Pożądany jest szczególnie jeden resort. W PiS trwają przygotowania do sytuacji, gdyby partia tworzyła rząd. – Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak i europoseł tej partii Michał Dworczyk rywalizują o kontrolę nad MON – wskazują rozmówcy PAP zbliżeni do ugrupowania. Dworczyk podważa kompetencje Błaszczaka i to, że był dobrym ministrem – ocenia jeden z rozmówców. W sobotę w Stalowej Woli odbędzie się konwencja PiS dotycząca opracowania programu ws. obronności, podczas której wystąpienie programowe wygłosić ma m.in. były szef MON Mariusz Błaszczak.Dworczyk wykluczony z konwencji Portal Interia w czwartek donosił, że dotarł do wiadomości, jaką na zamkniętej grupie rozesłał Błaszczak ws. udziału Dworczyka na konwencji. Jak poinformowano, po uzgodnieniu z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim, Błaszczak miał wykluczyć z niej Dworczyka, ponieważ w swoich wypowiedziach europoseł „nie pierwszy raz rozmijał się z linią partii w zasadniczych sprawach, szczególnie tych związanych z bezpieczeństwem i budową Sił Zbrojnych RP”.Polityk PiS związany z frakcją wiceprezesa partii Mateusza Morawieckiego, czyli „harcerzy”, potwierdził PAP, że Dworczyka wykluczono z konwencji i dodał, że razem z Błaszczakiem „mają inne wizje”. – Dworczyk bardzo intensywnie przygotowuje raporty, opisuje swoje pomysły i propozycje. Z kolei Błaszczak buduje się na micie ministra, który rozwijał, przywracał godność polskiej armii. Dworczyk podważa jego kompetencje i to, że był dobrym ministrem i tam rzeczywiście chemii nie ma – skonkludował parlamentarzysta.Wojna frakcji w PiS. Dwa wydarzenia w jednym czasieJego zdaniem, sytuacja ma bardzo silny aspekt rywalizacji międzyfrakcyjnej w PiS, a także będzie miała wpływ na kontrolę Ministerstwa Obrony Narodowej w teoretycznym, przyszłym rządzie PiS, po ewentualnym wygraniu wyborów.Na moment rozpoczęcia sobotniej konwencji ws. obronności zaplanowane jest również otwarte spotkanie Morawieckiego w Słupsku, którego Dworczyk jest zwolennikiem. Pytany o tę zbieżność, polityk PiS związany ze środowiskiem Morawieckiego odpowiedział, że to przypadek.Jak tłumaczył, „pomysł Stalowej Woli” pojawił się podczas ostatniego posiedzenia Sejmu w kontekście procedowania ustawy wdrażającej program SAFE. Podkreślił, że spotkanie Morawieckiego było zaplanowane już wcześniej. Po ogłoszeniu konwencji – jak dodał – zapadła decyzja, by nie odwoływać spotkania Morawieckiego z uwagi na powiadomionych już mieszkańców Słupska.– To jest oczywiście spin kilku osób z frakcji „maślarzy” (skupionej m.in. wokół Przemysława Czarnka, Jacka Sasina, Tobiasza Bocheńskiego i Patryka Jakiego), że jest to konkurencja, odciąganie uwagi mediów. Na pewno nie było to planowane jako coś konkurencyjnego – przekonywał.Czytaj też: Wewnętrzny konflikt w PiS wychodzi na jaw. Morawiecki apeluje o jednośćZaczęło się od szpiega w MONZ czwartkowych doniesień Interii wynika, że bezpośrednim pretekstem do wykluczenia Dworczyka z sobotniej konwencji miało być to, że nie wsparł on ataku PiS na spółkę byłego posła KO Pawła Poncyljusza (w przeszłości był on także związany z PiS-em). Sprawa ma związek z ustawą wdrażającą unijny program dozbrajania SAFE, z którego – jak twierdzą politycy PiS – 2 mld euro mają trafić do prywatnej spółki kierowanej przez Poncyljusza. MON uważa, że spółka jest częścią programu „Narodowa Rezerwa Amunicyjna” z czasów rządów PiS.To kolejny raz, gdy dochodzi do różnicy zdań między Błaszczakiem a Dworczykiem. W lutym Dworczyk – komentując zatrzymanie ulokowanego w strukturach MON szpiega – podkreślił, że osoba ta pracowała m.in. w Departamencie Strategii i Planowania Obronnego, który „pomimo swoich wielu ułomności organizacyjnych, pozostaje 'mózgiem urzędu centralnego'”. W odpowiedzi Błaszczak zarzucił mu „wejście w narrację, którą narzuca rząd”.Od końca listopada ub.r. politycy PiS przyznają nieoficjalnie, że wewnątrz ugrupowania pojawił się konflikt między zwolennikami b. premiera Mateusza Morawieckiego nazywanymi „harcerzami” a grupą jego przeciwników, skupioną m.in. wokół Przemysława Czarnka, Jacka Sasina, Tobiasza Bocheńskiego i Patryka Jakiego, zwaną „maślarzami”, czy frakcją b. szefa MS Zbigniewa Ziobry. W nieoficjalnych rozmowach z PAP, politycy PiS przyznawali, że Morawiecki i jego frakcja zachowują się z punktu widzenia spoistości partii niedopuszczalnie, kwestionując nawet przywództwo prezesa Jarosława Kaczyńskiego i robiąc wszystko, by ich wyrzucono.Jarosław Kaczyński mówi „dość”Od tamtej pory między politykami PiS dochodziło do wielu obszernych wymian zdań w mediach i na platformach społecznościowych, w których brali udział członkowie każdej z frakcji PiS, krytykując siebie nawzajem. Ostatnia taka sytuacja miała miejsce w połowie lutego. Wówczas Jarosław Kaczyński przekazał, że „od teraz każdy, kto zabierze głos w szkodliwej dyskusji, niezależnie od zasług i pozycji, zostanie zawieszony w prawach członka PiS”. Rzecznik PiS Rafał Bochenek doprecyzował w rozmowie z PAP, że chodziło o wymianę zdań między politykami PiS nt. b. wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego i posła PiS Sebastiana Kalety.Czytaj też: Lista kandydatów z PiS na premiera „Taka osoba nada nową energię”