Matylda Damięcka w „Rozmowach (nie)wygodnych”. Jej rysunki-pisunki to komentarz do bieżących wydarzeń, reakcja na otaczjącą rzeczywistość. Tworzy je – jak sama mówi – z wrodzonego smutku i poczucia niesprawiedliwości w świecie. Uważa, że powinniśmy móc żartować ze wszystkiego, bo żart ma bardzo dużą moc. Gościnią Mariusza Szczygła będzie Matylda Damięcka. „Rozmowy (nie)wygodne” w niedzielę o godzinie 21.15 w TVP Info. Gościnią Mariusza Szczygła w „Rozmowach (nie)wygodnych” będzie Matylda Damięcka – rysowniczka, aktorka, wokalistka i komentatorka życia. W programie artystka opowiada o swojej twórczości, wrażliwości i tym, co ją inspiruje. Pada między innymi pytanie, czy czuje się spełniona artystycznie i może spocząć na laurach.– To jest cudowne, że patrzę na swoje zdjęcia sprzed dziesięciu lat i uświadamiam sobie, że wieku 30 lat byłam przekonana, że coś wiem – znaczy, że ja tak samo, jak teraz wiem, ile nie wiedziałam – opowiada Damięcka. – Trzeba trochę pokory, żeby samego siebie sprawdzać. Za 10 lat będę patrzyła to, co robiłam, to, co rysowałam pewnie i to, co myślałam 10 lat wstecz z przekonaniem, że wszystko wiedziałam. Dlatego wolę myśleć, że jestem nieskończonym projektem – dodaje.Prowadzący nazwał twórczość Matyldy Damięckiej „pisunkami”, czyli połączeniem tekstu i rysunku. Dopytał, czy artystka tworzy karykatury.Damięcka: Ilustracja to obserwacja– Ilustrując nas i nasze przywry, przywary, mówię też o sobie, mówię o nas wszystkich. Niestety ci, którzy potem mówią najgłośniej, narzekają, to są osoby, które nie chcą tego zobaczyć i mają problem z tym, żeby skonfrontować się z częścią siebie, która tak naprawdę nie jest naszą winą – wyjaśnia ilustratorka.– Ilustracja absolutnie nie nosi znamion, nie jest podpisana: „autor uważa, że…”. To obserwacja, sprasowanie do jakiegoś meritum, jednej jakiejś warstwy. I to, w jaki sposób ktoś reaguje głośno – poziom słyszalności tego sprzeciwu, też ma znaczenie. To najczęściej są właśnie ludzie, którzy projektują na autora coś, co jest wewnętrznym jakimś albo bólem, albo nieprzepracowaniem, albo głębokim poczuciem sprawiedliwości – opowiada.Dodaje, że motorem jej twórczości jest smutek, ciekawość, ale również wielowarstwowość i złożoność danego wydarzenia. – Myślę, że napędza poczucie niesprawiedliwości wobec świata – zaznaczy Damięcka.Czytaj także: „Chwalę się, że jestem dziadersem”. Jan Englert o najlepszych chwilach