Zjadła go presja? – To tak, jakby Armand Duplantis przyjechał po rekord świata, a nie skoczył 5,60 metra – tak Przemysław Babiarz tłumaczył to, co wydarzyło się wczoraj na włoskim lodzie. Ilia Malinin był tym, dla którego miliony kibiców włączyły w piątkowy wieczór konkurs łyżwiarstwa figurowego. Nie dźwignął presji. Poczwórny axel. Startuje się przodem, więc w powietrzu trzeba wykonać tak naprawdę cztery i pół obrotu. „Skok niemożliwy”. Nawet wybitny Jewgienij Pluszczenko nie był w stanie go ustać. Nikt nigdy nie był w stanie i nadal nie jest. Poza 17-letnim Ilią Malininem. – Pracuję z wieloma łyżwiarzami – mówi jego agent, Ari Zakarian, cytowany przez „Sports Illustrated”. – Z mistrzami olimpijskimi, mistrzami świata. Jestem w tym środowisku od ponad 30 lat. I Ilia jest wyjątkowy. Nigdy nie widziałem nikogo takiego. Jest niesamowity. Jego umysł działa zupełnie inaczej. To nie jest „nowe pokolenie”. To jest jakieś przyszłe pokolenie z kosmosu.*Ten chłopak to absolutny fenomen. Wkroczył do łyżwiarstwa figurowego niczym Usain Bolt do męskiego sprintu. Albo, nawet lepiej, bliżej, Armand Duplantis do męskiej tyczki. Gdy bierze udział w zawodach, to nie kwestia „czy”, lecz z jaką przewagą wygra. I czym jeszcze zaskoczy widzów.Malinin nie przegrał żadnych zawodów od listopada 2023 roku, kiedy zajął drugie miejsce w Grand Prix Francji. Od tamtej pory wygrał m.in. trzy kolejne mistrzostwa Stanów Zjednoczonych i mistrzostwa świata. W sporcie, w którym o wynikach często decydują ułamki punktów, Malinin rozpoczął sezon, deklasując rywali różnicą 20,74 punktu podczas zawodów Lombardia Trophy z cyklu Challenger Series – mimo kilku chwiejnych momentów i rezygnacji z poczwórnego axla. Miesiąc później wygrał Grand Prix Francji przewagą ponad 40,05 punktu, po czym tłumaczył, że dopiero oswaja się z faktem, iż „nie jest jeszcze w najlepszej formie tak wcześnie w sezonie”.To trochę tak, jak gdyby w biegu na 100 metrów wygrywać z drugim zawodnikiem o pół sekundy. Jeden biega w tempie 9,3, a drugi co najwyżej 9,8. Inny świat.Na początku grudnia, podczas finału Grand Prix w Nagoi, Malinin poprawił swój rekord programu dowolnego o niemal 10 punktów, zdobywając złoty medal i zostając pierwszym łyżwiarzem, który czysto wylądował siedem poczwórnych skoków w jednym programie.A dokonał tego wszystkiego mimo kontuzji, która – jak twierdzi – mogła całkowicie wykluczyć go z sezonu Grand Prix. Nie chce jednak zdradzać szczegółów.– Nie chcę wchodzić w detale – mówi. – Moje nogi nie działały tak, jak bym chciał.W łyżwiarstwie figurowym nie ma oczywiście „obrony” – rywale nie mogą zrobić nic z informacją o jego stanie zdrowia. Może tu jednak chodzić o pewien element gry psychologicznej.– Zazwyczaj po prostu nie lubię mówić o tym, z czym się zmagam – przyznaje. – Zwłaszcza w tym sezonie.Lądowanie na KsiężycuKażdy, kto choć pobieżnie śledzi łyżwiarstwo figurowe, wie, z czym Malinin mierzy się naprawdę. Cztery lata po tym, jak w kontrowersyjnych okolicznościach nie znalazł się w składzie olimpijskim USA na igrzyska w Pekinie, był zdecydowanym faworytem do złota w 2026 roku. Podczas gdy jego główni rywale wykonują w programie trzy lub cztery poczwórne skoki, samozwańczy „Quad God” regularnie ląduje sześć. Na igrzyskach miał celować w siedemPoczwórnego axla wykonał po raz pierwszy ponad trzy lata temu, jako 17-latek – i do dziś pozostaje jedynym człowiekiem w historii, który wykonał ten skok. – To dla mnie ogromny zaszczyt, że mogliśmy być wtedy na tej hali – powiedział na antenie dwukrotny olimpijczyk Johnny Weir, gdy Malinin po raz drugi trafił poczwórnego axla. – To jak oglądanie lądowania na Księżycu.Gdy w marcu zdobywał drugi z rzędu tytuł mistrza świata, Malinin upadł po przejeździe – nie z radości, lecz z frustracji, że nie trafił piątego z siedmiu zaplanowanych poczwórnych skoków. (Fakt, że wykonał poczwórnego axla, w tym momencie nie zasługiwał już nawet na wzmiankę).– To nie był przejazd, jakiego bym chciał – mówił później, ze złotym medalem wiszącym na szyi.Wygrywanie przestało mu wystarczać. Za każdym razem, gdy wchodzi na lód, oczekuje od siebie czegoś historycznego.*Dorastał, preferując piłkę nożną zamiast łyżwiarstwa figurowego, mimo że jego rodzice – Tatiana Malinina i Roman Skorniakov – startowali w tej dyscyplinie na igrzyskach olimpijskich, reprezentując Uzbekistan. (Rodzice nadali mu męską wersję nazwiska matki, obawiając się, że nazwisko ojca będzie zbyt trudne do wymówienia dla Amerykanów – jak się okazuje, i tak mają problem z „Malininem”).– Poczekajcie, aż nauczy się potrójnego skoku – mówił im ojciec Tatiany, rosyjski trener łyżwiarstwa figurowego Walery Malinin. – Wtedy już nie będzie się dało go oderwać od lodu.Zgodnie z przewidywaniami, chłopiec trafił do rodzinnego „biznesu”. Ale ponieważ interesuje się całym światem sportu, rozumie, że jedną z barier dla jego popularności wśród przypadkowych kibiców jest fakt, iż większość z nich nigdy nie próbowała zrobić tego, co on.Prawie każdy rzucał piłką do kosza, kopał piłkę nożną czy odbijał baseball – i dlatego rozumiemy, jak bardzo lepsi są zawodowcy. Ale ilu widzów, którzy co cztery lata włączają transmisję łyżwiarstwa figurowego, potrafi wytłumaczyć różnicę między lutziem a pętlą, nie mówiąc już o wykonaniu któregoś z tych skoków? Salto w tył to co innego.– Jestem pewien, że to rozumieją – mówi Malinin. – Ale zrobić to na lodzie, w łyżwach, na końcu programu, po czterech minutach, kiedy jesteś kompletnie zmęczony – z tym mogą się utożsamić.I robi to. Figura wcześniej nielegalna, od 2024 roku została „dopuszczona do użytku”. Malinin, rozumiejąc, że sport to przede wszystkim widowisko, że podobać ma się przede wszystkim kibicom, odbija się i zalicza fikołka w powietrzu w każdym występie. We Włoszech już też zdążył to zrobić… Mimo sportowego rodowodu, mierzący 175 cm Malinin nie wygląda jak zawodnik „zbudowany w laboratorium” do łyżwiarstwa. Długie kończyny pozwalają mu osiągać imponującą wysokość, ale oznaczają też więcej masy do zebrania i większą kontrolę potrzebną do ciasnej rotacji. Dla porównania, Hanyu – który był najbliżej wykonania poczwórnego axla przed Malininem – przy wzroście 173 cm miał niemal odwrotną budowę: długi tułów i krótkie nogi.Malinin łączy jednak siłę i wytrzymałość w sposób, do którego nikt inny w tym sporcie się nie zbliża. Każdy poczwórny skok robi wrażenie sam w sobie – zwłaszcza axel, którego start przodem oznacza w praktyce cztery i pół obrotu w mniej niż sekundę – ale to, co naprawdę zadziwia jego otoczenie, to zdolność Malinina do ich „układania” jeden po drugim.– Przy takiej liczbie poczwórnych skoków trudno stworzyć program, który wygląda jak sztuka – mówi jego choreografka, Shae-Lynn Bourne. – Energia potrzebna do tych skoków jest zupełnie inna niż u kogoś, kto robi jednego poczwórnego, a resztę potrójnych. Można wtedy eksplorować i podbijać noty artystyczne, bo masz zapas energii, ale on naprawdę pcha się w stronę połączenia obu tych światów.Wielki zawódZmagania w Mediolanie rozpoczął od medalu drużynowego. Spisał się świetnie, wygrał w swojej konkurencji i wszystko wskazywało na to, że zdominuje rywalizację solistów. Po programie krótkim był pierwszy. Program dowolny, w piątek, miał być formalnością. Startował, jako lider, ostatni, wiedząc dokładnie ile punktów potrzebuje. A potem stało się to... Amerykanin przypomniał, że nawet „Quad God” jest śmiertelny. A może to właśnie ta rysa na pomniku czyni jego historię jeszcze bardziej fascynującą?