Koszykarze grają o udział w mistrzostwach świata. Skrót czwartego spotkanie reprezentacji Polski koszykarzy w grupie F eliminacji mistrzostw świata 2027, w Gdyni z drużyną Łotwy. W wypełnionej w komplecie hali w Gdyni Polacy rozpoczęli z animuszem piątką z kapitanem Mateuszem Ponitką, Jordanem Loydem, Michałem Sokołowskim, Dominikiem Olejniczakiem i Kamilem Łączyńskim, który zastąpił w wyjściowym składzie z piątkowego meczu w Rydze Tomasza Gielo.Eliminacje mistrzostw świata: Polska wygrała z ŁotwąPunkty Ponitki w 20 sekundzie „otworzyły” wynik, a w kolejnych akcjach Polacy byli nie do zatrzymania. Co najważniejsze, punkty zdobywał nie tylko duet Ponitka–Loyd (jak w Rydze), ale praktycznie wszyscy zawodnicy wprowadzani szybko na parkiet przez trenera Igora Milicicia. Równie dobra była defensywa polskich koszykarzy, którzy prowadzili 8:2, 16:6, a nawet 21:6 po dobitce Olejniczaka.Agresywniejsza obrona Biało-Czerwonych na obwodzie sprawiała, że Łotysze nie mogli zdobywać punktów z dystansu, swojej najmocniejszej broni. Pierwszą „trójkę” trafił Roberts Blumbergs na 18 sekund przed końcem tej kwarty, a za chwilę takim samym rzutem popisał się Arturs Kurucs i po 10 minutach Polska prowadziła 23:16.Łotwa, piąta drużyna MŚ 2023, występująca tym razem bez największych gwiazd – Kristapsa Porzingisa z NBA, czy Rolandsa Smitsa – miała kłopoty z zatrzymaniem polskiego ataku, ale i dominacji gospodarzy pod koszami – do przerwy Biało-Czerwoni mieli 22 zbiórki, a podopieczni Hiszpana Sito Alonso tylko 11. Po wsadzie piłki przez Olejniczaka drużyna Milicicia wygrywała w 18. minucie 47:33. W ostatniej minucie po „trójce” Jakuba Garbacza i ekwilibrystycznej akcji Loyda Polacy wygrywali 54:36 i była to najwyższa ich przewaga w drugiej kwarcie. Po przerwie nieustający doping kibiców pobudzał Polaków do dalszej walki i dobrej gry. Po kolejnym rzucie spod kosza Olejniczaka na tablicy pokazało się po raz pierwszy w spotkaniu 20-punktowe prowadzenie 56:36. Intensywność gry w defensywie naszych nie malała. Każdy z wchodzących z ławki koszykarzy był widoczny na parkiecie i dokładał swoją „cegiełkę”. W 29. minucie po wolnych Sokołowskiego było 70:49.Rywale robili co mogli, ale to nie był ich wieczór w Gdyni. Nieco sfrustrowani obrotem spraw faulowali gospodarzy, także w sytuacjach zupełnie niekonfliktowych, jak Arturs Strautins Mikołaja Witlińskiego pod koniec trzeciej kwarty, za co otrzymał faul techniczny.Polacy zapewnili sobie awans do drugiej fazy eliminacjiRywale zmniejszyli straty do 12 punktów (60:72) w 32. minucie po dwóch celnych rzutach z dystansu. Trener Milicić wziął czas, wprowadził Jakuba Urbaniaka pod kosz zamiast zmęczonego, walczącego niezwykle twardo pod koszami Olejniczaka i Polacy złapali drugi oddech.Ich obrona pozostawała cały czas bardzo aktywna, a jej liderem był Michał Sokołowski, który oprócz 20 punktów dołożył osiem zbiórek i wiele razy, co nie zostało ujęte w statystykach, zmuszał rywali do popełniania błędów. Mecz zakończyli dwoma efektownymi wsadami najpierw Sokołowski, a po chwili Urbaniak.Polacy wygrali walkę pod tablicami aż 44:28 i mieli 23 asysty przy tylko 15 rywali. Łotysze trafili tylko 10 razy za trzy punkty i mieli 46,4 proc. rzutów za dwa. Polacy w tym elemencie górowali – 62,9 procent skuteczności.Przed meczem za ponad 10 lat gry w reprezentacji (137 meczów i 647 pkt) podziękowano Adamowi Hrycaniukowi, najstarszemu obecnie zawodnikowi ekstraklasy, siedmiokrotnemu mistrzowi Polski (15 marca będzie świętował 42. urodziny), trzykrotnemu uczestnikowi ME oraz MŚ 2019. Koszulkę z numerem 34, oprawioną jak obraz, wręczyli mu prezes PZKosz Grzegorz Bachański oraz kapitan reprezentacji Ponitka.To była piąta wygrana Polski w siedmiu spotkaniach o punkty z reprezentacją Łotwy.