Podsumowanie tygodnia. Program SAFE od wielu tygodni pozostaje politycznym tematem numer jeden. To wokół niego toczy się dziś zasadnicza debata. To narrację wobec SAFE próbuje narzucić Prawo i Sprawiedliwość, a prezydent zastanawia się, co zrobić: zawetować czy podpisać. To w końcu SAFE stał się przyczyną kolejnych napięć wewnątrz PiS oraz usztywnienia zasad dotyczących obecności polityków największej partii opozycyjnej w mediach. I to być może właśnie weto wobec SAFE jest tym, na czym koalicji rządzącej może paradoksalnie zależeć. Dziś spróbuję rozłożyć to, co w sprawie SAFE wydarzyło się w mijającym tygodniu, na czynniki pierwsze.Zacznijmy od końca. W piątek, 27 lutego Sejm przegłosował ustawę w sprawie programu SAFE wraz z poprawkami Senatu. To oznacza, że dokument trafia właśnie na biurko prezydenta. Karol Nawrocki nie musi podejmować decyzji natychmiast, ma na to jeszcze kilka tygodni. W czwartek stwierdził, że materia jest na tyle istotna dla państwa i wywołuje tak wiele emocji, iż nie ogłosi swojej decyzji od razu. Podkreślił, że rozmawia z wicepremierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, konsultuje się z generałami, wsłuchuje się w opinie Biura Bezpieczeństwa Narodowego oraz obserwuje reakcje Polaków na propozycje SAFE. I faktycznie, prezydent ma twardy orzech do zgryzienia.Z jednej strony Prawo i Sprawiedliwość bardzo zdecydowanie naciska na weto. Czołowym politykom tej partii, jak choćby Mariuszowi Błaszczakowi, nie przeszkadza fakt, że jeszcze kilkanaście tygodni temu namawiali do przyjęcia programu. Były szef MON jesienią ubiegłego roku publikował na platformie X grafiki przekonujące, że fundusz SAFE to szansa na rozwój Sił Zbrojnych RP, a jego odrzucenie byłoby zmarnowaniem wielkiej okazji do wzmocnienia wojska. Zaledwie trzy miesiące później ten sam polityk mówi już o oddawaniu suwerenności i blokowaniu prawidłowego rozwoju armii.To nie jedyna taka wolta w PiS. Wśród argumentów przeciwników programu pojawia się kwestia tzw. warunkowości. Ukuto nawet określenie „KPO 2.0”, mające sugerować, że środki mogą zostać w przyszłości zablokowane, podobnie jak fundusze z Krajowego Planu Odbudowy w czasie rządów PiS, gdy Komisja Europejska miała zastrzeżenia dotyczące praworządności. Warto jednak zauważyć, że w przypadku SAFE mechanizmy kontrolne – jak przy każdej unijnej pożyczce – dotyczą przede wszystkim rzetelności wydatkowania środków. A to standard, który obejmuje wszystkie fundusze z Unii Europejskiej.Z emocjami społecznymi, o których wspominał prezydent, wiążą się pojawiające się regularnie badania opinii publicznej dotyczące SAFE. Sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” z tego tygodnia pokazuje, że niemal 60 procent ankietowanych uważa, iż prezydent powinien ustawę podpisać.Zobacz także: Weto dla programu SAFE? W sondażu dla „19.30” jedna opcja dominujePremier Donald Tusk przekonuje zresztą, że nawet w przypadku prezydenckiego weta, choć w sposób bardziej skomplikowany, program i tak zostanie w Polsce wdrożony. Byłaby to wizerunkowa porażka dla Karola Nawrockiego. Okazałoby się bowiem, że jego weto było jedynie pustym gestem, podczas gdy rząd mógłby chwalić się kolejnymi inwestycjami w polskim przemyśle zbrojeniowym i nowym, tak bardzo potrzebnym sprzętem wojskowym, którego zakup prezydent próbował zablokować.Warto też zwrócić uwagę, że właściwie wszyscy przedstawiciele środowiska wojskowego, zarówno czynni, jak i ci w stanie spoczynku, podkreślają, że przyjęcie programu SAFE jest niezbędne. Nie wszyscy używają tak ostrych słów jak Donald Tusk, który podczas wizyty w Hucie Stalowa Wola zwrócił się do przeciwników programu określeniem „zakute łby”. Ale nawet w rozmowach z wojskowymi widać, jak ogromne są w tej sprawie emocje – i że części z nich naprawdę mocne słowa cisną się na usta.Ciekawe jest również to, że jako jedną z twarzy sprzeciwu wobec programu SAFE Prawo i Sprawiedliwość wystawiło Antoniego Macierewicza. Tydzień temu, w sobotę 21 lutego, w Stalowej Woli odbyła się konwencja PiS pod hasłem „Czas na bezpieczną Polskę”. I to właśnie Macierewicz należał do tych polityków, którzy w ostrych słowach krytykowali unijny program. Co zastanawiające, w Stalowej Woli zabrakło Mateusza Morawieckiego czy Michała Dworczyka, którzy w tym samym czasie byli na spotkaniu w Słupsku. Antoni Macierewicz na wyborców koalicji rządzącej działa jak płachta na byka – mobilizuje raczej najtwardszy elektorat PiS. Czyżby więc Jarosław Kaczyński uznał, że w tej sprawie warto postawić właśnie na tak wyraziste, a zarazem silnie polaryzujące nazwisko?Chciałabym teraz postawić pytanie: na ile prezydenckie weto w sprawie programu SAFE, mogłoby być na rękę rządowi. Jest to nieoczywista teza, ale politycy partii rządzącej zyskaliby w ten sposób potężny oręż, którym mogliby uderzać w Karola Nawrockiego.Tymczasem okazuje się, że władze Prawa i Sprawiedliwości wyraźnie drażni to, że posłowie partii, komentując program SAFE w mediach, nie trzymają jednej, spójnej linii. W redakcji TVP Info dość szybko odczuliśmy zmianę, jaka zaszła w tej sprawie: do tej pory większość polityków PiS potrzebowała zgody biura prasowego, by wystąpić w danym programie, często to właśnie biuro wskazywało, który polityk i do którego medium się wybierze. Zawsze jednak istniała pewna grupa parlamentarzystów podejmujących bardziej autonomiczne decyzje. To się skończyło.Jak poinformowała Interia, biuro prasowe partii rozesłało do polityków wiadomość o następującej treści: „W związku z tym, że niektórzy członkowie naszej partii poza biurem prasowym umawiają się do mediów i wypowiadają się niezgodnie ze stanowiskiem partii lub w sposób je relatywizujący, m.in. w sprawach dotyczących programu SAFE, informujemy, iż od dzisiaj w przypadku umówień poza biurem prasowym lub odstępstw od stanowiska partii będą wyciągane konsekwencje dyscyplinarne. Od tej reguły nie ma wyjątków”.Pod komunikatem podpisali się szef klubu Mariusz Błaszczak oraz rzecznik Rafał Bochenek. To oznacza jedno: przekaz ma być jednolity i bezdyskusyjny, a wewnętrzne napięcia nie mogą podkopać narracji o szkodliwości programu SAFE.Jednak ani prośby, ani groźby nie przynoszą oczekiwanego efektu. Kilkanaście dni temu prezes Jarosław Kaczyński wydał zakaz wszczynania dyskusji w mediach społecznościowych, zapowiadając, że każdy, kto weźmie udział w „szkodliwej dyskusji”, niezależnie od zasług i pozycji w partii, zostanie zawieszony w prawach członka PiS. Stało się to wkrótce po emocjonalnej wymianie zdań między Ryszardem Terleckim a Sebastianem Kaletą.Okazuje się jednak, że zakaz nie zadziałał. W piątek ze wpisu rzecznika prasowego PiS Rafała Bochenka na platformie X dowiedzieliśmy się, że prezes Kaczyński skierował do partyjnej komisji etyki sprawy posłów: Mateusza Morawieckiego, Ireneusza Zyski i Mirosławy Stachowiak-Różeckiej. Wypowiedzi i wpisy innych polityków, m.in. Patryka Jakiego, mają być wciąż analizowane. Co wydarzyło się tym razem? Patryk Jaki podczas spotkania w Lublinie, odpowiadając na pytania studentów, powiedział: „Podam panu jeden powód. Dowodem jest program SAFE. Proszę zobaczyć na stanowisko partii. My mimo całej tej propagandy twardo zachowujemy się tak, jak trzeba. Żadne sondaże, żaden szantaż finansowy – nic na nas nie wpłynie na koniec. Wyciągnęliśmy wnioski. Ja nie ukrywam, że sam się bałem, jak nasza partia się zachowa, ale teraz jestem podbudowany. Oczywiście jest kilku posłów u nas, którzy zachowują się inaczej, którzy nie uczą się i nie wyciągają wniosków”.Na te słowa zareagował Mateusz Morawiecki, który najwyraźniej poczuł się wywołany do tablicy. Zapytał: „Skoro obecnie jesteś ekspertem i znasz remedium na każdy problem, to powiedz: jak poszła sztandarowa reforma sądownictwa? No i jak przysłużyła się Polsce Twoja ustawa o IPN?”.Informację o skierowaniu sprawy do komisji etyki były premier również skomentował na platformie X: „Zawsze będę bronił dokonań 8 lat rządów Prawa i Sprawiedliwości przed tymi, którzy nie umieją nic zrobić, a jedynie krytykują”.Wygląda więc na to, że emocje w PiS buzują tak mocno, że nawet bezpośrednie polecenia Jarosława Kaczyńskiego schodzą na dalszy plan.