Strefa wojny gangów. Berlin zaczyna przypominać Chicago w najgorszym momencie – ostrzega w wywiadzie dla dziennika „Berliner Morgenpost” Klaus Nachtigall, były śledczy z berlińskiego Krajowego Urzędu Kryminalnego, który zwalczał zorganizowaną przestępczość. W stolicy Niemiec od miesięcy trwa wojna gangów i dochodzi do regularnych strzelanin. Dziennik „Berliner Morgenpost” zwraca uwagę, że od roku przez stolicę przechodzi fala przemocy, która narasta. Zaczęło się wiosną 2025 od kilku ataków na niemiecko-turecką sieć marketów Eurogida w Spandau i Wilmersdorfie. „Od jesieni częstotliwość ataków wzrosła. Doszło do licznych strzelanin w oddziałach szkoły jazdy w Reinickendorfie i Siemensstadt, w domach podejrzanych o przemyt narkotyków w Schönebergu oraz w domach w Zehlendorfie, Mariendorfie i Spandau. W listopadzie 29-letni mężczyzna zginął przed barem szybkiej obsługi w dzielnicy Lichtenberg. Granat ręczny zniszczył klub w Kreuzbergu” – czytamy w artykule „BM”. Dziennik zwraca uwagę, że tylko „w tym tygodniu, doszło do postrzelania kierowcy Mercedesa w Tegel, ucierpiały również dwa bary w Wedding i Wilmersdorf, warsztat samochodowy w Neukölln, a w piątek wieczorem – mieszkanie w Kreuzbergu”. Czytaj także: Bandyckie saksy w Berlinie. Gangi importują „młodych najemników”Jest coraz gorzej – Sytuacja w Berlinie gwałtownie się pogarsza – mówi dziennikowi Klaus Nachtigall, były śledczy z berlińskiego Krajowego Urzędu Kryminalnego, który zajmował się przestępczością zorganizowaną. – Jeśli organy śledcze nie podołają zadaniu, znajdziemy się w tragicznej sytuacji – dodaje Nachtigall. Oficjalnie policja uważa, że wzrost liczby strzelanin ma związek z wojną gangów o terytoria oraz z wymuszaniem haraczy. W listopadzie 2025 roku berlińska policja miała apelować do mieszkańców, aby nie płacili bandytom. – Fakt, że teraz celowo strzela się do ludzi, ma również na celu zastraszenie innych ofiar wymuszeń i wysłanie sygnału, że nie żartują. Jak w Chicago w najgorszym momencie – mówi Nachtigall. Niemiecki dziennik zwraca uwagę, że bardzo aktywne są obecnie takie bandy jak: „Daltonowie”, „Casperlar” i „Çirkinler”. „Gangi te rekrutują nastolatków i młodych mężczyzn, często za pośrednictwem mediów społecznościowych, w Niemczech, schroniskach dla uchodźców lub w ich krajach ojczystych, a następnie wysyłają ich do Niemiec w celu popełnienia przestępstw” – czytamy w „BM”.Innym zjawiskiem, o którym informowaliśmy w połowie stycznia, jest najmowanie przez gangi młodych cudzoziemców m.in. z Ameryki Południowej do zastraszania i ściągania haraczy oraz porachunków z konkurentami. „Fantomy”, jak nazywa takich najemników policja, przyjeżdżają na krótko do Niemiec i po wykonaniu zadania wracają do domu. Czytaj także: Lotne szajki włamywaczy. Przylatują na robotę do Europy z Ameryki Płd.