Przegląd tygodnia Karoliny Opolskiej. Wydarzeniem politycznym kończącego się tygodnia niewątpliwie było środowe posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, zwołane przez prezydenta Karola Nawrockiego. Obrady trwały niemal sześć godzin i dotyczyły trzech kwestii, które głowa państwa uznała za kluczowe z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski. Pierwszą z nich był program SAFE, unijny instrument finansowy przewidujący niskoprocentowe, długoterminowe pożyczki dla państw członkowskich na cele obronne. W puli znajduje się 150 miliardów euro przeznaczonych na rozwój przemysłu obronnego w Unii Europejskiej. Polska ma być największym beneficjentem tego mechanizmu, może otrzymać 43,7 miliarda euro. Pożyczka ma zostać uruchomiona na preferencyjnych warunkach, a jej spłata, co istotne, ma rozpocząć się dopiero za dekadę i potrwać aż 40 lat.Prezydent Nawrocki w jawnej części posiedzenia, ograniczonej do jego wystąpienia, podkreślał jednak, że mimo euforii obozu rządowego wiele kwestii wciąż nie zostało Polakom w wystarczający sposób wyjaśnionych.Kolejnym punktem obrad RBN była kwestia Rady Pokoju Donalda Trumpa, do której Polska otrzymała zaproszenie. To inicjatywa prezydenta Stanów Zjednoczonych, która pierwotnie miała zajmować się sytuacją w Strefie Gazy po rozejmie między Hamasem a Izraelem. Dziś jednak coraz częściej mówi się, że jej mandat mógłby zostać rozszerzony także na sprawę Ukrainy. Samo przedsięwzięcie budzi niemałe kontrowersje. Do udziału zaproszeni zostali m.in. Władimir Putin, Aleksandr Łukaszenko czy Viktor Orbán. Największe państwa europejskie patrzą na tę inicjatywę z wyraźnym sceptycyzmem, obawiając się zarówno jej formuły, jak i politycznych konsekwencji.Do tej pory wydawało się, że prezydent i rząd prowadzą w tej sprawie ostrożną, dość zręczną grę, nie deklarując ani jednoznacznej zgody na udział, ani twardej odmowy wobec Waszyngtonu. Jednak w ostatnich dniach z obozu prezydenckiego i części opozycji płyną coraz wyraźniejsze sygnały, że Polska powinna zaproszenie przyjąć. Karol Nawrocki w jawnej części posiedzenia RBN podkreślał, że nie otrzymał od rządu jednoznacznej rekomendacji w tej sprawie. Tymczasem premier Donald Tusk jeszcze przed RBN wyraźnie deklarował, że Polska nie przystąpi do prac w ramach Rady Pokoju.I dochodzimy do punktu trzeciego, od początku najbardziej elektryzującego politycznie. Chodzi o wschodnie kontakty Włodzimierza Czarzastego, a konkretnie o jego znajomość ze Swietłaną Czestnych – Rosjanką posiadającą również polskie obywatelstwo. O sprawie mniej więcej dwa tygodnie temu pisała „Gazeta Polska”. Tyle że trudno mówić tu o sensacyjnym odkryciu, bo już w 2023 roku szczegółowo opisywał ją Tomasz Piątek w jednej ze swoich książek. Informacje dotyczące udziałów pani Czestnych w spółce, w której współudziałowczynią jest także żona marszałka, są jawne i publicznie dostępne.I tu pojawia się pytanie kluczowe: dlaczego właśnie teraz ta historia, znana opinii publicznej od kilku lat, stała się dla PiS i prezydenta Karola Nawrockiego tak istotna? Gdy w 2019 roku Włodzimierz Czarzasty został wicemarszałkiem Sejmu, sprawa ta nie budziła sprzeciwu PiS. Również jesienią ubiegłego roku, gdy obejmował funkcję marszałka Sejmu – choć PiS był przeciw jego kandydaturze – argument wschodnich powiązań nie został przez opozycję podniesiony. Dziś natomiast słyszymy, że chodzi o „standardy bezpieczeństwa państwa” i konieczność rzetelnego wyjaśnienia sprawy – jak podkreślał w części jawnej posiedzenia Karol Nawrocki.Można więc postawić pytanie (i zostawiam je otwarte) czy to przypadek, że temat wraca właśnie teraz. W tym samym czasie, gdy PiS i prezydent uderzają w Czarzastego, z marszałkiem zrywa relacje amerykański ambasador Thomas Rose, o czym pisałam w ubiegłym tygodniu.Czytaj też: Zamrożone ustawy prezydenta. Nawrocki apeluje do marszałka SejmuPrezydent Karol Nawrocki najwyraźniej wyciągnął wnioski z Rady Gabinetowej, którą zwołał na początku swojej kadencji. Zapowiadał wówczas, że takie spotkania będą odbywać się co miesiąc. Skończyło się na zapowiedziach. Tym razem podczas RBN część jawna ograniczyła się wyłącznie do wystąpienia prezydenta, a dalsza dyskusja toczyła się za zamkniętymi drzwiami. Co działo się przez niemal sześć godzin? Tego dowiadujemy się z mniej lub bardziej oficjalnych rozmów z uczestnikami rady. Włodzimierz Czarzasty – jak sam przyznał – nie odnosił się do stawianych mu zarzutów. Tłumaczył, że „nie uczestniczy w ustawkach”, gdyż nawet jeśli musi przebywać w miejscu, gdzie ktoś próbuje taką ustawkę zorganizować, on brał w niej udziału nie będzie. W jego imieniu głos zabrał minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak, który – według relacji marszałka – miał przedstawić pełną informację w sprawie.Wszystko wskazuje jednak na to, że temat Czarzastego będzie przez obóz prezydencki i PiS kontynuowany. Z raportu kolektywu Res Futura wynika, że tym razem emocje w internecie są w dużej mierze skierowane przeciwko marszałkowi. A przecież jeszcze tydzień wcześniej, gdy ambasador Rose publicznie uderzył w Czarzastego, dominowały odwrotne reakcje – aktywna część użytkowników platform cyfrowych stanęła po jego stronie.Póki co lider Nowej Lewicy sprawia wrażenie człowieka, który cieszy się z tego, że znalazł się w centrum politycznej burzy.***Dwa dni po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, w piątek, Sejm przyjął ustawę o SAFE. Za głosowało 236 posłów, przeciw było 199, cztery osoby wstrzymały się od głosu. Odrzucono poprawki zgłoszone przez Prawo i Sprawiedliwość.Premier Donald Tusk na portalu X napisał: „Maski opadły. PiS i Konfederacja zagłosowały przeciwko programowi SAFE, czyli przeciw bezpieczeństwu Polski, przeciw nowoczesnej armii, przeciw polskiemu przemysłowi zbrojeniowemu. To już nie jest opozycja, to są wrogowie polskiej niepodległości”. Opozycja odpowiada: chodzi o brak przejrzystości w wydatkowaniu środków oraz ryzyko, że instrument finansowy może w przyszłości stać się narzędziem politycznego nacisku na Polskę. PiS przywołuje tu analogię do KPO, twierdząc, że podobne mechanizmy już widzieliśmy. I w tym miejscu pojawia się pytanie kluczowe: co zrobi prezydent Karol Nawrocki? Jeszcze półtora czy dwa tygodnie temu można było zakładać, że ustawę podpisze. Bezpieczeństwo i obronność to obszar, w którym wyborcy niezależnie od sympatii politycznych oczekują współpracy ponad podziałami. Prezydent mógłby wystąpić w roli strażnika strategicznego interesu państwa. Ale polityka to także emocje. A te, jak pokazują analizy Res Futury, w przestrzeni internetowej przechylają się obecnie w stronę narracji PiS. W sieci dominuje sceptycyzm wobec programu SAFE. Gdyby więc pojawiło się prezydenckie weto, nie byłoby to dziś zaskoczeniem.Ale skoro mowa o wetach… W czwartek wieczorem Karol Nawrocki zawetował dwie kolejne ustawy. Po raz kolejny powiedział „nie” ustawie o kryptowalutach oraz zawetował ustawę o języku śląskim. Tym samym liczba jego wet od początku kadencji wzrosła do 25.Krytycy Karola Nawrockiego już od dłuższego czasu próbują przykleić prezydentowi etykietę „wetomatu”. Kluczowe będzie to, czy ta łatka zacznie funkcjonować także w oczach własnego elektoratu. Bo jedno jest pewne, Karol Nawrocki na pewno myśli o drugiej kadencji i dalszej karierze politycznej. A to wymaga zdolności do poszerzenia elektoratu. Karolowi Nawrockiemu powinno więc zależeć na tym, żeby nie był kojarzony wyłącznie z blokowaniem.***I na koniec – trochę politycznych ploteczek. W Prawie i Sprawiedliwości wybuchł kolejny spór, a w jego centrum znalazł się Ryszard Terlecki. Jeden z najbardziej doświadczonych polityków tej formacji, znany z tego, że bywa szczery do bólu i nie zawsze trzyma się sztywno partyjnej linii. To on pytany przez Justynę Dobrosz-Oracz z TVP, przyznał, że sprawa Zbigniewa Ziobry „topi” Prawo i Sprawiedliwość. Tym razem Arleta Zalewska z TVN chciała zapytać Terleckiego właśnie o wątek Ziobry. Zanim jednak zdążył odpowiedzieć, do rozmowy wkroczył Sebastian Kaleta (bliski współpracownik byłego ministra sprawiedliwości) i zasugerował, by Terlecki w tej sprawie się nie wypowiadał. Dodał, że to on chciałby zabrać głos. Terlecki skwitował to krótko: „Może czegoś się dowiemy”.Kilka dni później Radosław Wit z TVN24 zapytał Terleckiego wprost, jak ocenia zachowanie młodszego kolegi. Odpowiedź była chłodna: nie bardzo mu się to spodobało, nie każdy jest dobrze wychowany. Padło nawet określenie, że była to „gów***ria” ze strony Kalety. Dopytywany, czy wybaczy, odparł, że tak.I to wystarczyło, by na platformie X rozpętała się burza. Politycy PiS zaczęli publicznie opowiadać się po jednej ze stron. Jedni bronili Terleckiego, podkreślając jego doświadczenie i polityczną drogę, jakiej wielu może tylko pozazdrościć (do tego grona zalicza się m.in. Mateusz Morawiecki). Inni w mniej lub bardziej zawoalowany sposób dawali do zrozumienia, że młodsze pokolenie ma dziś w partii coraz więcej do powiedzenia.Jeśli ktoś sądził, że wraz z powrotem Jarosława Kaczyńskiego do zdrowia atmosfera w PiS się uspokoi, chyba mocno się pomylił.Czytaj też: Publiczna awantura w PiS. Kaczyński zapowiada zawieszenia