Od przedszkola po grób. Lata 20. i 30. XX w. – masowe wywózki Ukraińców na Syberię – wracają? Przedzieramy się przez biurokratyczną nowomowę – „długoterminowe delegacje” dla „nieobciążonych rodziną” – aby zbliżyć się do prawdy. Czy mieszkańcy Doniecka, Ługańska, Mariupola i innych okupowanych miast znów mają zasiedlić syberyjskie pustkowia? „Długoterminowe delegacje”Taka sytuacja musiała się wydarzyć. Dyrektor szkoły w okupowanym Doniecku przegląda poranną pocztę. Większość to standardowe pisma – zalecenia metodyczne, wykaz podręczników, terminy konkursów. Jeden dokument wyróżnia się nadrukiem: „poufne”. Treść krótka. Administracja okupacyjna żąda wytypowania pracowników do „długoterminowych delegacji” na Daleki Wschód. Na listę należy wpisać osoby „nieobciążone okolicznościami rodzinnymi”. Dyrektor wie, co to znaczy. Także dlatego, że jego przodkowie byli już w podobnej „delegacji”.Ukraińskie Centrum Narodowego Sprzeciwu – państwowa instytucja powołana m.in. do dokumentowania ruchu oporu na okupowanych terytoriach – poinformowało 13 listopada 2025 roku, że właśnie takie pisma trafiają do szkół, szpitali i przedsiębiorstw komunalnych w obwodach chersońskim, donieckim, ługańskim i zaporoskim. Wszędzie ta sama instrukcja: wskazywać pracowników do przeniesienia na Syberię i Daleki Wschód, ze szczególnym uwzględnieniem osób, które najłatwiej deportować bez rozgłosu, a więc bez rodzin.Równolegle Rosja ogłosiła „Program rozwoju Syberii” wart 700 miliardów rubli, czyli około 35 miliardów złotych. To głównie inwestycje w przemysł, mają powstać dodatkowe miejsca pracy. Ale kogo obsadzać na nowo tworzonych stanowiskach?Autorzy raportów z prestiżowego Institute for the Study of War (ISW, Instytut Studiów nad Wojną) oraz Yale School of Public Health nie mają złudzeń. Ukraińców z okupowanych terytoriów może czekać następujący schemat: najpierw paszportyzacja, potem filtracja, wreszcie transport w głąb Rosji – na Syberię, do Magadanu, za koło podbiegunowe. Paszportyzacja została już w dużej mierze zrealizowana – według doniesień BBC mieszkańcy okupowanych terenów bez rosyjskich dokumentów są traktowani jak cudzoziemcy, pozbawiani dostępu do opieki medycznej, pracy i sądów. Filtracja również trwa od początku inwazji – to przez nią przeszły setki tysięcy Ukraińców. Moskwa musi wiedzieć, kim są jej nowi obywatele. Rozsyłane właśnie pisma do urzędów to najprawdopodobniej przygotowanie do trzeciego etapu – właściwych deportacji.Historycy przypominają zaś: Rosja już wielokrotnie ćwiczyła przesiedlenia. Stalin deportował całe narody. I właśnie teraz może dziać się dokładnie to samo.Czytaj też: Emancypacja poprzez testament. Tak obchodzono prawoSystem działa spójnie – od przedszkola po gróbPrzeszukaliśmy lokalne media z obwodów irkuckiego i magadańskiego – regionów, które według planów miałyby stać się docelowym miejscem przesiedleń. Oficjalne portale milczą. Żadnych komunikatów o przygotowaniach do przyjęcia nowych mieszkańców, żadnych ogłoszeń o pracy w ramach „Programu rozwoju Syberii”. W kilku grupach dyskusyjnych na Telegramie pojawiały się jednak wzmianki o „zorganizowanych naborach” – sformułowaniu, które pada w kontekście ofert pracy w przemyśle wydobywczym. Na ekonomicznych portalach przeczytamy zaś, że w marcu 2024 roku rosyjski rząd wyznaczył państwową firmę „Rabota w Rossii” (Praca w Rosji) oficjalnym operatorem „zorganizowanego naboru”. Oczywiście w tym kontekście o Ukraińcach się nie pisze.Za to w raporcie ISW z 20 listopada 2025 roku czytamy:„Rosja prawdopodobnie planuje przymusowo przesiedlić Ukraińców na Syberię w ramach programu stymulowania wzrostu gospodarczego słabo rozwiniętych regionów Rosji. Rosyjski rząd prawdopodobnie użyje do tego środków przymusu, w tym zachęt ekonomicznych lub obietnic zatrudnienia”.Autorzy dokumentu zwracają uwagę na słowa Siergieja Szojgu, sekretarza Rady Bezpieczeństwa Rosji, który 7 listopada 2025 roku wizytował Krasnojarsk i mówił o potrzebie „przyciągnięcia” ludzi na Syberię. Nawiązywał wtedy do tradycji Imperium Rosyjskiego i ZSRR, które – jak to ujął – „stwarzały warunki, by obywatele dobrowolnie i z radością jechali na Syberię budować i rozwijać gospodarkę narodową”. W tym samym wystąpieniu przyznał, że rząd zapewnia korzyści podatkowe i administracyjne tym, którzy przenoszą się do pracy w ramach klastra Angara-Jenisej – strategicznego programu gospodarczego, który ma pochłonąć 700 miliardów rubli, czyli tyle samo, ile wynosi budżet ogłoszonego wcześniej „Programu rozwoju Syberii”.Miesiąc później Putin podpisał też ustawę, która pozwala władzom okupacyjnym w obwodach donieckim, ługańskim, zaporoskim i chersońskim na konfiskatę mienia uznanego za „bezpańskie”. Jak wynika z analizy tej ustawy przeprowadzonej przez Le Monde:„Aby być prawnie uznanym za właściciela nieruchomości na okupowanym terytorium, trzeba posiadać rosyjskie obywatelstwo i ponownie zarejestrować własność u władz okupacyjnych”.Petro Andriuszczenko, były doradca mera Mariupola, mówi wprost dla Le Monde: „W ciągu pięciu lat w Mariupolu nie będzie już ukraińskich mieszkańców. Rosjanie redystrybuują zasoby mieszkaniowe w tym właśnie celu”.Przywoływani już badacze z Yale School of Public Health ustalili, że Rosja zarządza co najmniej 210 placówkami przeznaczonymi dla deportowanych dzieci ukraińskich. Ich raport nie pozostawia złudzeń co do skali procederu:„Rosja prowadzi potencjalnie bezprecedensowy system zakrojonych na szeroką skalę reedukacji, szkoleń wojskowych i obiektów noclegowych zdolnych pomieścić dziesiątki tysięcy dzieci z Ukrainy przez długi czas”.Wśród tych obiektów są dwa na Syberii i jeden w obwodzie magadańskim. Te same regiony, które według planów mają być celem „długoterminowych delegacji” dorosłych Ukraińców. Związek jest oczywisty: Moskwa od lat ćwiczy procedury na dzieciach, by dziś zastosować je wobec dorosłych. System działa spójnie – od przedszkola po grób.Czytaj też: ZSRR jako mem, czyli sowieckie kłamstwaKontekst historyczny: powtórka z procedurListy z żądaniem wytypowania „pracowników do delegacji” nie są pierwszymi papierami tego typu, jakie trafiają na ukraińskie ziemie. Zanim przyszła kolej na Ukraińców, system wypróbowano na innych – na Tatarach krymskich, Niemcach nadwołżańskich czy Koreańczykach. W końcu jednak Stalin wskazał na nich. W latach 1925-1928 setki tysięcy mieszkańców wschodnich ziem (Starodubszczyzny, Biełgorodszczyzny, Dońskiego) przesiedlono na Syberię i Daleki Wschód, do tak zwanego Zielonego, Malinowego i Szarego Klinu. To była pierwsza faza administracyjno-narodowościowa, która na zawsze zmieniła mapę osadnictwa ukraińskiego.Kolejna, największa operacja rozpoczęła się w grudniu 1929 roku. Biuro Polityczne w Moskwie podjęło decyzję o likwidacji kułactwa jako klasy. Celem byli zamożniejsi chłopi, którzy nie chcieli oddawać ziemi do kołchozów. W ciągu kilku lat w całym ZSRR deportowano na północ Syberii i do Kazachstanu ponad 2,3 miliona ludzi, wśród nich setki tysięcy Ukraińców.Nie ustalono jasnych kryteriów uznawania za kułaka. Często decydował jeden człowiek w komisji. Dowodem na zamożność bywał dach kryty blachą albo większa ilość bydła. Rozkułaczanie odbywało się publicznie, dla zastraszenia wsi. Brytyjska historyczka Anna Reid, autorka m.in. książki „Pogranicze. Podróż przez historię Ukrainy”, cytuje mieszkankę wsi nad Dnieprem: „Zabierali nam wszystko – ziemię, ziarno, pługi, zwierzęta. Mój dziadek był kowalem; opierał się trzy lata. Odbierali mu konie, kuźnie, a ściany domu rozbijali, szukając ziarna. Jeśli ktoś miał stodołę i stajnię, uważali go za kułaka i wysyłali na północ”.Nie było czasu na odwołania. Rodziny ładowano do bydlęcych wagonów i wysyłano na wschód. Jedna z deportowanych zapisała: „W naszym wagonie nie było małych dzieci, ale w innych płakały tak żałośnie, że serce się krajało. Później dowiedzieliśmy się, że wiele dzieci i starszych ludzi zmarło w czasie podróży. »Opiekunowie porządku« zabierali martwe ciała. Mówiono, że rzucali je w pole”. Ci, którzy przeżyli, mieli zasiedlać pustkowia, pracować w kopalniach, przy budowie dróg.Timothy Snyder dodaje, że właśnie wtedy deportowani z kolektywizacji stali się siłą roboczą w systemie Gułagu. Wielu z nich było Ukraińcami. To jednak Stalinowi nie wystarczyło i rozpętał Hołodomor, ale to już inna historia.Do kolejnych deportacji doszło po aneksji wschodnich terenów II Rzeczypospolitej. Jesienią 1939 i wiosną 1940 z ziem nazwanych przez Moskwę Zachodnią Ukrainą i Zachodnią Białorusią, wywieziono ponad 320-330 tys. osób – Polaków, w tym ukraińskiej i białoruskiej narodowości.W latach 1944-1947 ruszyły kolejne fale: około 180 tysięcy Ukraińców z Zachodniej Ukrainy deportowano w głąb ZSRR, a w 1947 roku w ramach operacji „Zachód” przesiedlono kolejne ok. 76 tysięcy osób. Nie sposób też nie wspomnieć o akcji „Wisła” z 1947 roku, w ramach której przesiedlono około 140 tysięcy Ukraińców z południowo-wschodniej Polski na Ziemie Odzyskane. Choć niewątpliwie było to przymusowe wysiedlenie, skali i warunków nie da się porównać do wysiedleń do Workuty czy na Sołowki.I to właśnie na Sołowkach zamykano przedstawicieli ukraińskiej i białoruskiej inteligencji, pisarzy, naukowców – tych, których nazwano „rozstrzelanym odrodzeniem”.W latach 30. i 40. wystarczył więc dekret i wojsko. Dziś podjęto analogiczne decyzje prawne – jest ustawa o konfiskacie mienia, przeprowadzono paszportyzację, trwa filtracja. Cel pozostaje ten sam.Czytaj też: A gdzie te grube polskie pany? Syberyjska herstoriaCo sądzą sami Ukraińcy?Już w kwietniu 2022 roku, gdy na kanale YouTube „Новости Донбасса” pojawił się film „Ukraińców deportują na Syberię”, reakcje Ukraińców były skrajnie różne. Użytkownik @2509dima komentował: „Przez cały film nie pokazaliście ani jednego Ukraińca w Rosji, który potwierdziłby te wszystkie bzdury”. Inny, @verzyn, który twierdził, że pracuje z uchodźcami, dodawał: „Śmiejemy się z waszych fejkowych wiadomości”. Wielu po prostu nie wierzyło.Ale pojawiały się też głosy potwierdzające. Na YouTube @volodymyrs[...] odpowiadał sceptykom: „Myślicie, że ci ludzie mają możliwość nagrywania podczas filtracji albo że ktoś będzie ich bronił przed FSB?”. Z kolei @valp1502 pisał: „Są przypadki rzeczywistej deportacji, są przypadki, gdy po prostu mówią «rób, co chcesz». A są też prawdziwe miejsca filtracyjne. Masakra”.Na Facebooku, pod postem „Nowin Donbasu”, użytkowniczka Oksana H[...] zauważała: „Ci, którzy uciekli do Rosji, myśleli, że czekają tam na nich mieszkania, a wysłali ich tam, gdzie nikt z Rosjan nie chce jechać”. Marija O[...] ironizowała: „Myśleli, że do Moskwy ich zawiozą. Gdzie tam!!!”. Inna komentująca nie kryła złośliwości wobec tych, którzy zdecydowali się wyjechać w głąb Rosji: „Przecież oni chcieli ruskiego miru, świetnie im teraz na Syberii!!!”.Kolejne miesiące przynosiły zmianę tonu. Gdy w listopadzie 2025 roku „Ukrainian People Magazine” na Facebooku opisał plany przesiedleń w ramach „Programu rozwoju Syberii”, komentarze zdominowały odniesienia historyczne i gorzka ironia. Tetiana B[...] napisała: „Czterdziesty siódmy rok wraca” – odwołując się do ostatniej wielkiej fali deportacji Ukraińców w 1947 roku. Lilia z ukraińską flagą w nicku wtórowała: „Historia się powtarza”.Pojawiły się też głosy dzielące Ukraińców z okupowanych terytoriów na „żdunów” (pogardliwe określenie tych, którzy czekali, tj. z ros. ‘żdali’, na Rosjan, kolaborantów) i zwykłe ofiary. Na Facebooku Vita B[...] apelowała: „Żdunów niech wysyłają!!! A tych, którzy trafili przypadkowo – bardzo żal”. Walentyna pisała: „Syberia potrzebuje pomocy! Chcieli być z raszką [tj. faszystowską Rosją], kochali ZSRR. Wszyscy, którzy byli przeciwni, wyjechali już w 2014 roku!!!” – a więc po pierwszej aneksji Doniecka.Byli i tacy, którzy ignorowali zagrożenie lub wręcz drwili. Na Facebooku Valerri.Ma trollował: „HA, HA, HA. Bendera do Magadanu. Teraz Syberia będzie mówić po ukraińsku”. Ktoś inny życzył wywiezionym: „Szczęśliwej drogi”. Pojawiały się też ironiczne zachęty do cieszenia się „tajgą i świeżym powietrzem”.Najdobitniej jednak bezmiar tragedii Ukraińców na terenach okupowanych oddawały głosy takie jak komentarz Oksany A[...] z Chersońszczyzny. W odpowiedzi na kpiny wobec tych, którzy znaleźli się w strefie okupowanej przez Rosjan, pisała na Facebooku: „Czytam komentarze i boję się «patriotów» Ukrainy. Bezduszność i złość leje się z każdych ust. A piszą ci, których nie dotknęła okupacja! Wy, panie i panowie, nie odczuliście na własnej skórze tego koszmaru!!! Więc zamknijcie mordy i siedźcie dalej na kanapach. Lewobrzeżna Chersońszczyzna do tej pory stawia opór! Na własne oczy widziałam, jak 5-6-letnie dzieci wywożono autobusami w 24 [tj. 2024 r.]. Nie cieszcie się z cudzego nieszczęścia, bo sami odczujecie, co to znaczy, gdy jesteś bezsilny, gdy do twojego domu wchodzą wrogowie z automatami”.Na Facebooku Nina L[...] dodawała: „Ale są ludzie, którzy nie czekali. Ich losem – żyć na tych terytoriach. Nie wszyscy wyjechali, bo jechać trzeba «gdzieś»..., a oni tam przeżyli całe życie”. Olena K[...] pointowała: „Smutne, że wszystkich na okupowanych terytoriach uważa się za «żdunów». Sytuacje są różne. Żdunów nie wywiozą, bo służą wiernie. A zwykłych ludzi będą przymusowo wysiedlać”.Pojawiały się też komentarze od osób z rosyjskiej strony. Na YouTube @akiragreen7197 zachęcał, a może i drwił: „Na Syberii ludzie są dobrzy i przyjaźni”. @ИванП[...] wtórował: „Na Syberii poziom życia znacznie wyższy, miasta bardziej zadbane. Klimat nie jest już tak surowy z powodu globalnego ocieplenia”. Z kolei Rosjanka Elena B[...] przekonywała: „Mieszkam na Syberii, nikogo do nas nie wywożono, tym bardziej przymusowo”. Ile w tym prawdy – nam trudno ocenić.Niezależnie od stanowiska, jedno łączyło wszystkie ukraińskie komentarze: głębokie przekonanie, że historia zatoczyła koło. Rosyjskie imperium znowu potrzebuje ludzi do zasiedlenia pustki i weźmie ich przemocą, mordując, grabiąc i niszcząc wszystko, co stanowiło ukraińską tożsamość.Epilog: mechanizm, który nie rdzewiejeJedno jest pewne – Rosja dysponuje prawnymi i administracyjnymi narzędziami do przeprowadzenia masowych przesiedleń z okupowanych terytoriów Ukrainy. Ustawa umożliwia konfiskatę mienia tym, którzy nie przyjęli rosyjskiego obywatelstwa. Listy z żądaniem wytypowania „pracowników do delegacji” trafiają do instytucji w czterech obwodach. Filtracja i paszportyzacja zostały w dużej mierze zakończone.Celem jest depopulacja terenów zajętych i ponowne zasiedlenie ich Rosjanami. W Mariupolu proces ten ma według lokalnych obserwatorów doprowadzić do całkowitej wymiany ludności w ciągu pięciu lat. Stalin stosował podobne mechanizmy wobec innych narodów. Procedura była zawsze ta sama: najpierw etykieta „wroga”, potem deportacja i przejęcie mienia.Komentarze Ukraińców w mediach społecznościowych pokazują, że nikt nie jest zaskoczony. Dominuje przekonanie o cykliczności rosyjskich represji. Pojawiają się też głosy podziału: jedni współczują wszystkim ofiarom, inni traktują deportacje jako konsekwencję kolaboracji, bo dotyczą Ukraińców, którzy zostali po stronie okupowanej. Rosyjscy komentatorzy konsekwentnie zaprzeczają faktom, a jednocześnie promują obraz Syberii jako regionu atrakcyjnego do życia.Najbardziej niepokojące jest to, że brak międzynarodowej interwencji utrwala model, w którym ludność cywilna staje się zasobem strategicznym – przesuwanym według potrzeb gospodarki imperium. Historia zatoczyła koło. Pytanie, czy świat tym razem zareaguje, zanim wagony ruszą na wschód.Czytaj też: Demon-kobieta. Więcej niż kryminał z Galicji Wschodniej