„19.30”. Ponad 700 tysięcy ton węgla zamiast trafić do gospodarstw domowych – zalega na składowiskach Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Jak dużo na surowcowych zakupach mógł stracić Skarb Państwa ustali prokuratura, którą o sprawie zawiadomiła Agencja. Węgiel sprowadzano w latach 2022–2023 na polecenie Mateusza Morawieckiego, stąd pytanie, czy były premier będzie miał nowe kłopoty – informuje „19.30”. – Ten kryzys – podobnie jak pandemia – stał się okazją do przekrętu – mówił podczas konferencji prasowej szef kancelarii premiera Jan Grabiec, wskazując na zakupy węgla za ponad miliard złotych w latach 2022–2023O co chodzi w aferze węglowej?– Decyzją ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych miała sprowadzić 750 tys. ton węgla. Okazało się, że nie nadawał się do użytku – dodał Grabiec. W 2022 roku po napaści Kremla na Ukrainę Polska nałożyła embargo na rosyjski węgiel. Ceny surowca wystrzeliły, a rząd, żeby zapobiec ewentualnemu kryzysowi energetycznemu w Polsce, sięgnął po import spoza Europy.– Mamy plan, mamy strategię, z całą pewnością węgla nie zabraknie – mówił wówczas w Sejmie Morawiecki. Tymczasem do Polski zamiast pełnokalorycznego surowca trafił miał lub niskiej jakości węgiel, który nie spełniał wymaganych norm. Afera węglowa. Kierwiński: Ustawiony wałek– To wydaje się niemożliwe, że mieliśmy do czynienia tylko z niekompetencją. Raczej był to zaprogramowany i ustawiony wałek – powiedział na poniedziałkowej konferencji prasowej szef MSWiA Marcin Kierwiński. 750 tys. ton węgla sprowadzano z Kazachstanu, Kolumbii czy Australii. Kosztował ponad 1,3 miliarda złotych. Teraz wiadomo, że około 40 proc. surowca do niczego się nie nadaje.Dariusz Joński w „Gościu Poranka” komentował to tak: „Najpierw były respiratory, później agregaty, a teraz jest węgiel”. – Wspólnym mianownikiem są firmy, które się pojawiały w każdym z tych przypadków na dwa, trzy miesiące wcześniej. Wspólnym mianownikiem jest także to, że ten sprzęt i towar nie nadawały się do użytku – mówił.Zdaniem ekspertów z zalegającego węgla uda się odzyskać najwyżej 300 milionów złotych. To oznacza, że straty sięgną miliarda złotych.– Powód jest prosty. Kupowano wszystko co jest czarne, myśląc że to węgiel. Sprowadzanie surowca odbyło się w sposób skrajnie nieprofesjonalny – podkreślił Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki.Afera węglowa: „Kupowano wszystko co jest czarne, myśląc że to węgiel”Wacław Szczepański, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji zauważył, ze kontrakty podpisywały firmy, które zakładano na kilka miesięcy przed pierwszymi dostawami. – Były to firmy jedno-, dwu-, czy trzyosobowe. Kiedy spojrzymy na ich wyniki finanasowe, to zajmowały się operacjami zamykającymi się w kwotach po 100 tys. złotych miesięcznie. Nagle po dwóch latach miały 200, 300 czy 400 milionów – dodał.Sprawą zajmuje się prokuratura. Odniósł się do niej także Morawiecki. – Myśmy robili wszystko, żeby węgiel dotarł do każdego gospodarstwa domowego. Nie zamierzam się z niczego tłumaczyć – przekonywał były premier.A tak na poniedziałkowej konferencji prasowej w Sejmie mówił Piotr Mueller, szef w kancelarii premiera Morawieckiego: „Podjęliśy wtedy decyzję, żeby chronić Polaków przed ryzykiem; to jest dla nas powodem do dumy, a nie tłumaczeń”.Straty Skarbu Państwo do nie wszystko. Przez tamte decyzje PKP Cargo straciło ponad 1,5 miliarda złotych, bo kosztem wcześniej zawartych umów przewoziło wyłącznie węgiel. Afera węglowa. Straty PKP Cargo przekroczyły 1,5 mld złotych„Realizacja polecenia w istotny negatywny sposób wpłynęła na działalność i sytuację finansową Spółki. (...) Konsekwencje finansowe i biznesowe tych decyzji spółka ponosi do dziś” – przekazała Julita Sołtysiak z PKP Cargo. Pomimo strat problem pozostaje – co zrobić z zalegającym węglem?– Będzie on sprzedawany ze stratą, bo jest znacznie tańszy niż był w momencie kupna w 2022 roku – ocenił Jakub Wiech z serwisu energetyka24.pl.Do tej pory samo magazynowanie węgla kosztowało 200 mln złotych.