabilnego regionu.Zobacz także: Polacy utknęli na Bliskim Wschodzie. Specjalna infolinia dla turystówDużym problemem w takiej sytuacji staje się nawet powrót do kraju. Najbardziej nowoczesne lotnisko świata z dnia na dzień właściwie przestało funkcjonować, a linie lotnicze odwołały loty do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.To nie oznacza, że każda przeprowadzka do Dubaju jest fikcją, oszustwem czy kończy się problemami. Są twórcy i celebryci, którzy rzeczywiście zerwali więzi z Polską i prowadzą działalność na rynkach międzynarodowych, spełniając warunki zmiany rezydencji podatkowej. Problem dotyczy tych, którzy traktują Emiraty jak dekorację do zdjęć, a faktyczne życie i biznes wciąż prowadzą nad Wisłą. W świecie, w którym granice można przekraczać w kilka godzin, a treści publikować z dowolnego miejsca, ukrycie gdzie naprawdę płaci się podatki, staje się coraz łatwiejsze, a pole do nadużyć jest coraz większe.Czytaj również: Twarde lądowanie złotówki. Polska waluta traci po ataku na Iran