Tezy są fałszywe. Alarmistyczne wpisy na portalach społecznościowych przypisują morskim farmom wiatrowym wywoływanie katastrofalnych zmian prądów, zaniku opadów i zagrożenia dla żeglugi. W rzeczywistości badanie dotyczy symulacji lokalnych zmian w ruchu wód i nie potwierdza opublikowanych tez. W mediach społecznościowych opublikowano wpis sugerujący, że morskie farmy wiatrakowe wywołują „strefy śmierci”, zaburzają odpady, powodują katastrofalne zmiany prądów morskich i zagrażają żegludze.Jako dowód przywoływane jest rzekome „sensacyjne” badanie najstarszego międzynarodowego tygodnika naukowego Nature. Jednakże rozpowszechniane tezy rozmijają się z faktyczną treścią badania i aktualnymi ustaleniami naukowców. Szereg fałszywych twierdzeńPublikacje dotyczące morskiej energetyki wiatrowej analizują wpływ dużych farm na lokalną hydrodynamikę, czyli ruch wody oraz oddziaływanie z wiatrem.Naukowcy w scenariuszach zakładających intensywny rozwój tej technologii wskazują możliwość lokalnego spowolnienia prądów – w niektórych nawet do około 20 proc. w obrębie farm i w ich bezpośrednim sąsiedztwie. W rzeczywistości jest to ograniczony przestrzennie efekt, odnoszący się do symulacji przyszłych, wielkoskalowych inwestycji. Badacze nie opisują globalnej katastrofy bądź załamania procesów biologicznych, lecz zwracają uwagę na potrzebę monitorowania zmian. Z kolei w badaniu nie poruszono procesu dotyczącego tworzenia „stref śmierci” czy obszarów beztlenowych wywoływanych przez turbiny. Tego rodzaju twierdzenia opublikowane w mediach społecznościowych, nie znajdują potwierdzenia w naukowej publikacji.Co więcej, liczne prace naukowe wskazują, że fundamenty turbin mogą działać jak sztuczne rafy – stają się miejscem osiedlania się małży czy skorupiaków. Oznacza to, że w wielu przypadkach obserwuje się wzrost lokalnej bioróżnorodności, a nie jej załamanie. CZYTAJ TAKŻE: Tysiące litrów oleju opałowego wyciekło do BałtykuZanik odpadów, zagrożenie dla statków Podobnie nieuzasadnione jest twierdzenie, jakoby turbiny „zatrzymywały wymianę tlenu”, gdyż pochłaniają część energii wiatru. Wymiana gazowa między atmosferą a oceanem zależy od wielu czynników: falowania, różnic temperatur, zasolenia, cyrkulacji wód i procesów biologicznych.Nawet jeśli farma wiatrowa zmienia lokalnie warunki wiatrowe i mieszanie wody, nie oznacza to automatycznie zahamowania natlenienia całych akwenów. Badania naukowe wykazują możliwe zmiany w dynamice mieszania wody, a nie zatrzymanie podstawowych procesów podtrzymujących życie w morzu. Błędne jest także łączenie badań tygodnika naukowego z rzekomym „zanikiem opadów”. Ich analiza dotyczy hydrodynamiki oceanu, a nie procesów atmosferycznych odpowiedzialnych za powstawanie chmur i deszczu.Twierdzenie, iż fundamenty farm wiatrowych powodują spadek opadów i w ten sposób ogrzewają wybrzeża, nie wynika z opublikowanych danych. Równie przesadzone są sugestie o zagrożeniu dla statków. Naukowcy zwracają uwagę, że przy dużej skali rozwoju infrastruktury morskiej należy aktualizować modele prądów i mapy nawigacyjne. Jest to jednak standardowa procedura w żegludze, stosowana również przy budowie portów, mostów czy sztucznych wysp. Nie ma dowodów na to, by farmy wiatrowe prowadziły do masowego ryzyka rozbijania się jednostek pływających. CZYTAJ TEŻ: Mieli zbierać informacje. Zatrzymani na tankowcu Rosjanie powiązani z FSBW rzeczywistości jednym z poważniejszych zagrożeń dla mórz jest eutrofizacja – nadmierne użyźnianie wód – wywołana spływem nawozów z pól uprawnych. Nadmiar azotu i fosforu trafia do rzek, a następnie do mórz, powodując wzrost glonów. Ich rozkład zużywa tlen, prowadząc do stref niedotlenienia.Drugim kluczowym czynnikiem są emisje dwutlenku węgla. Oceany pochłaniają znaczną część CO2 z atmosfery, co prowadzi do ich zakwaszenia i negatywnie wpływa na organizmy budujące muszle oraz szkielety wapienne – fundament morskich łańcuchów pokarmowych.