Marcin Duma w rozmowie z portalem TVP.Info. Kto będzie kandydatem PiS na premiera? Jarosław Kaczyński twierdzi, że podjął już decyzję, co wywołało falę spekulacji zarówno wewnątrz partii, jak i opinii publicznej. Według Marcina Dumy założyciela sondażowni IBRiS „deklaracja prezesa jest desperackim ruchem mającym na celu zatrzymanie sporu, który dewastuje poparcie”. – Prezes wydaje się mówić, że wybrał już kandydata, nie powie jakiego, ale reszta nie ma o co się kłócić, bo sprawa jest rozstrzygnięta – mówi Duma w rozmowie z portalem TVP.Info. „Wybór został już dokonany” – stwierdził prezes PiS-u Jarosław Kaczyński, pytany o kandydata partii na premiera. Prezes powiedział także, że musi być to osoba „dobrze przygotowana”, która stanie się „lokomotywą wyborczą”. Jakie pierwsze nazwisko pojawia się w pana głowie po usłyszeniu tych wymagań? Prezes Jarosław Kaczyński zadeklarował, że ma już nazwisko kandydata w sercu. A jednocześnie zarysował horyzont czasowy, kiedy poznamy decyzję, czyli do końca marca. Patrząc na wypowiedź prezesa i procesy zachodzące w PiS, to oceniam, że jeszcze nikogo nie wybrał, to po prostu kolejny element walki o ustabilizowanie sytuacji w partii. Deklaracja prezesa jest desperackim ruchem mającym na celu zatrzymanie sporu, który dewastuje poparcie. Jarosław Kaczyński pokazuje, że to on nadal rządzi w partii? Prezes wydaje się mówić, że wybrał już kandydata, nie powie jakiego, ale reszta nie ma o co się kłócić, bo sprawa jest rozstrzygnięta. Chwilą oddechu dla wewnętrznej dintojry w PiS jest sprawa programu SAFE, który stał się dla nich głównym kierunkiem walki politycznej. Zakwestionowanie tej inicjatywy przez PiS tworzy wspólny front, a jednocześnie rozładowuje emocje na temat tego, kogo wybierze prezes.Jarosław Kaczyński pokazuje członkom partii, gdzie przekierować energię, czyli na kwestie SAFE, oczywiście drugorzędne znaczenie ma to, czy ta walka będzie wygrana. Ważne jest to, żeby wspólnie przekonać do swojego stanowiska elektorat PiS-u, a może nawet sięgnąć po część głosów Konfederacji. Podsumowując, prezes próbuje przeciąć spiralę wewnętrznej walki, w którą wpadł PiS i może jeszcze coś na tym ugrać. Wybór kandydata na premiera to pewna deklaracja polityczna na temat tego, jakim wyborcą partia się interesuje, a także jakiemu będzie składać swoją ofertę. Jakie opcje ma PiS, biorąc pod uwagę wynik poprzednich wyborów? 1,5 roku przed wyborami to nie jest zwykle moment, w który wskazuje się kandydata, który będzie prowadzić ugrupowanie do kampanijnego starcia. Taką osobę powinno się wskazać mniej więcej na kilka miesięcy przed wyborami. Teoretycznie prezes musi dokonać wyboru między dwoma frakcjami, a to będzie sygnał nie tylko do wyborców, ale także do struktur. Należałoby przyjąć, że prezes Kaczyński dość umiejętnie rozgrywający między sobą frakcje, powinien wybrać osobę, która jest niezwiązana z żadnym ze stronnictw. Czy prezes ma takie możliwości? W tym kontekście mogłaby się pojawić kandydatura Lucjusza Nadbereżnego – człowiek już o jakichś dokonaniach, u którego w mieście odbyła się konwencja PiS o obronności. Jest to też polityk z młodego pokolenia PiS-u, który dotychczas nie był uwikłany w walki frakcyjne. To utarłoby nosa Mateuszowi Morawieckiemu, który nie jest dziś w łaskach prezesa, a z drugiej strony takim politykom jak Tobiasz Bocheński, Przemysław Czarnek, czy Patryk Jaki. Inną kandydaturą mógłby być Mariusz Błaszczak, który na okres przejściowy byłby trudny do zaatakowania przez obydwie frakcje. A jednocześnie jest to zaufany człowiek Jarosława Kaczyńskiego, jeszcze z czasów Porozumienia Centrum. Tak, to jeden z najwierniejszych sojuszników prezesa Kaczyńskiego, co ma nie tylko taką zaletę, że nie będzie knuł za plecami, ale także, kiedy przyjdzie pora na wymianę kandydata na premiera, to Mariusz Błaszczak prawdopodobnie nie będzie mieć z tym większego problemu i postąpi zgodnie z decyzją prezesa. Jeśli założyć, że kandydatem zostałby ktoś z tzw. Maślarzy, to odebranie później tej nominacji byłoby dużym wewnętrznym problemem dla PiS. Zobacz też: Jeszcze nie rządzą, a już kłócą się o kontrolę nad resortami. Tak mówią w PiSCzy PiS ma jeszcze jakieś rezerwy głosów na prawicy? Wydaje się, że wyborcy prawicowi i skrajnie prawicowi mają, bardziej wyraziste opcje do wyboru, m.in. Konfederację i partię Grzegorza Brauna? Sondaże dla PiS są dziś słabe, ale nie mam wątpliwości, że PiS posiada zdolność do odbudowy poparcia. Może nie na poziom 40 proc., ale powrót na 30 proc. jest absolutnie realny. Spadek poparcia dla PiS jest wynikiem pojawienia się wyrazistych alternatyw po prawej stronie, np. Grzegorza Brauna, ale także po stronie centrum, gdzie sytuuje się Konfederacja. Ugrupowanie Brauna jest młode i ma prawdopodobnie jeszcze wiele min wizerunkowych przed sobą. Nie jest też powiedziane, że Braun będzie chciał rosnąć – poparcie na 8-9 proc. może dać mu „złotą akcję” po wyborach.Z drugiej strony Konfederacja poza taktycznymi sukcesami – od wyborów prezydenckich – nie osiągnęła wielkiej dynamiki, która pozwoliłaby ścigać się z PiS. Wydaje się, że PiS znalazł sposób na to, jak ogrywać Konfederację nie oddając jej wyborców, a nawet lekko ich podbierać. Pewną barierą dla realizacji tej strategii są kłótnie wewnętrzne, które odpychają elektorat. Kto mógłby potencjalnym łącznikiem dla koalicji PiS-u ze skrajną prawicą? Trudno byłoby znaleźć kandydata, który połączyłby Grzegorza Brauna i Konfederację. Najlepszą osoba do tego zadania – patrząc na jej wizerunek – byłby Przemysław Czarnek. Jednak w polityce nie zawsze chodzi o to, żeby mieć człowieka, który jest strawny dla wyborców koalicjantów. Musi to być także osoba, która z punktu widzenia interesów koalicyjnych ugrupowań jest satysfakcjonująca. Pozycja Przemysława Czarnka i figura polityczna, którą jest, wskazywałaby, że byłby raczej silnym premierem. Nie wiem, czy Konfederacja i Grzegorz Braun życzyliby sobie silnego premiera. Będąc na ich miejscu, lobbowałbym za słabszym szefem rządu, który pozwoli na skuteczniejsze rozpychanie się w hipotetycznej koalicji. W 2023 roku o zwycięstwie koalicji 15 października zadecydowały kobiety, przeważnie młode z przedziału 18-29 lat. Z kolei w wyborach prezydenckich sytuacja się odwróciła, to Karol Nawrocki zgarnął najmłodszych wyborców, tylko w tym wypadku głosy młodych mężczyzn. Jaka grupa może zdecydować o wyniku wyborów w 2027 roku? Właściwie grupą decydującą w obu przypadkach była grupa najmłodszych wyborców niezależnie od płci. To oni są „kingmakerami” i „kingmakerkami”, choć nie są w stanie samodzielnie wyłonić większościowego ugrupowania, które realizowałby ich interesy, to jednak ich głosy okazują się decydujące, gdy chodzi o przechylenie szali zwycięstwa. W wyborach prezydenckich najmłodsi wyborcy właściwie nie wybrali żadnego kandydata z obu wiodących partii. Szukali innego pomysłu na dyskusję o Polsce, wybierając głównie Sławomira Mentzena. Z kolei drugi największy odsetek głosów w I turze wśród najmłodszych wyborców otrzymał Adrian Zandberg. Nie mały był też udział Grzegorza Brauna. Pytanie, komu w najbliższych wyborach powierzą swoje głosy. Wydaje się, że ich uzyskanie będzie niemożliwe dla PiS i KO. Partia Jarosława Kaczyńskiego raczej zdaje sobie sprawę z tej luki, stąd np. pomysł Patryka Jakiego, który chce jeździć i rozmawiać ze studentami, trochę na wzór Charliego Kirka. Tylko nie wiem, czy jest to zrobienia pod szyldem PiS-u. Obie te partie mają wizerunek partii rodziców i dziadków, ale na pewno nie młodego pokolenia.Z drugiej strony młody wyborca jest też bardzo wymagający i bardzo łatwo go zniechęcić. To nie jest tak, że jak taka osoba zagłosuje na Sławomira Mentzena, to ona już zawsze będzie głosować na Konfederację, a jak na Adriana Zandberga, to zawsze na Partię Razem. Na rynku wyborczym pojawiły się też nowe roczniki, które ani w 2023 roku, ani w 2025 roku nie głosowały. Zobacz także: Młodzi wyborcy przewracają sondażowe prognozy. Nowe badanieCzyli nie będziemy mogli ocenić, jak się zachowają? Uchylam się od jednoznacznych ocen. Może się okazać, że porwie ich odpowiednia kampania, np. Adriana Zanderga, albo młodych posłanek Nowej Lewicy. To ciężkie do oceny, bo nie znamy kontekstów, które będą w kampanii wyborczej 2027 roku, ani co będzie zarządzać emocjami wyborców. Czy utrzymujący się wysoki poziom zaufania do prezydenta Karola Nawrockiego – 48,8 proc. w badaniu IBRiS z lutego – przełoży się wprost na wynik wyborczy PiS-u? Nie wiemy, w jakiej formule wystąpi prezydent Nawrocki w tych wyborach. Czy będzie patronował szerokiemu blokowi prawicy? Czy udzieli poparcia partii, która go wsparła w wyborach prezydenckich? Pytanie, jaką strategię przyjmie obóz prezydenta. Ostatnio pojawiła się informacja, że u prezydenta był Krzysztof Bosak i rozmawiali o prawicowym pakcie senackim. To może nas nakierować na wniosek, że prezydent będzie chciał patronować szerokiemu blokowi, co jest z resztą zgodne z jego kampanijną zapowiedzią, że jego celem jest odsunięcie Tuska od władzy. Pozycja prezesa PiS jest wciąż niezagrożona? Dopóki Jarosław Kaczyński ustala, kto wejdzie na listy, żadne ze skrzydeł nie podważy jego pozycji? Statutowo prezes PiS ma taką pozycję, że nie da się go ominąć. Jarosław Kaczyński jest zwornikiem wszystkich najistotniejszych procesów w partii. Dopóki będzie aktywny w polityce, dopóty nie będzie możliwości podważenia jego roli. Rozgrywki, która mają dzisiaj miejsce, to raczej przygotowanie na moment, w którym prezes przestanie być obecny w polityce. Można powiedzieć, że prezes robi teraz to samo co przed wyborami w 2015, tzn. zbiera prawicę? Stworzenie bloku na wzór Zjednoczonej Prawicy, które udało się dzięki zabraniu na pokład środowisk skupionych wokół Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina, raczej się nie wydarzy. Na razie trudno sobie wyobrazić wspólną platformę PiS-u, Konfederacji i Grzegorza Brauna. Czytaj więcej: „To byłaby kompromitacja”. Kaczyński odcina się od Brauna