Polityka azylowa kontra rynek pracy. Unia Europejska przyjmuje coraz bardziej restrykcyjne przepisy migracyjne, odpowiadając na społeczne lęki i rosnącą siłę prawicy. Eksperci przypominają jednak, że bez napływu pracowników z zagranicy europejskie gospodarki mogą nie poradzić sobie z kryzysem demograficznym. Parlament Europejski przyjął zmiany w unijnym prawie azylowym, których celem jest skrócenie procedur oraz łatwiejsze odrzucanie wniosków składanych przez osoby pochodzące z tzw. bezpiecznych państw. Nowe regulacje wprowadzają również bardziej restrykcyjne podejście do koncepcji bezpiecznego kraju trzeciego.Parlament Europejski zaostrza przepisy azyloweSprawozdawczyni projektu, eurodeputowana Europejskiej Partii Ludowej Lena Düpont, podkreślała, że przyjęte rozwiązania mają usprawnić system i pozwolić szybciej oddalać wnioski pozbawione podstaw.W podobnym tonie wypowiadał się eurodeputowany Koalicji Obywatelskiej Bartłomiej Sienkiewicz, który zaznaczył, że zadaniem Unii nie jest rozwiązywanie globalnych problemów ubóstwa. Jego zdaniem osoby, które opuściły kraj ogarnięty wojną i dotarły do państwa bezpiecznego, nie powinny traktować Europy jako kolejnego etapu migracji ekonomicznej.Czytaj także: Media: Były książę Andrzej aresztowany przez brytyjską policjęEuropa skręca w prawoMigracja stała się jednym z głównych tematów mobilizujących wyborców ugrupowań prawicowych i populistycznych. W obecnym składzie Parlamentu Europejskiego, wyłonionym w 2024 r., partie określane jako populistyczne lub radykalne dysponują ok. 36 proc. mandatów.Trend ten widoczny jest również w państwach członkowskich. W Niemczech silną pozycję zbudowała Alternatywa dla Niemiec, we Francji zwycięstwo w wyborach europejskich odniosło Zjednoczenie Narodowe, a w Czechach znaczące poparcie utrzymuje ruch ANO premiera Andreja Babisza.W Polsce skrajnie prawicowe ugrupowania – Konfederacja Wolność i Niepodległość oraz Konfederacja Korony Polski – mają w sondażach poparcie (łączne) porównywalne z Prawem i Sprawiedliwością. Eurodeputowany KO Janusz Lewandowski zwraca uwagę, że migracja stała się paliwem politycznym dla populizmu. W jego ocenie lęki związane z bezpieczeństwem wewnętrznym i tożsamością kulturową zostały skutecznie zagospodarowane przez prawicę.Czytaj także: SAFE 2 na horyzoncie. Polska liczy na kolejne miliardyMainstream zmienia tonCoraz wyraźniej widać, że także partie głównego nurtu przejmują część narracji dotyczącej kontroli migracji. Europoseł PiS Tobiasz Bocheński wskazuje, że społeczne nastroje przesunęły się w stronę bardziej konserwatywnych oczekiwań.Zmianę stanowiska widać choćby w wypowiedziach premiera Donalda Tuska. Jako przewodniczący Rady Europejskiej w 2016 r. podkreślał potrzebę solidarnej, otwartej odpowiedzi Europy na kryzys uchodźczy. Dziś, jako premier, akcentuje konieczność pełnej kontroli granic i zapowiada czasowe zawieszenie prawa do azylu.Ta zmiana retoryki spotyka się z krytyką organizacji broniących praw człowieka, które zarzucają rządom przejmowanie postulatów skrajnej prawicy.Czytaj także: Pilny apel do Polaków w Iranie. „Natychmiast opuśćcie kraj!”Migracja jako „kozioł ofiarny”?Wykorzystywanie kwestii migracji w polityce stało się zjawiskiem powszechnym, zwłaszcza w kontekście rosnących nastrojów populistycznych, debat o bezpieczeństwie narodowym oraz sporów w ramach Unii Europejskiej. Migracja jest często przedstawiana w kategoriach zagrożenia – jako czynnik mogący naruszyć stabilność państwa, kulturę czy bezpieczeństwo obywateli.Z badań Eurobarometru wynika, że 65 proc. Europejczyków obawia się niekontrolowanej migracji, a w Polsce odsetek ten sięga 78 proc. Jednocześnie według danych Frontex liczba nielegalnych przekroczeń granic UE w 2025 r. spadła o 26 proc. w porównaniu z rokiem wcześniejszym.Badania naukowe również podważają część obaw. Analiza opublikowana w 2024 r. przez ekonomistów z Erasmus School of Economics i Bocconi University nie wykazała bezpośredniej zależności między napływem migrantów a wzrostem przestępczości. Analiza danych z 55 krajów pokazała, że wskaźniki zabójstw globalnie spadły, mimo rosnącego udziału migrantów. Istotny okazuje się natomiast status prawny – dostęp do legalnej pracy i pobytu znacząco obniża ryzyko zaangażowania w przestępstwa.Prezeska Fundacji Polskie Forum Migracyjne Agnieszka Kosowicz ocenia, że migracja bywa wykorzystywana jako wygodny temat zastępczy dla innych problemów – od kryzysu mieszkaniowego po niewydolność służby zdrowia.Zauważa też, że temat migrantów trafił do debaty publicznej i podzielił Polaków jeszcze zanim obcokrajowcy zaczęli napływać w większej liczbie do naszego kraju. Problem ten został wywołany i wykorzystany już w kampanii wyborczej w 2015 roku – z powodów czysto politycznych. Demografia kontra politykaTymczasem dane demograficzne są jednoznaczne. Według Eurostatu między styczniem 2024 a styczniem 2025 r. populacja Polski zmniejszyła się o ponad 123 tys. osób – najmocniej w całej UE. Malejąca liczba ludności i starzenie się społeczeństwa oznaczają coraz większe trudności ze znalezieniem pracowników, presję na wzrost płac oraz większe obciążenia systemów emerytalnych i opieki zdrowotnej.Raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego szacuje, że do 2035 r. z polskiego rynku pracy ubędzie ponad 2 mln pracowników. Migracja jest jednym z narzędzi łagodzenia niedoborów, a pracodawcy coraz bardziej polegają na obcokrajowcach. Już dziś w Polsce pracuje ponad 1,1 mln cudzoziemców – to 6,7 proc. wszystkich zatrudnionych. Największą grupę stanowią Ukraińcy, ale rośnie także liczba pracowników z Azji i Ameryki Łacińskiej.Eksperci podkreślają, że podobne wyzwania stoją przed Niemcami, Włochami i innymi krajami UE. W ich ocenie zaostrzenie polityki migracyjnej może odpowiadać na społeczne emocje, ale nie rozwiązuje strukturalnych problemów rynku pracy.– Jeśli chcemy zachować nasz poziom życia, to potrzebujemy migrantów. Aby się o tym przekonać, wystarczy porozmawiać z pracodawcami – podkreśla Kosowicz. Europa stoi więc przed dylematem: jak pogodzić rosnące oczekiwania dotyczące bezpieczeństwa z gospodarczą rzeczywistością starzejącego się kontynentu.Czytaj także: Były prezydent Korei Południowej skazany na dożywocie