„Nikt nie jest zaskoczony”. Kiedy wybucha wojna, nawet taka mniejsza i daleko, zmieniają się priorytety. Zadawane są pytania o przyszłość, o wpływ na nas, o bezpieczeństwo. Teraz też tak jest – USA i Izrael zaatakowały Iran. Ale do „Subiektywnego tygodnia Zawioły” dobieram też inne wydarzenia i myśli. Nikt nie jest zaskoczony. Niewiadomą był tylko termin. Amerykanie gromadzili siły na Bliskim Wschodzie od kilku tygodni i trudno było się spodziewać, że robili to po to, by je pewnego dnia wycofać, bo jakieś negocjacje przyniosły efekt. „Jakieś”, bo tak je najpewniej traktował Donald Trump. Jemu ten atak był potrzebny właśnie teraz. Tak jak Izrael twierdzi, że nadszedł najwyższy czas, by dać kres groźbom ze strony Iranu. Zapewne to prawda. Iran nie jest państwem przyjaznym szeroko pojętemu Zachodowi, ale jest też agresorem bezzębnym, bez siły, która mogłaby zrobić krzywdę Izraelowi, a już na pewno Ameryce. Trump znów zbrojnie reaguje w państwie, w którym dzieją się złe rzeczy. Wenezuela jest pierwszym takim przypadkiem. Drugim jest reżim islamski w Iranie, który zabijał protestujących przeciwko władzy obywateli. I świat znów nie może jednoznacznie potępić ingerencji USA w wewnętrzne sprawy innego państwa. Bo łatwo tu o argument, że zrobiły to w dobrej wierze, w walce o demokrację i dobro ludzi. O wolność.Bliski Wschód jest w bardzo trudnym momencie, a kiedy ten region płonie, cały świat patrzy w jego stronę. Skutkiem ubocznym jest to, że odwraca wzrok od Ukrainy. *Zanim Donald Trump zaatakował Iran, wygłosił orędzie i – jako że chce być najlepszym prezydentem w historii USA i nawet za takiego się uważa – postanowił, że jego wystąpienie będzie najdłuższe w historii – żeby nikt nie znalazł żadnego elementu, w którym mógłby być gorszy. Mniejsza o treść, ważna długość. Trump po raz kolejny ogłosił, że Ameryka właśnie jest w swoim złotym wieku, że nigdy w Stanach Zjednoczonych nie było lepiej, że podźwignął ten kraj z kryzysu, że nigdy nie było tak bezpiecznie i że Ameryka wygrywa za bardzo, a obywatele nie są do tego przyzwyczajeni. Niestety w orędzie dali się wmanewrować amerykańscy hokeiści, którzy zdobyli złoty medal igrzysk olimpijskich. Bezgraniczna radość z sukcesu przysłoniła im logiczne spojrzenie i dali się Trumpowi wykorzystać. *Kto by pomyślał, że program SAFE natrafi na taki opór. A jednak ktoś pomyślał – prawica z prezydentem Karolem Nawrockim na czele. Ustawa oczywiście w Sejmie zyskała aprobatę większości, ale cała dyskusja na temat zalet i wad otwierała obserwatorom oczy ze zdumienia i kazała je przecierać. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to jest właśnie to słynne sypanie piachem w tryby zapowiadane przez Sławomira Cenckiewicza. Bez ładu, składu i argumentów, byle sypać. Zresztą PiS doszukując się jakichś niejasności i kombinatorstwa w tym programie, mierzy swoich przeciwników politycznych swoją miarą. Współczuję prezydentowi Karolowi Nawrockiemu, ale sam jest sobie winien, bo dał się zapędzić w kozi róg. Każda decyzja będzie dla niego politycznie kosztowna. Jeśli zawetuje – sprzeciwi się koalicji rządzącej, która mu tego nie daruje (to akurat najmniej go martwi), ale też przede wszystkim wojsku, które cieszy się z tego programu, i społeczeństwu, które w sondażach jest raczej za programem SAFE. Jeśli nie zawetuje – narazi się Kaczyńskiemu i dużej części prawicy, włącznie z obiema Konfederacjami. Może też Amerykanom, choć być może oni już wiedzą, że nic złego dla nich ten program nie przewiduje. *W kończącym się tygodniu minęły cztery lata od napaści Rosji na Ukrainę. Operacja wojskowa, która miała potrwać kilka dni, ciągnie się już ponad cztery lata i końca nie widać, bo dopóki tego końca nie chce widzieć Putin, dopóty nadal ginąć będą ludzie. Przez te cztery lata świat zmienił się nie do poznania. Zmieniło się podejście Stanów Zjednoczonych do wojny, zmieniło się jej postrzeganie przez Europę, zmieniają się też relacje polsko-ukraińskie. Współczucie i ciepło uległy znacznemu ochłodzeniu. Pojawiła się konieczność tłumaczenia, że ich wojna to także nasza wojna i że Ukraińcy walczą po to, byśmy my mogli być bezpieczni. Szybko poszło. 24 lutego 2022 r. był strach o przyszłość, ale też empatia. Polacy bez zastanowienia wpuszczali Ukraińców do swoich domów i pomagali na granicy. Słuchali ludzkich historii, dramatów, czasem byli świadkami rozmów telefonicznych z tymi, co zostali. O bestialstwie, takim jak w Buczy, usłyszałem wcześniej, niż informowano o tym w mediach – od Ukrainki Natalii, która zatrzymała się w moim domu z trójką dzieci. Wtedy trudno było uwierzyć, że takie rzeczy dzieją się w XXI wieku, w cywilizowanym, wydawało się, świecie. Ale potem do wszystkich dotarło, że o cywilizacji i humanitaryzmie w przypadku Armii Czerwonej nie może być mowy. Nic nie zmieniło się od czasów II wojny światowej, kiedy ludność cywilna często doświadczała większej brutalności ze strony żołnierzy radzieckich niż hitlerowców. Ci drudzy zaś robili wszystko, by dostać się do niewoli amerykańskiej lub brytyjskiej, a nie radzieckiej. Wiedzieli, co ich czeka. Wojna w Ukrainie nie skończy się szybko, ale nawet po jej zakończeniu nienawiść między Ukraińcami a Rosjanami trwać będzie przez dziesięciolecia. Świat niestety szybko zapomni i w dobrej wierze, a także naiwności, otworzy Rosjanom drzwi. *Czeka nas już niedługo rywalizacja o miejsce w finałach piłkarskich mistrzostw świata. Należy w tym miejscu przypomnieć, że atmosfera wokół reprezentacji znacznie się poprawiła po przejęciu drużyny przez Jana Urbana. Poprawiła się gra, za tym przyszły też wyniki i w efekcie awans do baraży. To oczekiwanie jest zatem optymistyczne. Coś dobrego dzieje się z polską piłką. Do wiosennej fazy europejskich pucharów dotarły trzy kluby, co jest osiągnięciem wręcz sensacyjnym. Raków Częstochowa jest już w kolejnej rundzie, Lech Poznań właśnie do niej awansował, a Jagiellonia Białystok odpadła w czwartek po świetnej grze z Fiorentiną. Jaga przegrała pierwszy mecz 0:3, w rewanżu odrobiła straty i odpadła dopiero po dogrywce.To wszystko powoduje, że Polska znów awansowała w rankingu europejskim. W kolejnym sezonie droga do poważniejszych rund pucharowych powinna być łatwiejsza. I nikt nam tego nie dał. Kluby same to sobie wypracowały – wynikami. Nieprawdziwa jest zatem urzędowa teza, że polska piłka to tylko porażki.*Polskie seriale potrafią wbić w fotel. Drugi sezon „Klangoru” wchodzi na jeszcze wyższy poziom emocji. Jest jeszcze mroczniej, jeszcze dramatyczniej i jeszcze brutalniej. Historia jest zagmatwana, ale ma sens. Nikt jej nie skomplikował dla samego skomplikowania. I to Świnoujście, którego twórcy nie starają się pokazać jak Warszawy w „Magdzie M.”, czyli w sposób wyidealizowany.Podobnie jest ze „Schedą”, w której króluje Hel. Jest morze, plaże, ale są też nadgryzione zębem czasu kutry rybackie. I jest fantastyczna gra aktorska. Magdalena Popławska, Grzegorz Damięcki, Michalina Łabacz i Bartosz Gelner to brawura i związek z postaciami, które odgrywają. Świetnie wymyślony i znakomicie nakręcony film wciąga, zaskakuje rozwojem fabuły. Do tego genialne są dialogi. Ciąg dalszy nastąpi za tydzień...Czytaj też: Subiektywny tydzień Zawioły. Prezydent z premierem, Doda o Stingu...