Od sportu, przez muzykę, do polityki. Jedno wydarzenie w kończącym się tygodniu nas ominęło. Donald Trump nie zdecydował się jednak uderzyć na Iran. Zajął się bowiem cłami, a właściwie reakcją na sprzeciwienie się jego woli przez Sąd Najwyższy USA. W kraju również reakcja prezydenta. Karol Nawrocki wysyła do Sejmu swój projekt ustawy o KRS. A we Włoszech kończą się igrzyska. W tym odcinku „Subiektywnego…” nawet akcenty muzyczne. Zapraszam – Zdobyliśmy cztery medale zimowych igrzysk olimpijskich. 3/4 z nich wywalczył jeden człowiek – Kacper Tomasiak. To nie jest dobra wiadomość dla polskiego zimowego sportu. Ale nigdy nie byliśmy potęgą. Mogło się tak jedynie wydawać w 2010 i 2014 roku, kiedy medali zdobywaliśmy po sześć, w tym aż cztery złote w przypadku igrzysk w Soczi.Tym razem nie mamy żadnego mistrza olimpijskiego, mamy za to kilka dyscyplin, w których byliśmy blisko. Damian Żurek dwa razy był czwarty, Kaja Ziomek – Nogal szósta, Maryna Gąsienica – Daniel siódma. To jest ścisła światowa czołówka. Tu nie może być dywagacji, że ktoś nie przyjechał, że obsada nie najsilniejsza i dlatego Polacy tak blisko. Na igrzyska przyjeżdżają wszyscy najlepsi.Mimo to nadużyciem jest rozpowszechnianie tezy, że do medalu zabrakło TYLKO siedmiu setnych sekundy, TYLKO dziewięciu, piętnastu setnych sekundy. W tych konkurencjach takie różnice czasowe to norma. W łyżwiarstwie szybkim dystans 500 czy 1000 metrów jest jak bieg na 100 metrów w lekkiej atletyce. Tam często decyduje fotokomórka. Głoszenie zatem, że tak niewiele brakowało do medalu jest mało uczciwe, bo tyle samo brakowało, by jeden czy dwóch zawodników wyprzedziło naszych reprezentantów.Igrzyska w Mediolanie i Cortinie to kolejna wielka olimpijska impreza, na której zmagać się musimy z sytuacjami, które wywołują rumieniec zawstydzenia. Znów słuchaliśmy przemycanych informacji, że sprzęt nie ten, że sanki stare, że ktoś trenuje sam, bez szkoleniowca, że to, że tamto… A potem odkręcanie tych wypowiedzi, czasem skuteczne, czasem nie.Nieustająco uwielbiam igrzyska olimpijskie za możliwość oglądania dyscyplin, których na co dzień się nie ogląda i utrwalanie miłości do sportów, które od lat fascynują. Tym razem do łyżwiarstwa szybkiego, na tych igrzyskach pokazywanego fantastycznie na przykład dzięki „płynącemu” za zawodnikami dronowi.*– Dwa arcyciekawe wydarzenia muzyczne miały miejsce w mijającym tygodniu w naszym kraju. Pojedyncze, jedyne w tym roku koncerty zespołów z dwóch różnych światów. White Lies z Wielkiej Brytanii zagrali w warszawskiej Progresji rzetelnie, odtwarzając dość dokładnie to, czego słuchać możemy na płytach studyjnych. No właśnie, zabrakło odrobiny szaleństwa, improwizacji. Harry Mc Veigh śpiewa jednak fantastycznie i to jego głos był najjaśniejszym elementem tego koncertu. I oczywiście Progresja, która akustycznie, brzmieniowo zdaje egzamin na szóstkę.Tak jak katowicki Spodek, w którym w minioną środę wystąpił na jedynym w tym roku w Polsce koncercie zespół The Australian Pink Floyd. Należy dziękować losowi za to zjawisko, bo muzycy tego zespołu chętnie przyjeżdżają do Polski i robią show, które gwarantuje fantastyczne emocje. Dzieła Pink Floyd wykonują perfekcyjnie, okraszając je multimedialnym pokazem w stylu „światło i dźwięk”. Jednocześnie robią to wszystko z namaszczeniem, jakby chcieli pokazać, że głównym aktorem tego spektaklu jest muzyka, a nie zespół. To dlatego członkowie The Australian Pink Floyd starają się nie rzucać w oczy, wokalista schodzi ze sceny po każdym odśpiewaniu tekstu, a gitarzyści czy perkusista nie robią wokół siebie zamieszania. Oni są po prostu pośrednikami między dziełem sztuki a słuchaczami i widzami.Podczas całego koncertu byłem świadomy, że to nie jest Pink Floyd, a jednak słuchałem i patrzyłem z przejęciem, w wielu momentach otwierając szeroko oczy i usta. To niezwykłe doznanie usłyszeć muzykę Floydów graną z takim pietyzmem. Nie była to na szczęście próba zrobienia czegoś po swojemu, improwizowania czy unowocześnienia dzieł sztuki. To dlatego słuchacz i widz czuje się, jakby stał przed nim zespół Pink Floyd, a wracającą do głowy myśl „chłopie to nie jest Pink Floyd!” kwituje krótkim „Pieprzyć to!”.Czytaj też: Nie lubił kompromisów. Beksiński malował „wyłącznie dla siebie”*– Z pewnością wydarzeniem muzycznym było ukazanie się nowych nagrań zespołu U2. Jako wielbiciel irlandzkiej grupy od niemal początku jej istnienia, czekam na takie momenty zawsze z dużą niecierpliwością. W ostatnich latach jednak z dużymi obawami, bo jej muzyka nie jest już tak ognista, jak w latach osiemdziesiątych czy na początku dziewięćdziesiątych – jeszcze z czasów „Achtung Baby” czy „Pop”, a nawet „Zooropy”. Recenzji tego krótkiego, pięcioutworowego wydawnictwa, ukazało się już wiele. Niemal wszystkie skupiają się na tekstach, które na powrót stawiają U2 w gronie muzyków zbuntowanych i walczących o dobro świata. Tacy byli czterdzieści lat temu. Wtedy jednak tekstom towarzyszyła piorunująca muzyka.Nie bagatelizuję słów, jakie padają w nowych utworach. To wszystko jest ważne i rozumiem doskonale dlaczego musiały się pojawić w przestrzeni publicznej akurat teraz, już teraz. Bo to element walki z wojennymi zakusami dyktatorów, bunt przeciwko temu co działo się w Minneapolis. I dobrze, że to się dzieje. Zrobił to Bruce Springsteen całkiem niedawno, robi to teraz Bono. Ale U2 to w moim odczuciu była zawsze przede wszystkim muzyka, to był ogień, który wypalał w słuchaczu korytarze prowadzące do wszelkich zmysłów. Muzyka niegdyś była w twórczości U2 takim samym buntem jak słowa. Tekst szedł w parze z dźwiękiem. Na nowej EPce tego nie dostrzegam. Dostrzegam podobieństwa do ostatnich dokonań muzycznych zespołu. Muzycznie jest po prostu średnio. A chciałbym by nowe nagrania U2 nie były tylko protestem politycznym, ale też muzycznym arcydziełem.*– W polityce dwóch prezydentów pokusiło się o reakcje. Pierwszy z nich – Karol Nawrocki (od niego zacznijmy, bo „koszula bliższa ciału”) – nie dość, że zawetował ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa, to jeszcze złożył w Sejmie swój projekt, który jasno wskazuje, że porozumienia w tej sprawie między Rządem a Prezydentem nie będzie. Punktów spornych jest zbyt wiele. Ustawa przygotowana przez rząd miała uporządkować wymiar sprawiedliwości, usprawnić jego działanie, naprawić to, co zepsuł Zbigniew Ziobro, na którym ciąży 26 zarzutów w związku z Funduszem Sprawiedliwości, a który ukrywa się na Węgrzech. Nawrocki domaga się zakazu kwestionowania statusu neosędziów a jego projekt przewiduje nawet karę do 5 lat pozbawienia wolności dla sędziów. Na takie konsekwencje nie zdecydowało się nawet Prawo i Sprawiedliwość w czasach swoich rządów. To tylko jeden zapis tego projektu, podobnie kontrowersyjnych jest w niej co najmniej kilka i wskazują one jasno, że prezydent idzie z rządem na wojnę w tej kwestii.Co ciekawe przy projekcie tej ustawy pracował Bartosz Lewandowski, adwokat reprezentujący prawnie m.in. Zbigniewa Ziobrę i Marcina Romanowskiego przebywających w Budapeszcie pod ochroną azylu politycznego.Na weto prezydenta rząd miał plan B. Na jego projekt ustawy o KRS reaguje inaczej. Włodzimierz Czarzasty po raz kolejny nie próbuje być dyplomatą i podjął decyzję o skierowaniu projektu do Komisji Weneckiej, a do samego prezydenta apeluje o przykładanie się do tworzenia kolejnych projektów, bo są one „niechlujne”. Młodzi powiedzieliby: „grubo”.Z kolei Waldemar Żurek nazywa pomysły Karola Nawrockiego powrotem do średniowiecza.*– Prezydent USA Donald Trump, którego zwolennikiem jest Karol Nawrocki i niemal cała polska prawica, podważa decyzje Sądu Najwyższego. To poparcie dla Trumpa jest dość logiczne, bo podejście do prawa jest w tych dwóch przypadkach podobne.Otóż Sąd Najwyższy uznał decyzje Trumpa o cłach za niezgodne z prawem. W tej sytuacji Prezydent wprowadził nowe cła, dla całego świata, wykorzystując inną ustawę. Nieistotne jaką ustawę. Istotne za to jest to, że postanowił w złości się zemścić. A mówimy o przywódcy jednej z największych potęg militarnych na świecie, człowieku, który jedną decyzją może zmienić losy ludzkości. Bardziej przewidywalny jest Putin.Trump obraża i lekceważy wszystkich, którzy myślą inaczej niż on. Ma przekonanie o swojej nieomylności i nie akceptuje podważania jego decyzji. Najchętniej zostałby dyktatorem, któremu wszyscy prawią komplementy, czyszczą buty i odprawiają msze święte ku jego czci. A sprawy dla niego niewygodne (afera Epsteina) kwituje słowami: „najwyższy czas by Ameryka zajęła się innymi sprawami”.I zapewne zrobi, co będzie chciał z Iranem. Być może zaatakuje a po szybkiej, efektownej akcji wycofa wojsko i ogłosi, że zakończył kolejną wojnę. Polityków światowych, którzy się na to nabierają, jest na szczęście coraz mniej. Zwłaszcza wśród przywódców europejskich, co było widać podczas pierwszego posiedzenia powołanej przez Trumpa Rady Pokoju. Nie poleciał na nią Karol Nawrocki. Tylko domyślać się możemy, że jednak posłuchał rekomendacji rządu w tej kwestii. Sam tego z pewnością nie przyzna, bo jak mówi: „Premier nie będzie mi mówił, gdzie ja mam latać”.Czytaj też: Pierwszy pacjent USA. Co naprawdę dolega Donaldowi Trumpowi?Ciąg dalszy nastąpi za tydzień...