Operacja trwała 11 godzin. Lekarze z UCK WUM usunęli olbrzymi nowotwór wątroby, wycinając narząd, operując go poza organizmem i wszczepiając z powrotem. Autotransplantacja z resekcją ex situ to jedna z najbardziej złożonych procedur chirurgicznych na świecie. Pacjentka jest w dobrym stanie. Lekarze z Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przeprowadzili pierwszą w Polsce autotransplantację wątroby z resekcją ex situ. Zabieg trwał 11 godzin. Wątroba pozostawała poza organizmem pacjentki przez 4 godziny i 57 minut.Pacjentką była kobieta po czterdziestce, bez istotnej przewlekłej choroby wątroby. Zdiagnozowano u niej kilkunastocentymetrowy pierwotny nowotwór złośliwy, zlokalizowany w miejscu ujścia trzech żył wątrobowych do żyły głównej dolnej. Jedna z nich była całkowicie zamknięta przez guz, dwie kolejne przebiegały po jego powierzchni i były znacznie uciśnięte.Jak wyjaśnił PAP prof. Michał Grąt, standardowa resekcja była niemożliwa ze względu na zajęcie kluczowych naczyń. Chora nie kwalifikowała się także do klasycznej transplantacji – guz przekraczał obowiązujące kryteria. – Zdecydowaliśmy się na autotransplantację: wycięcie wątroby, usunięcie guza poza organizmem i ponowne wszczepienie narządu – powiedział.Wątroba poza organizmem. Pacjentka wiedziała o ryzykuPo otwarciu jamy brzusznej i potwierdzeniu braku rozsiewu nowotworu chirurdzy wycięli wątrobę wraz z odcinkiem żyły głównej dolnej. Na czas tzw. fazy bezwątrobowej wszczepiono tymczasowe protezy naczyniowe, aby utrzymać powrót krwi z dolnej połowy ciała i z układu wrotnego do serca.Czytaj także: Przełomowa transplantacja w Chinach. Mężczyzna otrzymał wątrobę świniWyjęty narząd wypłukano płynem prezerwacyjnym i schłodzono. W warunkach kontrolowanej hipotermii zespół przeprowadził precyzyjną resekcję guza oraz rekonstrukcję naczyń. Operowano w lupach z czterokrotnym powiększeniem, używając nici naczyniowych 8.0 – cieńszych niż ludzki włos.– W warunkach ex situ możemy otworzyć każde naczynie bez ryzyka masywnego krwotoku, dokładnie zidentyfikować struktury i odtworzyć je przed ponownym wszczepieniem – zaznaczył prof. Grąt.Śmiertelność okołooperacyjna takich zabiegów w światowych statystykach sięga do 30 proc. Historycznie wynosiła nawet 50 proc. Jak podkreślił chirurg, pacjentka została szczegółowo poinformowana o ryzyku i świadomie zdecydowała się na operację.Autotransplantacja. Gdy biorca jest swoim dawcąZaletą autotransplantacji jest brak konieczności stosowania przewlekłej immunosupresji, brak ryzyka odrzutu oraz brak oczekiwania na narząd od dawcy. – Biorca jest jednocześnie swoim dawcą – powiedział profesor.– Pacjentka jest w dobrym stanie. Chodzi po oddziale, je, pyta kiedy wróci do domu. To dla nas największa nagroda – dodał.Zdaniem lekarzy, metoda ta nie będzie stosowana powszechnie, ale w przyszłości może stać się szansą dla kilkudziesięciu pacjentów rocznie, u których zaawansowanie guza wyklucza standardowe leczenie chirurgiczne lub transplantacyjne.Czytaj także: Jedna decyzja może dać szansę na życie wielu osobom