Nie żyje Kurt Van Dyke. 66-letni Kurt Van Dyke, legenda surfingu, został uduszony i zadźgany podczas napadu na jego dom w Kostaryce. Jego 31-letnia dziewczyna została znaleziona skrępowana i pobita. Agencja Śledcza Kostaryki otrzymała zgłoszenie dotyczące morderstwa w sobotę rano. Doszło do niego w Hone Creek, w rejonie Cahuita w prowincji Limón. Lokalne media informują, że Van Dyke przebywał z 31-letnią dziewczyną, gdy do domu weszło co najmniej dwóch uzbrojonych mężczyzn.Według wstępnych ustaleń kobieta była pod prysznicem, gdy napastnicy wdarli się do domu. Grożąc bronią, zmuszono ją do wejścia do pokoju, w którym znajdował się jej partner.Przestępcy grozili parze bronią palną i trzymali przez kilka minut. W tym czasie trwało plądrowanie domu. Nie skończyło się jednak na rabunku. Van Dyke był duszony, do tego został zadźgany. Ciało znaleziono pod łóżkiem z prześcieradłem owiniętym wokół głowy. Jego dziewczynę pobito i związano.Śledztwo w tokuCiało zamordowanego mężczyzny zostanie przewiezione do kostnicy sądowej w celu dalszych badań. Na razie nie ogłoszono żadnych aresztowań. Śledztwo jest w toku. Van Dyke mieszkał w Kostaryce w regionie Karaibów od dziesięcioleci i był właścicielem hotelu Puerto Viejo w Puerto Viejo de Talamanca. Był szanowaną postacią w lokalnej społeczności surferów, w której był znany jako „Król”. – Mój brat był bardzo życzliwym, hojnym człowiekiem, który pomagał praktycznie każdemu – powiedział jego brat, Peter Van Dyke, w wywiadzie dla „Chronicle”. – Kurt nigdy nikogo nie skrzywdził i zawsze był przy tobie, kiedy go potrzebowałeś – podkreślał.Roger Sams, prezes Izby Turystyki i Handlu Południowych Karaibów, powiedział dziennikowi „La Nación”, że zabójstwo może wpłynąć na branżę turystyczną. – Oczywiście wpłynie to na nasz wizerunek – powiedział Sams. Podkreślił, że sprawa wydaje się być odosobniona i niezwiązana z turystami.Czytaj także: Surfer złapał falę wysoką jak 10-piętrowy blok