O empatii wobec emocji dziecka. Mogę rozumieć, że mój kilkulatek się frustruje, że pora spać – z jego perspektywy koniec zabawy to dramat. Akceptuję ten smutek i złość, ale jednocześnie z poziomu rodzicielskiego widzę potrzebę fizjologiczną – dziecko jest zmęczone i musi odpocząć. Dlatego stawiam granicę. – mówi w rozmowie z PAP psycholożka dr Monika Tarnowska. Rodzice – niezależnie od wieku ich dzieci – muszą w swojej roli balansować między budowaniem bliskości a wyznaczaniem granic. Ważnym elementem w tym procesie odegrać może życzliwa ciekawość wobec emocji dziecka. Tak psycholożka dr Monika Tarnowska, wykładowczyni w Szkole Psychoterapii INTRA i na Uniwersytecie SWPS wyjaśnia w rozmowie z PAP, jak uważność rodziców na emocje dziecka pomaga mu bezpiecznie poruszać się po świecie własnych potrzeb i trwale skalibrować „wewnętrzny kompas”.Ekspertka przybliża również koncepcję radykalnej odpowiedzialności rodzica, wywodzącą się z nurtu EFT. Według tego podejścia dorosły, dbając o własne zasoby psychiczne i konfrontując się z osobistymi „czułymi punktami”, staje się dla dziecka autentycznym przewodnikiem.Taki opiekun potrafi nie tylko stawiać klarowne, bezpieczne ramy, ale także szczerze przepraszać za własne potknięcia, co pozwala zdjąć z barków najmłodszych ciężar nieuzasadnionej winy i buduje autorytet oparty na prawdzie, a nie na dominacji.Zdaniem ekspertki, rodzic nie musi mieć doktoratu z psychologii, żeby zrozumieć emocje swojego dziecka. – Jako rodzice mamy ogromną intuicję i naturalną zdolność wyczuwania tego, co dzieje się z naszym dzieckiem. Jednak wiedza o tym, jak działają emocje, bywa dla rodzica niezwykle pomocna – mówi Tarnowska.I jak dalej wyjaśnia, emocje pojawiają się spontanicznie. – Nie jesteśmy tego w stanie u siebie, ani u swoich dzieci kontrolować – nie możemy zakazać komuś czucia jakiejś emocji. Często widząc smutek lub furię dziecka, chcielibyśmy zrobić coś, żeby ono przestało cierpieć. Wtedy padają komunikaty typu: „nie ma się o co złościć” albo „wszystko będzie dobrze”. Choć płyną z najlepszych intencji, nie są pomocne. My, dorośli, też nie potrafimy wyłączyć emocji wysiłkiem woli – podkreśla.Czasem wystarczy uznanie stanu emocjonalnego dziecka tonem głosuPytana, jak opiekun może towarzyszyć dziecku w radzeniu sobie z emocjami, odpowiada, że można pomóc dziecku zauważać emocje i nazywać doświadczenia.Czytaj także: Bezsenność i złość to też depresja. „Nie zawsze objawia się smutkiem”– Sam proces nazywania wspiera regulację emocji, ponieważ używamy wtedy tych struktur mózgu, które są odpowiedzialne również za regulowanie emocjonalnego pobudzenia. Gdy mówimy: „Ojej, przestraszyłaś się, nic dziwnego, ten huk był głośny”, dajemy dziecku informację, co się z nim dzieje. Nawet, jeśli się pomylimy i dziecko nas skoryguje, mówiąc: „Nie boję się, tylko jestem wściekła!”, to też bardzo cenne. Zaakceptujmy tę złość. Nie zawsze słowa są niezbędne – czasem wystarczy uznanie czyjegoś stanu emocjonalnego naszą miną, tonem głosu czy krótkim komentarzem – tłumaczy.Jak podkreśla, odwracanie uwagi od emocji – choć czasem na krótką metę skuteczne – wysyła komunikat: „To, co czujesz, jest nieadekwatne/nieważne”.– Dziecko uczy się, że jego kompas emocjonalny jest wadliwy. Jeśli zaś będziemy „uważniać” emocje dziecka, przygotowujemy je do dorosłości. Chcemy przecież, by nasze dzieci jako dorośli potrafili sprzeciwić się niesprawiedliwemu szefowi lub odmówić znajomym, namawiającym do czegoś ryzykownego. Aby iść za głosem sumienia, człowiek musi mieć zaufanie do własnych odczuć. Musi wiedzieć, że jest ekspertem od swojego wnętrza. Rodzic, zwracając uwagę na emocje dziecka i akceptując je, sygnalizuje mu: „twój emocjonalny kompas działa dobrze”.Rodzic musi czasem postawić granicę. Dla bezpieczeństwaPytana przez PAP, czy rola rodzica polega na tym, żeby odbierać od dziecka sygnały o emocjach, przetwarzać je przez swój mózg i zwracać dziecku w bardziej zrozumiałej formie, odpowiada, że rola rodzica jest jeszcze bardziej złożona, bo dodatkowo musi patrzeć na dziecięce potrzeby z rodzicielskiego poziomu.– Mogę rozumieć to, że mój kilkulatek się frustruje, że pora spać – z jego perspektywy koniec zabawy to dramat. Akceptuję ten smutek i złość, ale jednocześnie z poziomu rodzicielskiego widzę potrzebę fizjologiczną – dziecko jest zmęczone i musi odpocząć. Dlatego stawiam granicę: „Widzę, że nie chcesz kończyć zabawy. Teraz jednak pora iść do wanny”. Im młodsze dziecko, tym bardziej to my musimy nadawać te ramy. Zarówno bowiem uznawanie doświadczeń dziecka, jak i stawianie granic, są odpowiedzialnością rodzicielską i są bardzo ważne, bo zapewniają dziecku bezpieczne funkcjonowanie.Czytaj także: Co czwarte dziecko doświadczyło przemocy seksualnej. Zwykle krzywdzi bliskiCo zatem sprawia, że rodzicom czasem trudno jest zachować spokój i empatię wobec emocji dziecka? – Nie zawsze mamy zasoby, aby zająć się emocjami dziecka – tłumaczy ekspertka – bo np. jesteśmy zmęczeni lub pobudzeni emocjonalnie.Dlatego jej zdaniem, warto też zwrócić uwagę, że czasem naszą adekwatną reakcję na zachowanie dziecka blokują nasze własne „czułe punkty”. To tematy, które budzą w nas silne emocje z powodu doświadczeń z przeszłości. Jeśli rodzic był w dzieciństwie często krytykowany, może być nadwrażliwy na wstyd i trudne zachowanie dziecka odbierać jako osobistą porażkę: „Co ze mnie za matka, że ono się tak zachowuje?”. W takich okolicznościach rodzic może reagować na emocje dziecka własnymi silnymi emocjami, co utrudnia empatyzowanie.