Tak świętowano karnawał. Zimowe miesiące czasów PRL jak kraj długi i szeroki zabawami karnawałowymi stała. Prawie wszyscy obywatele tłumnie wyruszali na bale, dancingi czy potańcówki do klubów. Były tańce, ale też inne atrakcje. Jedną z nich, bez której żaden „szanujący się” lokal nie mógł się obejść był striptiz. Polacy w czasach PRL, a szczególnie w miesiącach zimowych, a więc w trakcie karnawału chętnie ruszali na wszelkiego rodzaju zabawy. Wielu obywateli wybierało się przynajmniej na jeden bal, a także liczne karnawałowe potańcówki, dancingi czy prywatki. Wiele z nich odbywało się nie tylko w piątki i soboty, ale również w środku tygodnia.– Razem z koleżanką wracałyśmy po pracy do domu, robiło się szybką przebiórkę w bardziej wyjściowe ciuchy, poprawiało makijaż, tapirowało włosy i ruszało się na dancingi. Te najlepsze, gdzie można było naprawdę się wytańczyć a też i kogoś poznać, odbywały się zazwyczaj w czwartki. Bywałyśmy w nieistniejącym już lokalu o nazwie „Złota Kaczka” w Warszawie. Piątek był ostatnim dniem przed weekendem, więc jakoś dało się go przetrwać w pracy, nawet gdy się trochę za bardzo zabalowało – wspomina, swoje karnawałowe i nie tylko szaleństwa, pani Anna.Ciuchy z Rembertowa, brokat i niebieskie cienieBale, potańcówki i dancingi w czasach PRL były dla Polaków wytchnieniem nie tylko od pracy, ale i siermiężnej i szarej rzeczywistości. Połyskujące pod sufitem kule dyskotekowe, przyciemnione i migające dyskotekowe światła oraz zdobyte, chociażby na targu w Rembertowie, odlotowe stroje, pomalowane na niebiesko powieki czy fryzury posypane brokatem stwarzały pewnego rodzaju magię, która przenosiła w czasach PRL w inny wymiar.Nocne życie kwitło, choć miejsc, w których można było się pobawić, nie było zbyt wiele. Może też właśnie dlatego obywatele PRL tak chętnie i tłumnie ruszali tam, gdzie mogli.Czytaj też: Szampan rzucany do sklepów, życzenia z telewizora. Tak świętowano sylwestraBale w zakładach pracy, „konkurencja” dla dancingówW karnawale „konkurencją” dla nocnych lokali i dancingów stawały się bale i potańcówki organizowane przez zakłady pracy. Specjalnie do tego wyznaczone komitety już wczesną jesienią zaczynały pracę nad organizacją zabawy dla kolegów i koleżanek. Bywało, że na takim balu bawili się nie tylko pracownicy danej placówki, ale zaproszeni z innych zakładów pracy. Bywało, że chłopi gościli robotników, a robotnicy chłopów, zakłady mleczarskie kolegów i koleżanki z lokalnych piekarni, czy masarni. Idealną sytuacją do zaproszeń była ta, gdy w jednym zakładzie pracowały prawie same kobiety a w innym mężczyźni. Wówczas aż prosiło się, by zorganizować bal pod hasłem: „Poznaj swojego inżyniera” lub „Poznaj swoją krawcową”.Bale karnawałowe w czasach PRL zaczęto organizować w latach 50. Imprezy te odbywały się zarówno na wsiach, jak też w małych i dużych miastach. W tych pierwszych zazwyczaj na świetlicach zakładowych, czy w remizach, w tych drugich w domach kultury, ratuszach, hotelach, czy jak bywało to w stolicy w Pałacu Kultury i Nauki.Bale naturystów i samotnych sercGłówną atrakcją karnawałowych imprez w czasach PRL były oczywiście tańce oraz napoje i przekąski. Żadna dobra impreza nie odbywała się bez profesjonalnego wodzireja. Ten, jeśli był rzeczywiście dobry w swoim fachu, bywało, że obsługiwał kilka imprez jednego dnia, a nawet dwie czy trzy odbywające się równolegle w tym samym lokalu, tyle że na innych piętrach.Bale miały bardzo różne formy i nazwy. Zazwyczaj zależało to od tego, kto się na nich bawił. Były bale hutników, górników, robotników, a także dziennikarzy, nauczycieli, a nawet naturystów. W czasach PRL ogromną popularnością cieszyły się również zabawy organizowane przez biura matrymonialne. Na balu samotnych serc można było przetańczyć całą noc z partnerem lub partnerką sparowaną z pomocą otrzymanego na wejściu kotyliona. Bywało, że ten przypadkowy partner zostawał tym na całe życie.Prodiż, telewizor Rubin i Królowa BaluNa każdej karnawałowej zabawie czasów PRL wybierana była Królowa i Król Balu. Zwycięzcy otrzymywali korony, szarfy a czasem także drobne upominki. Jedną z atrakcji, która pojawiała się na balach i cieszyła sporym uznaniem uczestników, były loterie fantowe. Można w nich było wygrać kosmetyki, słodycze, ale też sprzęty przydatne w domu, czasem nawet telewizor np. marki Rubin.– Nigdy nie zapomnę, jak los się do mnie uśmiechnął i w latach 70. wygrałam na takiej loterii podczas balu prodiż. To w tamtych czasach było urządzenie często używane i uznane przez wiele gospodyń. Do dziś zresztą działa i od czasu do czasu piekę w nim ciasto albo pizzę – śmieje się pani Jadwiga, która pracowała wówczas w zakładzie produkującym pończochy.Czytaj też: „Komuno wróć”. Polacy tęsknią za PRL? To manipulacjaGłówna atrakcja bali PRL, czyli striptizW latach 60. atrakcją, bez której nie odbywała się żadna impreza, był striptiz. To była sensacja na całą Polskę. Fani filmów Stanisława Barei z pewnością pamiętają ją choćby z serialu „Alternatywy 4”, gdy jedna z lokatorek – Ewa para się tą profesją, by zarobić na wkład własny na mieszkanie. Lokalem, w którym atrakcja bali i impreza, czyli striptiz się narodziła, była kultowa Kaskada w Szczecinie. W materiałach z czasów PRL często przewija się stwierdzenie, że „był to pierwszy striptiz w Polsce i pierwszy w tym lokalu”. Czy tak było naprawdę? Nie ulega wątpliwości, jak pisze w swojej książce „Kelnerki, barmani, wodzireje” Wojciech Przylipiak, że był to zapewne jeden z pierwszych striptizów prezentowanych „oficjalnie” i opisywanych w prasie.Ta forma atrakcji rozpoczęła się na fali odwilży, a więc w 1956 roku. Takie pokazy można było zobaczyć m.in. w krakowskim Feniksie, warszawskiej Stodole, czy podczas imprezy noworocznej w Filharmonii Warszawskiej. We Wrocławiu striptiz był atrakcją kawiarni Pod Iglicą oraz Kabaretowej, w Łodzi – w Casanovie, w Poznaniu – w Oazie a w Katowicach w barze hotelu Silesia. Serialowa Ewa z „Alternatywy 4” występowała w restauracji Kongresowa w Pałacu Kultury i Nauki, która istniała naprawdę i której atrakcją oprócz striptizu, była znajdująca się na środku lokalu fontanna.– Największym problemem lokali, które chciały mieć tę atrakcję w swojej ofercie czy organizatorów, którzy chcieli ją „zafundować” uczestnikom balów karnawałowych w PRL, był brak chętnych pań do rozbierania się. Stołeczna Estrada poszukiwała ich przez ogłoszenia w prasie – opowiada Wojciech Przylipiak.Od atrakcji do „kiczu i chałtury”Dodaje, że na najbardziej oryginalny pomysł striptizu wpadli prowadzący krakowską Piwnicę pod Baranami. Tam pojawił się pokaz, podczas którego rozbierany był…rower na części. Pod koniec lat 80. ta atrakcja już się opatrzyła i nie była dla obywateli PRL ciekawą i warta oglądania, W 1986 roku redakcja „Społemowca Warszawskiego” narzekała: „Sztampowy, schematyczny występ z obowiązkowym striptizem na zakończenie sprawił, że rozrywka w lokalach gastronomicznych od razu kojarzy się nam z kiczem i chałturą”. Bywało, że zamiast striptizu, organizatorzy balów karnawałowych w czasach PRL, zamawiali występy cyrkowców czy iluzjonistów.Jedno nie ulega wątpliwości. Czy z atrakcjami w formie striptizu, czy pokazów magii, prawie każda impreza cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Frekwencja dopisywała. Jak donosiła prasa czasów PRL, w samym 1970 roku warszawiacy przywitali go na przeszło 200 balach. Nie inaczej było też podczas karnawału. Bilety wstępu na te najlepsze zabawy w lokalach cieszących się renomą, znikały w kilka minut. Bywało też, że wejściówki zdobywało się przez znajomych lub od handlujących nimi pod lokalami, często za podwójną stawkę. Czego się jednak nie robiło, by skorzystać z karnawałowych szaleństw czasów PRL.Czytaj też: Kaowiec i papierosy Wczasowe. Tak w PRL organizowano obywatelom wakacje