„Belmondziak” zaprzeczał zarzutom. Marcin K. ps. Belmondziak vel „Wściekły”, jeden z najgroźniejszych polskich gangsterów, został skazany na 8 lat i 6 miesięcy więzienia za udział w dwóch brutalnych porwaniach – dowiedział się portal TVP.Info. „Belmondziak” miał wtedy być na wolności, bo uchylono mu areszt, aby „mógł się uczyć”. 47-letni Marcin K. ps. Belmondziak vel „Wściekły” jest uważany za jednego z najgroźniejszych przestępców stołecznego podziemia kryminalnego. Według policji i prokuratury, jest „numerem dwa” w gangu swojego brata przyrodniego Rafała S. ps. Szkatuła. Zastępował go na gangsterskich spotkaniach na szczycie, gdy ten się ukrywał przez blisko dekadę. Organizacja „Szkatuły” była w latach 2004-2011 jedną z największych struktur przestępczych w stolicy. Tylko w latach 2008-2011 gang „Szkatuły” miał wprowadzić do obrotu 3,7 tony marihuany, ponad 500 kg amfetaminy, 300 kg kokainy i blisko 250 kg heroiny. Grupa kontrolowała wiele agencji towarzyskich, ściągała także haracze. W skład tej bandy wchodzili także członkowie kibolskiego gangu Teddy Boys 95, uważanego za chuligańską bojówkę Legii Warszawa. Porwanie na „gościnnych występach” We wrześniu 2025 roku, przed Sądem Okręgowym w Gdańsku, ruszył proces Marcina K. o przestępstwa, których się dopuścił na „gościnnych występach”. To pokłosie śledztwa Pomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Gdańsku Prokuratury Krajowej. – Marcinowi K. przedstawiono trzy zarzuty. Pierwszy dotyczy udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Drugi uprowadzenia i pozbawienia wolności pokrzywdzonego K.S. Trzeci zarzut dotyczy uprowadzenia i pozbawienia wolności W.N. przy udziale innych ustalonych osób, gdzie na skutek działania sprawców doszło do śmierci pokrzywdzonego – poinformował portal TVP.Info, sędzia Mariusz Kaźmierczak, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gdańsku do spraw karnych. Sąd Okręgowy w Gdańsku uznał Marcina K. za winnego popełnienia wszystkich zarzucanych mu przestępstw. – Za pierwszy czyn skazano oskarżonego na rok i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Za drugi zarzut na 4 lata więzienia i 20 tys. zł grzywny. A za trzeci na 6 lat pozbawienia wolności i 30 tys. zł grzywny. Sąd Okręgowy wymierzył Marcinowi K. karę łączną 8 lat i 6 miesięcy więzienia oraz 40 tys. zł grzywny. Nadto Sąd orzekł wobec oskarżonego zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonym K.S. i zbliżania się do niego na odległość mniejszą niż 50 m na okres 10 lat oraz nakazał zapłacenie pokrzywdzonemu 10 tys. zł tytułem zadośćuczynienia za wyrządzoną krzywdę – dodał sędzia Kaźmierczak. Marcin K. od początku nie przyznawał się do winy. Wyrok nie jest prawomocny. Czytaj także: „Wściekły”, brat „Szkatuły”, znów oskarżony. Zabójstwo z pazerności Porwanie, które wyrwało się spod kontroli Przestępstwa, o które został oskarżony Marcin K., dotyczą jego współpracy z jednym z gangów działających na terenie woj. zachodniopomorskiego i Pomorza. A dokładnie chodzi o wydarzenia z grudnia 2019 r., czyli porwania i późniejszego zabójstwa Wojciecha N., znanego handlarza narkotyków z Lęborka. Według ustaleń pomorskich „pezetów”, na pomysł ten wpadli Emil K. i Łukasz D., którzy chcieli w ten sposób zmusić dilera do wskazania miejsca przechowywania większej partii kokainy. „Radio Gdańsk”, relacjonujące przebieg procesu w tej sprawie, podało, że już w listopadzie 2019 r. próbowano w Gdańsku Wrzeszczu uprowadzić Wojciecha N. Ten miał wówczas zacząć nosić ze sobą nóż.Pieczołowicie przygotowany plan pułapkiAby dopaść handlarza, gangsterzy najpierw zwabili w pułapkę jego dobrego znajomego Krzysztofa S. – Specjalnie przygotowali na to spotkanie mieszkanie. Łazienkę wyłożyli czarną folią – mówił przed sądem prokurator Wojciech Wróbel, naczelnik pomorskich „pezetów”. Krzysztof S. został szybko obezwładniony i pobity. Zaoferowano mu możliwość przyłączenia się do gangu i darowanie kary za dostarczenie słabej jakości kokainy. W ten sposób porywaczom udało się znaleźć sposób na podejście do Wojciecha N., który był bardzo ostrożny. 2 grudnia 2019 r. Wojciech N. został zwabiony na parking Zajazdu Kaszubskiego koło Lęborka. Tam wsiadł do BMW Krzysztofa S. w którym wcześniej zdemontowano klamkę wewnętrzną w drzwiach od strony pasażera. „Plan zakładał obezwładnienie mężczyzny, pozbawienie wolności i skrępowanie oraz przewiezienie do lokalu Gentelmans Club w Słupsku i tam przesłuchanie go przez grupę warszawską (której przedstawicielem był Marcin K. – przyp. red.)” – informowało Radio Gdańsk. Gdy N. znalazł się w BMW, do pojazdu weszli Łukasz D. i Emil K., próbując obezwładnić handlarza gradem ciosów. Ten wyjął nóż i dźgnął nim napastników. Jednak Emil K. zabrał mu nóż i zadał kilka ciosów, w tym w tętnicę udową. Wykrwawiającego się Wojciecha N. przeniesiono do innego auta i ruszono w kierunku Słupska. Porwany miał być dalej bity, a w końcu napastnicy zorientowali się, że ich ofiara nie żyje. Zwłoki handlarza zakopano w lesie pod Słupskiem, gdzie odnaleziono je kilka dni później. W czerwcu 2024 r. Sąd Okręgowy w Słupsku skazał dziesięciu członków gangu pomorskiego na surowe kary, Emil K. (zaczął współpracować po zatrzymaniu) usłyszał wyrok 12 lat więzienia, Łukasz D. – 6 lat, a Krzysztof S. – 5,5 roku. Czytaj także: „Co 20 zatrzymany kibol idzie na współpracę. Głównie z wierchuszki gangu”„Zdjęty” z ulicy, ale wolny w imię „edukacji” Prokuratura uważa, że dysponuje mocnymi dowodami. To m.in. nagrania z podsłuchu rozmów Marcina K. oraz wyjaśnienia samych uczestników krwawych zdarzeń. Gangster od 2021 r. był poszukiwany kilkoma listami gończymi m.in. przez pomorskie i mazowieckie „pezety” Prokuratury Krajowej. Został namierzony przez „Łowców cieni” CBŚP w listopadzie 2023 r. w Berlinie. Zaskoczonego gangstera „zdjęto” z ulicy, gdy wychodził z siłowni. W marcu 2024 r. przekazano go Polsce. „Belmondziak” cieszył się wolnością od stycznia 2018 r., gdy Sąd Najwyższy uchylił mu areszt niedługo po tym, jak uznał kasację od wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który skazał gangstera na 13 lat więzienia za przestępstwa narkotykowe. Sprawa wróciła do Sąd Okręgowego w Warszawie i toczy się od początku.Sąd Najwyższy warunkował zwolnienie K. wpłaceniem 150 tys. zł poręczenia majątkowego, co też szybko miało miejsce. Co ciekawe na tym posiedzeniu SN, obrońca „Belmondziaka” złożył oświadczenie Prezesa Zarządu Fundacji Kamili Skolimowskiej, potwierdzającego gotowość nawiązania współpracy z Marcinem K. Zdaniem śledczych rozpracowujących gang „Szkatuły”, Marcin K. konsekwentnie dążył do uchylenia ciążących na nim aresztów. Kiedy 11 grudnia 2017 r. usłyszał wyrok trzech lat więzienia za pomoc w próbie uprowadzenia pewnego złodzieja, swój wniosek o uchylenie wspomnianej sankcji motywował „chęcią nauki”. – Chcę się uczyć. Skończyć jakieś kursy, albo liceum – wyjaśniał „Belmondziak”, uchylenie aresztu oznaczało, że może uczyć się w zakładzie karnym. Sędzia Andrzej Krasnodębski, znany z surowych wyroków wobec gangsterów, uznał, że ta argumentacja go przekonuje. I uchylił ten areszt, mając świadomość, że taka sama sankcja ciąży na gangsterze we wspomnianej sprawie narkotykowej. Gdy w 2019 r. uprawomocnił się wyrok trzech lat więzienia, Marcin K. nie zamierzał stawiać się do odbycia kary. Co zastanawiające, Sąd Okręgowy w Warszawie dopiero w marcu 2020 r. wydał „zarządzenie do policji z poleceniem niezwłocznego doprowadzenia skazanego do zakładu karnego”. 19 stycznia 2021 r. sąd wydał za gangsterem list gończy. Czytaj także: Sukces łowców cieni z CBŚP. „Belmondziak” zatrzymany gdy wychodził z siłowni [WIDEO] Charakterny i zdeterminowany 47-letni Marcin K. ps. Belmondziak vel „Wściekły” to jedna z barwniejszych postaci kryminalnego podziemia stolicy. Choć przyćmiewa go niesława jego przyrodniego brata Rafała S. ps. Szkatuła, bossa jednej z największych grup przestępczych w Warszawie. „Szkatuła” ukrywał się przez blisko dekadę. „Belmondziak” był jedną z bardzo wąskiego grona osób, które mogły mieć z nim osobisty kontakt. – Rafał był bardziej od kombinowania, a Marcin stawiał na argumenty siły. Jest charakterny. Potrafił się postawić grupie mokotowskiej, a z mniejszymi, choć równie znanymi gangami Warszawy i okolic, szedł zdecydowanie na konfrontację. To on doprowadził do zrzeszenia mniejszych grup w sprawny organizm – opowiadał jeden ze stołecznych policjantów, który przez lata rozpracowywał bandę „Szkatuły” i „Belmondziaka”. Śledczy i byli kompani Marcina K. (ci, którzy poszli na współpracę ze śledczymi) twierdzili, że usposobienie gangstera oddawał jego drugi pseudonim – „Wściekły”. Potrafił być bowiem brutalny i bezwzględny. Marcin K. zawsze zaprzeczał, aby miał cokolwiek wspólnego z przestępczością. Siebie zaś widzi jako ofiarę nierzetelnych mediów, w tym piszącego te słowa, oraz „skruszonych” gangsterów współpracujących z organami ścigania. Czytaj także: Gang braci przemycał dziesiątki tysięcy leków do produkcji metamfetaminy Królowie stołecznego podziemia kryminalnego Gang „Szkatuły” jest uważany przez policję za najbardziej niebezpieczną warszawska grupę przestępczą nowego stulecia. W śledztwie przeciwko członkom bandy ustalono m.in., że grupa kontrolowała 90 proc. stołecznych agencji towarzyskich, tirówki pod Wyszkowem i Górą Kalwarią, handel amfetaminą i heroiną oraz haracze. Gang „opodatkował” właścicieli lawet i holowników, taksówkarzy z centrum stolicy, lichwiarzy z kasyn i Służewca, handlarzy z bazarów Różyckiego, Wolumen a także kilkadziesiąt agencji towarzyskich i sex-shopów. Pieniądze z „punktów” (tak nazywano miejsca skąd ściągano haracz) w dużej części trafiały na specjalny fundusz gangu przeznaczony na pomoc dla uwięzionych lub ukrywających się kamratów. Co ciekawe z notatek gangsterów wynika, że niektórzy ich kompani dostawali pieniądze nawet przez 5 do 8 lat pobytu za kratami. Bandyci szybko rozprawiali się z dłużnikami czy handlarzami niepłacącymi haraczu. Opór właścicieli sklepu wędkarskiego i sex-shopu skończył się „tajemniczym” spaleniem tych pomieszczeń. Równie brutalnie bandyci przejęli haracze od przydrożnych prostytutek, które znajdowały się pod „opieką” gangu markowskiego. Po prostu skatowali kobiety, aby przez kilka dni nie mogły pracować. Bili jednak tak, aby prostytutki zbyt długo nie leczyły się, tylko mogły zarabiać już dla gangu „Szkatuły”. Od 2008 r. zaczęło się rozbijanie bandy. Do końca 2010 r. ponad 100 najważniejszych członków gangu Rafała S. trafiło za kraty. Bossa ujęto w 2011 r., choć był poszukiwany kilkoma listami gończymi od dekady. 28 maja 2012 r., w czasie wielkiej obławy, zatrzymano 45 osób, m.in. członków gangu „Szkatuły” i bojówkarzy Teddy Boys 95. Z ustaleń prokuratury i CBŚP wynika, że brali oni udział w przemycie i rozprowadzaniu w sumie setek kilogramów marihuany, kokainy i heroiny wartej miliony złotych. Czołową rolę w narkobiznesie miał odgrywać aresztowany Arkadiusz K. ps. „Chory”, uważany za zastępcę „Szkatuły”. To on miał koordynować współpracę gangu z Teddy Boysami. W 2013 r. CBŚP i mazowieckie „pezety” rozbiły gang Rafała B. ps. Bukaciak, uważanego za następcę „Szkatuły”. Na początku grudnia 2013 r. policjanci odkryli w garażu w Konstancie przestępczy arsenał, zawierający 26 sztuk broni, w tym szturmowe kałasznikowy, skorpiony i pistolety CZ z tłumikami. Arsenał miał należeć wcześniej do grupy „Szkatuły”. Od września 2013 r. policja i prokuratura zatrzymały w tej sprawie ponad 200 osób związanych z różnymi gangami, w tym „mokotowskim” i „szkatułowym”. Czytaj także: „Dziobak” i kompani przed sądem. Boss składa wyjaśnienia