Pogrążeni przez „bezpieczny” komunikator. Blisko 30 milionów paczek papierosów miał przemycić z Białorusi gang Artura Ch. ps. Gruby oraz Mirosława G. ps. Grochal. Skarb Państwa stracił przez tę grupę blisko pół miliarda złotych. A wszystko za sprawą sowicie opłacanych celników i powiązaniu dostawców papierosów z białoruskim reżimem. Jak dowiedział się portal TVP.Info, do sądu trafił akt oskarżenia w tej sprawie. Aktem oskarżenia w sprawie jednej z najbardziej prężnych organizacji przestępczych parających się przemytem papierosów z Białorusi objęto 33 osoby, w tym dwóch osławionych bossów „gangu siedleckiego”: Artura Ch. ps. Gruby i Mirosława G. ps. Grochal vel „Bazyl”. To bohaterowie cyklu portalu TVP.Info: Narcos Siedlce, w którym od kilku lat opisujemy metody działania zorganizowanych grup przestępczych na Mazowszu. Śledztwo w sprawie przemytu na niemal przemysłową skalę prowadzi Podlaski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Białymstoku. Postępowanie dotyczy „działalności zorganizowanej grupy przestępczej, zajmującej się sprowadzaniem z terenu Republiki Białorusi do Polski przez Drogowe Przejście Graniczne w Bobrownikach i Kolejowe Przejście Graniczne w Terespolu wyrobów akcyzowych w postaci papierosów bez akcyzy”. Gang ten w okresie listopada 2018 roku do października 2021 roku przemycił do Polski „co najmniej 29 441 178 paczek papierosów różnych marek bez znaków skarbowych akcyzy, powodując ten sposób uszczuplenie należności Skarbu Państwa w wysokości nie mniejszej niż 497 955 419 zł”. Przestępcy mieli też wręczyć kilku celnikom łapówki w wysokości blisko 100 tys. zł oraz 898 tys. euro. Mirosław G. odpowie za „kierowanie w latach 2017-2018 w Siedlcach, Łukowie (…) i za granicą tj. w Białorusi, Ukrainie, Anglii zorganizowaną grupą przestępczą, mającą na celu popełnianie przestępstw, w tym polegających na sprowadzaniu z Białorusi i Ukrainy na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej 2,5 mln paczek papierosów, a następnie ich dalszej sprzedaży, w tym na terenie Anglii”. Drugi zarzut dotyczy udziału w 2020 roku w gangu przemytniczym działającym w Białymstoku, Łapach, Warszawie, Siedlcach, który po skorumpowaniu kilku celników z przejścia w Bobrownikach, przerzucił do Polski co najmniej łącznie 16 950 000 paczek papierosów. Na działalności tej Skarb Państwa miał stracić łącznie ponad 440 mln zł. Z kolei Artur Ch. odpowie za udział w dwóch grupach przestępczych. Pierwszej – w latach 2017-2018 – kierowanej przez „Grochala” i przemyt 2,5 mln paczek papierosów oraz „eksport ich do Anglii”. I drugiej – w latach 2019-2021, która miała przemycić do Polski z Białorusi co najmniej 26,6 mln paczek papierosów. Przy czym Skarb Państwa w tym przypadku stracił co najmniej 487 mln zł. Czytaj także: „Władcy Siedlec” skazani. Najważniejsi bandyci uciekli przed wyrokiemRekordowa kontrabanda w Terespolu W maju 2021 roku funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej oraz KAS z Białegostoku odkryli na terenie terminala przeładunkowego w Terespolu próbę największego w historii przemytu papierosów. Trzy wytypowane kontenery przyjechały do Polski pociągiem z Białorusi. Podczas ich sprawdzania okazało się, że do deklarowanego towaru: wermikulitu (używanego w ogrodnictwie) i elementów grzewczych dołożono gigantyczną papierosową kontrabandę. Łącznie doliczono się blisko 2,5 mln paczek nielegalnych papierosów wartych prawie 37 mln zł. Gdyby nielegalny towar trafił do sprzedaży, Skarb Państwa straciłby ponad 60 mln zł. Przechwycony komunikator EncroChatTo nie był szczęśliwy traf, ale pokłosie złamania w 2020 roku przez europejskie służby specjalnego komunikatora EncroChat, będącego szyfrowaną siecią telefoniczną powszechnie wykorzystywaną przez organizacje przestępcze z całego świata. Śledczy otrzymali miliony zdjęć i wiadomości dokumentujących np. przemyt i handel narkotykami, przemyt papierosów czy broni. Wśród użytkowników EncroChatu znaleźli się m.in. Artur Ch. ps. Gruby i Mirosław G. ps. Grochal. Zdaniem policjantów i prokuratorów obaj są szefami „gangu siedleckiego”, których krajanie nazywają „Władcami Siedlec”. Grupa operowała także w Łukowie, Mińsku Mazowieckim oraz Sokołowie Podlaskim. Zajmowała się handlem i produkcją narkotyków i czerpała miliony z prostytucji, ale okazało się, że największe pieniądze bossowie zarabiali na przemycie białoruskich papierosów. Czytaj także: „Dom zły” na Woli. Kiedy wypił zmieniał się w demona. Zabił dwie osobyPrzeklęta chmura „Gruby” i „Grochal” mieli związać się z Jackiem C. To on miał stać za przemytem białoruskich papierosów na ogromną skalę. A gangsterzy wyczuli koniunkturę. „Rzeczpospolita” doniosła po rozbiciu tej organizacji przestępczej, że C. formalnie prowadził trzy firmy, z czego dwie mające białoruskich wspólników. Miał zamawiać papierosy, organizować ich dostawę do Polski i dalszy „eksport”, głównie do Wielkiej Brytanii, gdzie zarobek na jednej paczce był największy. Według ustaleń „Rz” w apartamencie bossa odkryto m.in. 190 tys. zł, 95 tys. euro i 6 kg złota. Znaczne sumy znaleziono w lokalach członków jego rodziny. Tak dobrze zorganizowany przemyt nie byłby możliwy, gdyby grupa nie „kupiła” sobie kilku celników z przejścia w Bobrownikach. Na liście płac gangu znalazło się siedmiu funkcjonariuszy KAS. Brali oni od 5 tys. euro do 45 tys. euro, w zależności od tego, jak duża kontrabanda miała zostać „niezauważona”. Nadzorcą celników miał być – wedle „Rz” – 49-letni Marcin O., który zbierał od nich informacje o organizacji służb i wręczał łapówki. W jego mieszkaniu znaleziono 582 tys. zł w gotówce. „Władcy Siedlec” oraz ich partner biznesowy w branży papierosowej byli przekonani, że wiadomości z EncroChat nie były archiwizowane (o czym zapewniał dostawca komunikatora). Okazało się jednak, że dane były gromadzone w chmurze. Nadto w telefonach podejrzanych natrafiono na wiele obciążających ich dowodów. To m.in. zdjęcia z miejsc, w których zostawiane były pieniądze za dostawę papierosów, fotografie z dużymi ilościami gotówki, miejscami, w których przechowywano kontrabandę. Czytaj także: Bezradna Temida. Sędzia dalej nie chce sądzić „Piotruli”, ale będzie musiałSąd nie miał litości Mirosław G. będzie czekał na proces w „sprawie papierosowej” w więzieniu. Jego kompan Artur Ch. jest poszukiwany listem gończym i ukrywa się prawdopodobnie na Malcie lub Cyprze. W drugiej połowie czerwca 2025 roku zostali nieprawomocnie skazani w procesie 16 osób z „grupy siedleckiej”. Prok. Arkadiusz Jaraszek z Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie oskarżył podsądnych o popełnienie łącznie 164 przestępstw. „Gruby” i „Bazyl” odpowiadali m.in. o „założenie i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą o charakterze zbrojnym, czerpanie korzyści z nierządu innych osób, a także wytwarzanie i wprowadzanie do obrotu znacznych ilości narkotyków, dokonanie i zlecenie szeregu pobić, w tym z użyciem niebezpiecznych narzędzi oraz za zniszczenie mienia, w tym spalenie samochodów osób, które nie chciały podporządkować się grupie”. Pozostałym oskarżonym prokurator zarzucił w większości popełnienie podobnych przestępstw. Podsądni nie przyznawali się do zarzutów, podnosząc, że padli ofiarą spisku prokuratora, funkcjonariuszy CBŚP oraz tzw. 60-tek (czyli przestępców, którzy poszli na współpracę z organami ścigania w zamian z nadzwyczajne złagodzenie kary). „Grochala” skazano na 13 lat i więzienia 25 tys. zł grzywny, tyle samo nawiązki, a także orzeczono przepadek 44 tys. zł. „Gruby” zaś usłyszał wyrok 15 lat odsiadki, 40 tys. zł grzywny, ponad 80 tys. zł nawiązki i przepadek aż 2,1 mln zł korzyści z przestępstw. Śledztwo w sprawie działalności „grupy siedleckiej” – nazywane „Narcos Siedlce” (w nawiązaniu do popularnych seriali o największych narkobaronach z Kolumbii i Meksyku) – od 2019 r. prowadzą mazowieckie „pezety” i funkcjonariusze CBŚP. Pierwsze uderzenie w bandę miało miejsce latem 2020 r. Od tego czasu zarzuty usłyszała ponad setka osób należących do gangu lub z nim związanych. Czytaj także: „Co 20 zatrzymany kibol idzie na współpracę. Głównie z wierchuszki gangu”Woleli nie ryzykować i dali dyla Niestety śledczym niedane było ucieszyć się z wygranej batalii. Wydając wyrok, Sąd Okręgowy w Siedlcach zadecydował o aresztowaniu pięciu oskarżonych: „Grochala”, „Grubego”, „Pako”, „Koguta” i Tomasza B. ze względu m.in. na surowe kary, jakie wobec nich orzeczono. Cala piątka wyszła jednak na wolność 30 maja 2025 roku. Wówczas to Sąd Apelacyjny w Lublinie, po zażaleniu obrońców na przedłużenie im aresztów (znajdowali się za kratami ponad cztery lata), uchylił ten środek, zamieniając go na dozór policyjny 2 razy w tygodniu oraz zakaz opuszczania kraju. Żadnych kaucji czy zabrania paszportu. Choć w uzasadnieniu decyzji SA znalazło się stwierdzenie, że „groźba wymierzenia oskarżonym surowej kary jest bardzo prawdopodobna”. W dniu wyroku ze wspomnianej piątki w sądzie pojawił się tylko „Grochal”. Był już spakowany i po zakończeniu procesu pojechał od razu do aresztu. Policjantom udało się jeszcze zatrzymać Tomasza B. Jak wynika z ustaleń portalu TVP.Info, trzech gangsterów „zniknęło”. – „Gruby”, „Pako” i „Kogut” się zawinęli. Z naszych informacji wynika, że przygotowali się do dłuższego ukrywania. Niewykluczone, że wyjechali z Polski. Wiemy, że „grupa siedlecka” uwiła sobie bezpieczne gniazdko w jednym z europejskich krajów, gdzie wcześniej kilkukrotnie korzystali ze schronienia – opowiadał portalowi TVP.Info jeden ze śledczych. Czytaj także: Narkorodzina oskarżona. Tylko córka została na wolności… bo się ukrywaWładcy Siedlec Siedlce są czwartym pod względem liczby ludności miastem na Mazowszu. W latach 2010-2020, rocznie popełniano tam średnio ponad 900 przestępstw kryminalnych. Nie wiadomo, ile z nich miało związek z najbardziej prężnym w rejonie gangiem nazywanym po prostu „grupą siedlecką”. Pewne jest, że jej członkowie byli przez lata właściwie bezkarni. Bo właśnie w tym okresie działała tam wspomniana banda, która zdaniem śledczych rządzona była twardą ręką przez Mirosława G. ps. Grochal oraz Artura Ch. ps. Gruby vel „Bazyl”. Gang nie ograniczał się tylko do swojego matecznika, ale operował także w Łukowie, Mińsku Mazowieckim oraz Sokołowie Podlaskim. W ciągu kilku lat opanował te tereny i zyskał monopol na handel narkotykami oraz dopalaczami. Gangsterzy wykorzystali też fakt, że stołeczne ekipy, takie jak „Mokotów”, „Ożarów” czy tzw. szkatułowi są wciąż w rozsypce i nie musieli się im opłacać lub brać od nich „towaru”. Rzeźnicy z PodlasiaJeśli chodzi o bossów „grupy siedleckiej”, to można powiedzieć, że obaj zdobyli dobre doświadczenie w przestępczym fachu. Niezbyt wiele wiadomo o „dokonaniach” Artura Ch. Jednak już jego partner: „Grochal” był przed laty bohaterem kronik kryminalnych, za sprawą udziału w bardzo groźnej bandzie braci Leszka i Piotra S. nazywanych „Rzeźnikami z Podlasia”. Grupa ta zamordowała na pewno pięć osób, a o drugie tyle jest podejrzewana. Na początku lat 90. bracia S. skupili wokół siebie młodych, gotowych na wszystko przestępców. Gang wymuszał haracze, a opornym podpalano domy lub firmy. Potem przestępcy zaczęli napadać na domy biznesmenów. Podczas jednego z takich skoków, w nocy z 15 na 16 września 1997 roku, bandyci zamordowali po torturach dwóch synów właścicieli ubojni w Feliksinie koło Garwolina. W lipcu 1998 roku w grupie doszło do dintojry w lesie przy trasie Iganie-Żelków. Dwóch mężczyzn posądzono o „nadmierną gadatliwość”. Najpierw na spotkanie zwabiono 26-letniego Jacka P. Ten wsiadł do poloneza trucka, zabierając ze sobą dziewczynę, 18-letnią Dominikę W. wraz z jej szczeniakiem. Niedługo potem na miejsce dowieziono Sylwestra W. Przez kilkadziesiąt minut cała trójka była torturowana pod pretekstem przesłuchania. Herszt bandy zaczął od rozprucia nożem szczeniaka. Gdy umilkł skowyt psa, jeden z uczestników kaźni chwycił za pistolet i strzałem w głowę zabił obu „gadatliwych” oraz dziewczynę, która miała pecha znaleźć się w samochodzie z ukochanym. Ciała zamordowanych znaleziono następnego dnia w porzuconym aucie. „Grochal” odsiedział dziewięcioletni wyrok za współudział w porwaniu i katowaniu ofiar. W więzieniu poznał wielu bossów i watażków półświatka centralnej i wschodniej Polski. Czytaj także: Kokaina dla „Pruszkowa” i tajemnicze zniknięcie dwojga osóbFortuna z przestępstw O tym, jak wielkie zyski osiągała „grupa siedlecka”, świadczy fakt, że kontrolowana przez nią sieć agencji towarzyskich zarobiła przez niespełna trzy lata ponad milion złotych. Bossowie byli też zamieszani w przemyt papierosów z Białorusi na ogromną skalę. I to oni zarabiali najwięcej. Najlepszym tego dowodem było zatrzymanie 19 grudnia 2020 roku „Grubego”, który razem z „Pako” wybrali się do stołecznej Galerii Mokotów, aby kupić prezenty dla bliskich. Obaj gangsterzy ukrywali się od pewnego czasu. Mieli jednak pecha, ponieważ zauważył ich policjant CBŚP, który z synem wybrał się do galerii także po świąteczne sprawunki. Funkcjonariusz zawiadomił kolegów, a potem śledził mężczyzn, aż do ich zatrzymania. Artur Ch. i Paweł P. byli całkowicie zaskoczeni. „Gruby” miał przy sobie blisko 100 tys. zł w gotówce, a „Paco” około 50 tys. zł. Pieniądze zostały zabezpieczone na poczet przyszłych kar w przypadku skazania przed sąd. Gdy miesiąc później zatrzymano „Grochala”, w jego domu policjanci znaleźli skrytkę, w której znajdowały się paczki z nowiutkimi banknotami o nominale 200 euro. W sumie było to 200 tys. euro. Podczas akcji zatrzymania część funkcjonariuszy podziwiała drewniany domek na posesji. Okazało się, że to gołębnik, którego pozazdrościłby gospodarzowi sam Henryk N. ps. Dziad, (nieżyjący już boss gangu ząbkowsko-praskiego), znany z miłości do gołębi. Czytaj także: Po 20 latach zapadł wyrok w sprawie groźnego bossa „Pruszkowa”