„Okrucieństwo w najczystszej postaci”. Krakowscy policjanci zatrzymali 21-latka podejrzewanego o skatowanie królika Marcysia; mężczyzna przyznał się do tego czynu. Ranne zwierzę zauważyła przypadkowa osoba 11 lutego niedaleko Dworca Głównego w Krakowie. Futrzak przeszedł operację, wraca do zdrowia. Królik został znaleziony w środę 11 lutego w Ogrodzie Kasztanowym przy ulicy Rakowickiej, niedaleko dworca kolejowego. Kobieta zawiozła go do lecznicy. Pracownicy Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami przyznali, że stan zwierzaka przedstawiał „okrucieństwo w najczystszej postaci i sadyzm”. Miał obcięte uszy na podobnej wysokości, ranę ciętą na grzbiecie, złamaną prawą kończynę oraz zwichnięty staw skokowy.Jak poinformowała w czwartek Anna Zięcik z zespołu prasowego małopolskiej policji, podejrzany o skrzywdzenie zwierzęcia 21-latek został zatrzymany w środę w mieszkaniu w centrum Krakowa. Namierzono go dzięki między innymi analizie nagrań z monitoringu wizyjnego znajdującego się w okolicy, w której królik został odnaleziony.– Początkowo mężczyzna twierdził, iż nic nie wie na temat królika, jednak po chwili zmienił zdanie i przyznał, że jakiś czas temu opiekował się takim zwierzęciem – relacjonowała przedstawicielka policji.Policjan zabezpieczyła przedmiot, którym okaleczono królikaWedług niej, w trakcie policyjnych czynności mężczyzna przyznał się, iż to on odpowiadał za obrażenia królika, a następnie porzucił zwierzę na jednej z ulic nieopodal miejsca zamieszkania. Ponadto przyznał też, że ostry przedmiot, który policjanci zabezpieczyli w jego mieszkaniu, posłużył mu do okaleczenia zwierzęcia.Zatrzymany trafił na razie do szpitala na konsultację medyczną. Policjanci zapowiadają, że w najbliższym czasie prawdopodobnie zostanie przedstawiony mu zarzut znęcania się nad zwierzęciem, za co grozi do trzech lat pozbawienia wolności, a przypadku szczególnego okrucieństwa – do pięciu. Ponadto mężczyzna odpowie za posiadanie narkotyków, ponieważ w jego mieszkaniu znaleziono marihuanę.Królik, który w lecznicy otrzymał imię Marcyś, musiał przejść amputację tylnych kończyn. Po operacji doszedł do siebie. Czuł się na tyle dobrze, że 19 lutego pojechał do swojego nowego domu – mającej doświadczenie w opiece nad królikami, również niepełnosprawnymi, pani Kasi.Czytaj także: Skatowany królik obok krakowskiego dworca. Policja szuka sprawcy