Natalia Czerwonka kończy karierę. Panczenistka Natalia Czerwonka przyznała, że w czwartek, dzień przed ostatnim w karierze występem na 1500 m w igrzyskach olimpijskich, dotarło do niej, że to jest pożegnanie. – W ułamku sekundy się rozpłakałam – opowiadała w hali w Mediolanie Polka, która była na tym dystansie 15. Podczas spotkania z dziennikarzami w strefie mieszanej kończąca karierę Natalia Czerwonka, która bierze udział w igrzyskach po raz piąty, była w dobrym nastroju, uśmiechnięta i skora do rozmowy. Zaznaczyła jednak, że dzień wcześniej wyglądało to zupełnie inaczej.„To moje ostatnie 1500 metrów w życiu”– Wczoraj przed treningiem zdałam sobie sprawę, że to już ten dzień, kiedy przejadę ostatnie 1500 metrów w życiu. W trakcie rozgrzewki w ułamku sekundy cała się popłakałam. Jestem raczej typem kobiety, która nie okazuje tak uczuć, więc jak trener zobaczył, że płaczę przed wyjściem na rozgrzewkę, to wiedział, że coś się dzieje. Ciężko mi było spać - relacjonowała 37-letnia Polka.Zajęła 15. miejsce, ale czas 1.56,96 był dla niej zadowalający.-–To jest koniec tej drogi, ale teraz śmiało mogę powiedzieć, że to koniec, którego chciałam, jaki sobie wymarzyłam. Warto było tak wiele poświęcić, żeby tu, w Mediolanie, być i to przeżyć. Stanęłam na starcie, dałam z siebie wszystko. Na trybunach jest moja rodzina, przyjaciele, kibice... Jest tak, jak miało być – podsumowała.W sobotę ona oraz srebrny medalista na 10 000 m Władimir Semirunnij wystąpią jeszcze w ostatniej konkurencji łyżwiarstwa szybkiego w tych igrzyskach – biegach ze startu wspólnego.– Obydwoje z Władkiem jesteśmy w takiej samej sytuacji, że to nie jest wyścig, w którym się specjalizujemy. Obydwoje ostatnio jechaliśmy go bardzo dawno, ale będziemy czujni, będziemy walczyć. Zawsze oglądaliśmy te wyścigi, więc mamy nadzieję, że coś z tego wyniesiemy. Trochę na rowerze się ścigałam, tu też trzeba będzie mieć oczy dookoła głowy – podkreśliła srebrna medalistka igrzysk w Soczi w wyścigu drużynowym.