Małgorzata Manowska o kulisach swojej decyzji. Pierwsza prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska zapowiedziała, że nie będzie ubiegać się o kolejną kadencję na tym stanowisku. Jak zaznaczyła w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, zmieniłaby decyzję jedynie w przypadku wystąpienia „nadzwyczajnych okoliczności”. Dodała, że jej odejście ma ułatwić wybór nowego lidera. 26 maja kończy się kadencja Małgorzaty Manowskiej jako I prezesa Sądu Najwyższego. Jeszcze w lutym zgromadzenie ogólne sędziów SN może wybrać kandydatów, spośród których prezydent powoła I prezesa SN.„Podjęłam już decyzję. Nie będę ubiegać się o kolejną kadencję na stanowisku pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, chyba że wystąpią jakieś nadzwyczajne okoliczności” – powiedziała „Rz” Manowska, pytana, czy będzie się ubiegać o reelekcję.„Od dawna powtarzam, że jestem gotowa zrezygnować ze swojej funkcji, jeśli będzie taka potrzeba. No i taka potrzeba właśnie nadeszła” – dodała.Manowska: potrzebna świeża krewManowska podkreśliła, że odejście ma ułatwić wybór nowego lidera i wprowadzić do instytucji „świeżą krew”, co pozwoli na zachowanie ciągłości umiarkowanej linii orzeczniczej.Wskazała, że decyzja o rezygnacji z ubiegania się o reelekcję ma związek między innymi ze sporem dotyczącym kontrasygnaty premiera pod decyzjami prezydenta w sprawach wymiaru sprawiedliwości. Jak oceniła, brak kontrasygnaty może prowadzić do chaosu i wykorzystywania sytuacji przez polityków. Zaznaczyła, że znaczenie mają także względy prywatne i rodzinne. Czytaj też: Cena za chaos w sądownictwie. Nieważny rozwód, bo orzekał „neosędzia”