Nieuświadomiony rasizm. Rama dorastał na przedmieściach Nakuru. W jego rzeczywistości biali istnieli wyłącznie symbolicznie – jako ktoś z telewizji, podręcznika, z odległego świata – i zanim trafił do pierwszej pracy w hotelu nad oceanem, nie widział żadnego z nich na żywo. Białego człowieka pierwszy raz spotkał dopiero wtedy, gdy musiał go zameldować, pomóc mu zanieść walizki do pokoju i z uśmiechem zapytać, czy wszystko jest w porządku. Dziś robi to codziennie od niemal 15 lat. W hotelowym lobby przedstawia się jako Ramazotti – przyjął to imię nie z sympatii do włoskiej muzyki, lecz ze względów praktycznych; kurorty przez lata zdominowane były przez Włochów, a obce nazwisko szybciej przechodziło przez ich gardła niż jego własne. Rama mówi, że to drobiazg i detal bez znaczenia, ale wie, że to właśnie z takich detali składa się praca polegająca na byciu akceptowalnym.Od kilku sezonów obserwuje Polaków: jak przyjeżdżają, jak się rozglądają, jak sprawdzają, gdzie kończy się hotel, a gdzie zaczyna się „reszta”. Jak wyglądają Polacy z perspektywy kogoś, kto kiedyś znał ich tylko z wyobrażeń, a dziś spotyka się z nimi twarzą w twarz, dzień po dniu, sezon po sezonie – i kto nauczył się, że najcięższym bagażem jest nie nadana w luku walizka, a to, co człowiek przywozi w głowie?Karolina Ferens, Portal TVP Info: Czy do Kenii przyjeżdża dużo Polaków?Rama: Tak, myślę, że z każdym rokiem coraz więcej. Kiedy zaczynałem pracę, Polacy byli raczej rzadkością. Teraz są regularnie i zajmują dużą część naszych pokoi. Chyba nawet jest ich więcej niż Niemców i Włochów łącznie. Zimą szczególnie! Kiedy u was jest szaro i zimno, tu jest pełnia sezonu.Czy umiesz rozpoznać Polaków, zanim usłyszysz język?Polacy dużo obserwują i są cisi na początku. Nie wchodzą od razu w rozmowę, nie żartują tak szybko, jak Włosi czy Francuzi, najpierw sprawdzają teren. Wyglądają na nieśmiałych, sami pierwsi nie zagadują.Jak zachowują się w hotelu?Raczej spokojnie, nie są awanturujący i hałaśliwi, chociaż zdarzają się wyjątki. Wielu z nich lubi alkohol i chyba piją najwięcej z przyjezdnych, na równi z Rosjanami. Polacy często trzymają się razem, przyjeżdżają całymi rodzinami i ze znajomymi. W rozmowie często wychodzi, że to dla wielu duży wydatek, więc chcą, żeby było idealnie.Myślisz, że są wymagający?Tak, ale w specyficzny sposób. Na przykład dużo pytają, bo chcą wiedzieć, co dokładnie jest w cenie, a co nie; nie chcą zostać oszukani. Zdarza się, że się boją, że ktoś ich oszuka albo sprzeda im coś, co mają w pakiecie. Włosi nigdy nie sprawdzają i nie dopytują, raczej nie liczą się z tym, że mogliby dopłacić, Polacy pilnują finansów. Czasem sprawiają wrażenie nieufnych, ale ja to rozumiem. Czy w takim razie dają napiwki?(śmiech) To zawsze delikatny temat. Polacy nie zawsze wiedzą, że napiwki są dla nas naprawdę szalenie ważne albo myślą, że wszystko jest już opłacone i nie muszą wydawać na miejscu ani grosza. Ale to się zmienia. Ci, którzy wracają, są bardziej świadomi. To się wam często wydaje nierealne, ale my za 10 euro z napiwków jesteśmy w stanie kupić naprawdę dużo jedzenia dla pięcioosobowej rodziny.Jak Polacy traktują obsługę hotelową?Zwykle okej, powiedziałbym, że poprawnie, nie są aroganccy. Czasem są chłodni i zdystansowani, ale rzadko kiedy niegrzeczni. Zazwyczaj nie uśmiechają się pierwsi (śmiech).I tu dochodzimy do trudniejszego tematu. Czy w twojej opinii Polacy bywają rasistowscy?Otwarcie bardzo rzadko – nie słyszę obelg, nie widzę agresji. Raz w życiu usłyszałem n-word od Polaka, ale był kompletnie pijany. Ale rasizm nie zawsze jest widoczny na pierwszy rzut oka i nie zawsze objawia się takim chamstwem.Jak więc wygląda?Często to na przykład zdziwienie, że mówię płynnie po angielsku, że żartuję, że potrafię rozwiązać problem, i to szybciej niż oni. To nie jest nienawiść, a założenie, że czarny raczej nie będzie kompetentny.Czyli rasizm nieuświadomiony?Otóż to. Nie „nie lubię cię”, a „nie spodziewałem się po tobie tego”.Jak na to reagujesz?Najczęściej humorem, bo mądry humor zmusza do myślenia i nie wywołuje agresji. Czasem mówię: „tak, nauczyłem się angielskiego wczoraj, między strąceniami kokosów z palm”. Ludzie się śmieją i coś do nich dociera, przepraszają albo są zmieszani. Wierzę, że następnym razem przynajmniej ugryzą się w język.Parę razy, zanim ktoś do mnie podszedł, usłyszałam: „nie bój się, nie jestem kanibalem”. Dlaczego w ogóle czujecie, że musicie to mówić?Tak, wiele osób tak mówi, zanim podejdzie do białego. Mam swoją teorię na ten temat. To zdanie nie bierze się znikąd; jest odpowiedzią na lęk ze strony przyjezdnych, który czuliśmy zbyt dużo razy. Czasem widać ten strach od razu: ktoś się niby uśmiecha, ale cofa się o pół kroku. Ktoś niby pyta o drogę, ale trzyma mocniej torebkę. Odsuwa się, żeby tylko nie być dotkniętym przez osobę o innym kolorze skóry. Wtedy człowiek, który chce być odebrany normalnie, próbuje rozbroić sytuację czymś prostym, śmiesznym, przesadzonym: „spokojnie, nie zjem cię”. Czasem to ironia, czasem prośba „zobacz we mnie człowieka”, a czasem niestety odpowiedź na czyjąś energię. I na stereotypy, bo niektórzy jeszcze myślą, że naprawdę jemy ludzi.Czyli to jest reakcja na zachowanie turystów?Tak. W większości na nieuświadomione zachowanie, o którym już wspominałem. Poza tym to też przyzwyczajenie do tego, w jaki sposób byliśmy traktowani przez białych ludzi przez wieki. My po prostu zaczynamy „zarządzać” lękiem turystów. Część z nich naprawdę myśli, że możemy iść zjeść. Od kiedy pracuję w hotelach, dużo osób pytało mnie, czy jadłem kiedyś ludzkie mięso. Teraz tych pytań jest coraz mniej, ale pozostał w nas ten uraz i dlatego czasem, zanim powiemy „dzień dobry”, musimy uspokoić osobę przerażoną historią, którą ktoś jej kiedyś opowiedział.Kanibalizm w dużych ośrodkach turystycznych w XXI wieku… To brzmi absurdalnie.To jest stereotyp z bardzo starego świata i z czasów, kiedy o Afryce opowiadało się w Europie jak o miejscu dzikim, niebezpiecznym i nierozumnym. To było wygodne, bo jeśli kogoś przedstawisz jako „dzikiego”, łatwiej go podporządkować. I potem to żyje własnym życiem w opowieściach, w żartach, w filmach, w internecie. Później ktoś przyjeżdża z lękiem, ale wstydzi się go nazwać, więc ubiera go w żart. „Hehe, wie pan, u was to… hehe… kanibale?” I patrzy, czy ja się obrażę, czy zaprzeczę, czy się speszę. A może i przyznam? Ale tego by chyba nie chcieli.Kto przywozi taki lęk najczęściej?Najczęściej ludzie 50+. I mówię to bez złośliwości! Po prostu widać różnicę pokoleniową. Młodsi często przyjeżdżają z dużą wiedzą, wcześniej oglądali vlogi, obserwowali podróżników na Instagramie, są ciekawi tego, jak wygląda tu życie, ale mają już na ten temat jakieś pojęcie. Starsi nie przyjechali sprawdzić świata, tylko od niego odpocząć. Poleżeć na leżaku, zjeść, wrócić. I kiedy ktoś przyjeżdża tylko „poleżeć”, to nie ma motywacji, żeby weryfikować rzeczy. Wystarczy mu prosta historia, że tam jest inaczej i niebezpiecznie, ale przynajmniej ciepło.Jak to wpływa na twoją pracę?Chociaż staram się nie traktować tego osobiście, to jednak w jakiś sposób oczywiście odbiera to godność. Nie jesteś po prostu recepcjonistą, kelnerem czy przewodnikiem, bo najpierw jesteś „tym z Afryki”, czyli potencjalnym zagrożeniem, potencjalnym oszustem, potencjalnym „dzikim” w czyjejś głowie. Dopiero potem, jeśli dobrze wypadniesz, możesz stać się osobą. To jest odwrócona kolejność, bo to człowiek powinien być pierwszy.Czy spotykasz się z tym, że turyści w ogóle nie chcą wychodzić poza hotel właśnie przez takie „a bo słyszałem, że…”?Oczywiście! Bardzo często. Myślę, że większość przyjezdnych nie wychodzi poza resort, a szczególnie ci, którzy przyjeżdżają w formule all inclusive i mają w głowie, że hotel jest bezpieczną przystanią, a wszystko poza nim to chaos i sawanna. Czasem pytają mnie, czy mogą pójść do sklepu po drugiej stronie ulicy, jakby to była wyprawa w dżunglę. Nie zrozum mnie źle, w pełni rozumiem ostrożność, bo bezpieczeństwo jest ważne, ale tu często nie chodzi o realne ryzyko, tylko o wyobrażenie i stereotypy.Jakie inne archaiczne stereotypy wciąż wracają?Że Afryka to jedno miejsce, jeden duży biedny kraj – pewnie masz tak samo, kiedy orientujesz się, co myślą o Europie Amerykanie. Że Kenia to tylko safari i bieda, a jak ktoś ma mało pieniędzy, to jest mniej uczciwy. Najbardziej rażą mnie stereotypy, że my nie mamy nowoczesności i nie mamy edukacji. Ja codziennie rozmawiam z ludźmi z całego świata, rozwiązuję problemy, planuję logistykę, mieszkam w normalnym mieszkaniu, moje dzieci chodzą do szkoły i uczą się języków. Mam dobrą pracę, pracuję tak, jak każdy biały człowiek u siebie, i muszę robić to z uśmiechem, nawet kiedy ktoś przyszedł do mnie z bajką o kanibalach.Co chciałbyś powiedzieć potencjalnemu polskiemu turyście, który się boi, bo „kiedyś coś tam słyszał…”?Powiedziałbym: proszę nie wstydzić się strachu i posiadania wątpliwości, ale proszę nie robić z tego prawdy o innych.Czytaj też: Ludożercy znad Obu. Tu ludzie przestali być ludźmi