Pentagon wdraża dyrektywę Donalda Trumpa. Sprawa rozwija się w błyskawicznym tempie. W ubiegłym roku prezydent Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze 14301, oznaczające renesans energetyki nuklearnej w wymiarze komercyjnym i wojskowym w USA. Zaraz potem Departament Energii przedstawił Program Pilotażowy Reaktorów Jądrowych. Piętnastego lutego amerykańskie wojsko pochwaliło się Operacją Windlord – przetransportowaniem drogą lotniczą mikroreaktora Ward250 na testy, które mają potwierdzić jego możliwości. Niebawem takie urządzenia staną się standardowym wyposażeniem armii. Mikroreaktor Ward250 ma moc 5 megawatów. Jak poinformował kilka dni temu Pentagon, został on przetransportowany samolotem Boeing C-17 z bazy lotniczej March Air Reserve w Kalifornii do bazy Hill Air Force Base w stanie Utah. Następnie przekazano go do laboratorium Utah San Rafael Energy Lab (USREL) w Orangeville w celu przeprowadzenia testów i oceny.W Pentagonie marzą o „amerykańskiej dominacji energetycznej”„Pomyślna dostawa i instalacja tego reaktora otworzy znaczące możliwości dla przyszłości odporności energetycznej i strategicznej niezależności obronności naszego kraju, prezentując uniwersalne, innowacyjne i komercyjne podejście do rozwiązywania problemów związanych z infrastrukturą krytyczną. Wykorzystując potencjał zaawansowanej technologii jądrowej, nie tylko wzmacniamy nasze bezpieczeństwo narodowe, ale także wspieramy przyszłość amerykańskiej dominacji energetycznej” – można przeczytać w komunikacie przedstawionym przez Pentagon.Operację Windlord przeprowadziło 62. Skrzydło Lotnictwa Transportowego USA. To obecnie jedyna znana formacja amerykańskich Sił Powietrznych posiadająca certyfikat na przewóz rutynowych ładunków broni jądrowej. Jednostka często uczestniczy w transporcie innych rodzajów materiałów jądrowych we współpracy z Departamentem Energii (DOE). W Stanach Zjednoczonych, w przypadku wszelkich działań związanych z energią jądrową, bezpieczeństwo stawiane jest zawsze na pierwszym miejscu, dlatego dużym zaskoczeniem było zrezygnowanie z transportu reaktora drogą lądową na rzecz transferu lotniczego. Jedynym wytłumaczeniem jest przygotowywanie i „docieranie” przez Pentagon procedur związanych z sytuacją, w której przerzut tych urządzeń drogą lotniczą będzie zjawiskiem naturalnym i powszechnym.W Operacji Windlord uczestniczyły łącznie trzy samoloty C-17 Globemaster III, które przetransportowały z Kalifornii do Utah komponenty reaktora Ward250 (bez paliwa jądrowego) – w sumie osiem modułów.Zobacz także: „Stan krytyczny” w elektrowni jądrowej w USA. Spokojnie, taki był planO co chodzi z rozporządzeniem 14301 Donalda Trumpa?Rozporządzenie wykonawcze 14301, podpisane przez Donalda Trumpa 23 maja 2025 roku, ma na celu przyspieszenie testów i rozwoju zaawansowanych reaktorów jądrowych w Stanach Zjednoczonych. Chodzi w nim o skrócenie procedur administracyjnych i środowiskowych (NEPA) w celu szybkiego wdrożenia małych, zaawansowanych reaktorów modułowych (SMR). Plan jest bardzo ambitny, bo zakłada, że co najmniej trzy zaawansowane reaktory jądrowe osiągną stan krytyczny (rozpoczną pracę) do 4 lipca 2026 roku – w 250. rocznicę Deklaracji Niepodległości USA.Rozporządzenie 14301 jest częścią szerszego planu administracji Trumpa, obejmującego także trzy inne nakazy mające na celu uniezależnienie USA od zagranicznych dostaw uranu i przyspieszenie rozwoju technologii jądrowych.Mikroreaktory mają zapewnić niezależne, bezpieczne źródła energii dla baz wojskowych oraz centrów danych sztucznej inteligencji (AI), ale także dla infrastruktury cywilnej. W październiku 2025 roku doszło do spotkania sekretarza (ministra) Armii Stanów Zjednoczonych Daniela Driscolla z sekretarzem departamentu energii Christopherem Wrightem. Efektem rozmów było ogłoszenie startu programu Janus. Jeśli projekt ten będzie realizowany zgodnie z harmonogramem, instalacje wojskowe w 48 amerykańskich stanach będą miały działające mikroreaktory jądrowe od jesieni 2028 roku. Dowództwo armii przekonuje, że wprowadzenie energii jądrowej zdywersyfikuje źródła energii dostępne na bazach wojskowych i znacząco zwiększy ich odporność na niekorzystne czynniki zewnętrzne. – Dla nas odporność oznacza, że mamy zasilanie, bez względu na wszystko, 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu – powiedział dr Jeff Waksman, główny zastępca asystenta sekretarza armii ds. instalacji, energii i środowiska, podczas okrągłego stołu dla mediów, na dorocznej konferencji Stowarzyszenia Armii Stanów Zjednoczonych (AUSA) w październiku ub. r.Jedno z czterech kluczowych rozporządzeń (14299) Donalda Trumpa dotyczących przyspieszenia rozwoju technologii nuklearnych nakazuje Departamentowi Obrony rozpoczęcie eksploatacji reaktora jądrowego kontrolowanego przez armię w krajowym obiekcie wojskowym nie później niż 30 września 2028 r.Zobacz także: Atomowe problemy Szwedów. Nagle musieli wyłączyć reaktorArmia USA na pełnych obrotach pracuje nad mikroreaktorami nuklearnymiDowództwo amerykańskiej armii poważnie podeszło do tematu. Już w ubiegłym roku ogłoszono przetarg, kierując oferty do firm i start-upów z branży energetycznej. Celem było wyselekcjonowanie kilku partnerów, którzy niezależnie od siebie przygotowywać będą urządzenia. Pierwszym etapem programu Janus jest zapewnienie mikroreaktorów bazom na kontynencie północnoamerykańskim. Kolejnym obszarem strategicznie ważnym ma być rejon Indo-Pacyfiku – np. Hawaje.Dr Jeff Waksman podkreśla, że obecnie jedynym pewnym zabezpieczeniem jest energia pozyskiwana z paliw kopalnych.– Jedynym wyborem obecnie jest energia jądrowa lub paliwa kopalne… W tej chwili nie ma możliwości stworzenia sieci, która działałaby wyłącznie w oparciu o energię słoneczną, wiatrową i baterie – zaznacza główny zastępca asystenta sekretarza armii ds. instalacji, energii i środowiska.Paliwem jądrowym w mikroreaktorach ma być wzbogacony do 5 procent uran-235 (zwany uranem niskowzbogaconym – LEU). U-235 – główny izotop rozszczepialny, który wytwarza energię podczas reakcji łańcuchowej – jest uważany za bezpieczny do stosowania w komercyjnych reaktorach jądrowych.Waksman przekonuje, że powszechność LEU sprawia, iż integracja małych reaktorów w instalacjach wojskowych jest bardziej opłacalna. Przystępność cenowa ma być kluczowym czynnikiem w programie Janus, choć określenie „przystępność” jest pojęciem względnym. Główny zastępca asystenta sekretarza armii ds. instalacji, energii i środowiska przyznaje, że trudno powiedzieć, ile wojsko jest skłonne zapłacić za odporność energetyczną. Dodał, że armia nie uważa, aby koszty energii jądrowej musiały być porównywalne z kosztami paliw kopalnych, ale jedynie w miarę zbliżone. Inni eksperci nie mają wątpliwości, że w warunkach rynkowych mikroreaktory nie mają szans się zbilansować. – Nie ma żadnego uzasadnienia biznesowego dla mikroreaktorów, które, nawet jeśli będą działać na podstawie ustalonych wcześniej parametrów, to będą produkować energię elektryczną po znacznie wyższych cenach niż duże reaktory jądrowe, nie wspominając o odnawialnych źródłach energii, takich jak wiatr czy słońce – powiedział wprost Edwin Lyman, dyrektor ds. bezpieczeństwa energetyki jądrowej Union of Concerned Scientists.Dla wojska jednak koszty rzeczywiście mogą mieć drugorzędne znaczenie, biorąc pod uwagę uniezależnienie od otoczenia, jakie zagwarantują takie mikroreaktory.Zobacz także: Radioaktywne gniazdo os w ośrodku gromadzącym odpady nuklearneWard250 może zasilić energią pięć tysięcy domówPrzetransportowany z Kalifornii do ośrodka Utah San Rafael Energy Lab (USREL) w Orangeville Ward250, to mikroreaktor zaprojektowany przez amerykański start-up Valar Atomics. Urządzenie o mocy pięciu megawatów, według danych Departamentu Obrony, mogłoby zasilić energią pięć tysięcy domów. To urządzenie nowej generacji, które (jak wyjaśnia komunikat prasowy USREL) wykorzystuje hel jako chłodziwo i moderatory grafitowe. Jego rdzeniem jest tzw. paliwo trójstrukturalne izotropowe (TRISO), które składa się z „jąder uranu otoczonych warstwami ceramicznymi”. Rozwiązanie gwarantuje niezwykłą odporność na wysokie temperatury oraz uszkodzenia mechaniczne. Jest to kluczowa technologia właśnie dla małych reaktorów modułowych (SMR) i nowoczesnych reaktorów wysokotemperaturowych (HTGR). Wykorzystanie TRISO jest często opisywane jako sposób na osiągnięcie wyższej wydajności niż w przypadku porównywalnych ilości tradycyjnego materiału rozszczepialnego stosowanego obecnie w elektrowniach.Michael P. Duffey, podsekretarz stanu ds. zakupów i utrzymania broni jądrowej przekonuje, że przyszłe działania wojenne będą energochłonne i obejmą m.in. centra danych AI, broń wykorzystującą energię kierowaną oraz infrastrukturę kosmiczną i cybernetyczną. Cywilna sieć energetyczna nie została do tego stworzona, więc „Departament Obrony będzie musiał zbudować własny system energetyczny”. – Aby napędzać wojnę nowej generacji, będziemy musieli działać szybciej niż nasi przeciwnicy, zbudować system, który nie tylko uzbroi naszych żołnierzy do walki, ale także umożliwi im zwycięstwo w niezwykle szybkim tempie. Dzisiaj robimy monumentalny krok w kierunku zbudowania tego systemu. Wspierając bazę przemysłową i jej potencjał innowacyjny, przyspieszamy dostarczanie niezawodnej energii tam, gdzie jest potrzebna – powiedział Duffey, cytowany na stronie Departamentu Obrony USA.Zobacz także: Iran wciąż ma wzbogacony uran i chce go użyć. „Może zrobić 10 głowic jądrowych”Współczesna wersja Projektu ManhattanIsaiah Taylor, założyciel Valar Atomics nie ma wątpliwości, że jeśli Ameryka chce być konkurencyjna w energochłonnym obszarze sztucznej inteligencji, to stoi w obliczu zapotrzebowania na energię, które przyćmiewa wszystko inne w dotychczasowej historii przemysłu USA.– Skali tego wyzwania nie da się przecenić. Szkolenie pojedynczego, dużego modelu językowego może zużywać tyle energii elektrycznej, co małe miasto. Zaawansowana produkcja wymaga stałego, niezawodnego zasilania mierzonego w gigawatach. Procesy przemysłowe niezbędne do konkurowania z Chinami w zakresie kluczowych materiałów i produkcji są niezwykle energochłonne. Tymczasem nasza istniejąca infrastruktura sieciowa, w dużej mierze zbudowana dekady temu, jest obciążona nawet przy obecnym zapotrzebowaniu – przekonywał Taylor, ogłaszając przy okazji światu, historyczny, lotniczy transport Ward250 do laboratorium w Utah.Założyciel Valar Atomics porównał Program Pilotażowy Reaktorów Jądrowych Departamentu Energii do słynnego Projektu Manhattan (jego efektem było wyprodukowanie pierwszych bomb atomowych i zrzucenie ich w 1945 roku na Hiroszimę i Nagasaki). – Tak jak pierwotny Projekt Manhattan zmobilizował amerykańską potęgę naukową i przemysłową do rozwiązania egzystencjalnego problemu, tak dzisiejszy renesans nuklearny stawia czoła równie fundamentalnym zagrożeniom dla naszego bezpieczeństwa narodowego i dobrobytu gospodarczego. Wyścig energetyczny XXI wieku zadecyduje o tym, które kraje będą liderami w dziedzinie sztucznej inteligencji, zaawansowanej produkcji i technologii definiujących współczesną cywilizację – powiedział Isaiah Taylor w sierpniu 2025 roku, po ogłoszeniu Valar Atomics jako partnera w rządowym projekcie rozwijania technologii mikroreaktorów.Zobacz także: Próbowali kupić wart fortunę uran. Obcokrajowcy zatrzymani w Gruzji