Bale w II RP. Zaczynał się balem sylwestrowym, a kończył przed Środą Popielcową. W tym czasie nie tyle wypadało, ile wręcz trzeba było dobrze się bawić i tańczyć. Karnawał w czasach II RP rządził się swoimi prawami. Miało być hucznie i z odpowiednią oprawą. Jaką? Elity II RP starały się maksymalnie wykorzystać czas, jakim był karnawał. Bawiono się na prywatnych rautach, balach czy dancingach. Te ostatnie popularność zdobyły w latach 30.Bale karnawałowe II RP odbywały się nie tylko w sobotyZabawą, która oficjalnie rozpoczynała czas karnawału w II RP, był oczywiście bal sylwestrowy. Mocno wierzono w powiedzenie, że „jaki sylwester, taki cały rok”. Obecni na nim nie tylko raczyli swoje podniebienia wykwintnymi trunkami i daniami, ale też wypadało, by zgodnie z panującą wówczas etykietą przetańczyli całą noc w odpowiednich kreacjach.Sylwestrowa noc była preludium do tego, co działo się w kolejnych tygodniach. Zabawy karnawałowe zazwyczaj organizowane były w soboty, ale także w środy, czwartki, a nawet niedziele.Gdzie odbywał się najbardziej luksusowy bal II RP?Bale karnawałowe w II RP miały różną rangę. Ten najbardziej luksusowy i elitarny odbywał się na Zamku Królewskim, gdy prezydentem był Ignacy Mościcki. Elity II RP bawiły się na nim w latach 1926-1939. - Stałym punktem życia dyplomatycznego, towarzyskiego, a także politycznego było odbywające się w styczniu Przyjęcie Noworoczne – mówił w rozmowie z PAP Adrian Sobieszczański. Przyjęcie odbywało się w Sali Wielkiej Asamblowej, a przybywających na zabawę gości witała sama para prezydencka.Na bale karnawałowe II RP można było zostać również zaproszonym do ministerstwa. Takowe zabawy organizowało m.in. Ministerstwo Spraw Zagranicznych lub Ministerstwo Rolnictwa. Swoje bale organizowali także wojskowi. Na tych – oprócz tych, którzy służyli ojczyźnie – bawili się również dyplomaci oraz politycy.Kolejną elitarną grupą międzywojnia, która organizowała bale, była arystokracja oraz liczne towarzystwa – Wioślarskie, Cyklistów lub Automobil Klub. Podobnie jak ma to miejsce obecnie, tak i w czasach II RP bale miały charakter dobroczynny. Podczas zabaw zbierano fundusze m.in. na domy dziecka, czy biedne dzieci. Najsłynniejszy to ten Towarzystwa Pomocy Ociemniałym Ofiarom Wojny „Latarnia”, organizowana przez księżnę Teresę Sapieżynę, zawsze w Hotelu Europejskim.Nowinka techniczna, czyli obrotowy parkiet w AdriiSwoje bale organizowały również znajdujące się w danym mieście uczelnie. W Warszawie była to m.in. Akademia Sztuk Pięknych, czy Politechnika Warszawska. Bawiono się w takich miejscach jak Teatr Wielki, a nawet warszawski Ratusz. Jednym z bali, który cieszył się ogromną popularnością, był bal medyków.Zabawy karnawałowe w II RP odbywały się także w popularnych lokalach gastronomicznych. W stolicy były to Hotel Bristol oraz Europejski. Goście celebrowali karnawał również w Stępek Grande Taverne przy placu Zbawiciela oraz Adrii. To miejsce posiadało salę taneczną, która mieściła 1500 osób. Był tam również obrotowy parkiet. Goście nie przychodzili się tam bawić tylko ze względu na tę nowinkę techniczną, ale także dla orkiestry Golda i Petersburskiego. A gdy występowała w Adrii słynna Ordonka, trudno było pomieścić gości. Adria pękała wówczas w przysłowiowych szwach.Czytaj też: Karnawał w PRL. Bale przodowników pracy, striptiz i ginące sztućceNajpierw rozmowy, potem tańce. Etykieta na balu II RPJak wyglądała zabawa na karnawałowym balu w II RP? Rauty miały swoją etykietę i program. Nie od razu ruszano na parkiet. Goście zbierali się, w dobrym tonie było kilka minut spóźnienia. Zabawa zaczynała się zazwyczaj od rozmów i powitalnym kieliszkiem alkoholu.Pierwszym tańcem, jaki wykonywano był polonez, a ostatnim mazur. W międzyczasie na parkiecie królowały wszelkiego rodzaju nowinki z Zachodu. Wśród nich były m.in. takie tańce jak shimmy, charleston, czy one-step. Bywalcy karnawałowych bali II RP nie stronili od polek i oberków.Oficjalnym rozpoczęciem balu było krótkie przemówienie gospodarza. Obecny na zabawie wodzirej, jeśli zachodziła taka potrzeba, zapoznawał panny z obecnymi na sali kawalerami.Ryby, gołębie, zupa z żółwia. Co jadano na balach w II RP?Czym raczono podniebienia podczas karnawałowych bali międzywojnia? Okazuje się, że w tamtych czasach na imprezach serwowano jedzenie w formie dwóch bufetów. Angielski to były głównie zimne przekąski a rosyjski to również tzw. „zimna płyta” oraz dania na ciepło.Prym wiodły ryby. Serwowano szczupaki, sandacze, turboty, jesiotry, czy łososie. Nie brakowało też dań mięsnych. Na ciepło podawano m.in. flaki zapiekane pod parmezanem czy gołębie pieczone z dodatkiem kasztanów lub jajek i pietruszki. W czasach II RP bardzo popularne były raki oraz ostrygi. W bufetach jako przekąskę można było znaleźć małe kanapki, grzanki, a także wędliny. Na balu w Zamku Królewskim pojawiała się zupa z żółwia.Ciekawostką jest to, że gdy na balu bawiło się więcej kobiet, specjalnie dla nich przygotowywano bufet ze słodkościami. Gdy przeważali mężczyźni, więcej było wędlin i mięs. Wśród trunków królowały wódki, likiery i nalewki. Serwowano również wytrawne wino oraz szampana.Tradycja karnawału II RP. Czym był błękitny mazur?Do uroczystej kolacji zasiadano blisko o północy, a kończono ją około 2 w nocy. Zanim gospodarz zaprosił gości do zajęcia miejsc przy stole i po posiłku bawiono się na parkiecie. Poza wspomnianymi tańcami, tradycją był tzw. błękitny mazur. Wówczas panie prosiły panów do tańca.Jak wyjaśnia Adrian Sobieszczański, nie wypadało nie tańczyć. Jeśli ktoś nie tańczył, to uważano, że przyszedł zasadniczo tylko po to, aby się najeść.Czytaj też: Suknie od „polskiego Diora”, taniec shimmy i fałszywy łosośKreacje od „polskiego Diora”, obowiązkowe białe rękawiczkiNa bal wypadało przybyć w odpowiedniej do okoliczności kreacji. Panowie wybierali smokingi lub fraki. Dodatkiem obowiązkowym były białe rękawiczki, które wykorzystywane były podczas tańców. Nie wolno było dotknąć lub objąć partnerki gołą dłonią. Cylinder i czarna peleryna również były obowiązkowe. Bez nich nie można było pojawić się na ulicy.Panie eleganckie suknie, biżuterię oraz futra i eleganckie buty. Całość miała robić olśniewające wrażenie. Panie z elit mogły ubierać się w salonie Bogusława Hersego, który nazywany był „polskim Diorem”. Projekty były cenione, bo bez problemu można je było przerobić i na kolejnym balu pojawić się w zupełnie innej, choć tej samej kreacji.Bukiety kwiatów dla pań, Iwaszkiewicz w sieci rybackiej. Atrakcje bali karnawałowychBale oprócz wykwintnego menu i tańców, pełne były atrakcji. Bal Mody w Hotelu Europejskim był tym, na którym wybierano Króla i Królową Balu, czyli najlepiej ubranych uczestników. Atrakcją balu w pałacu Kronenberga w 1938 roku było żywe prosię.Akademia Sztuk Pięknych organizowała z kolei bale kostiumowe. Co roku tematyka strojów była inna. Do historii przeszedł ten, który zaprezentował Jarosław Iwaszkiewicz. Jako poławiacz pereł przybył na bal przebrany w sieci rybackie. Na balu lwowskiego 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich pojawiła się atrakcja w postaci bukiecików kwiatów do kotyliona dla wszystkich pań.„Po marmurowych schodach wysłanych czerwonym chodnikiem wchodziła bułana klacz z białą grzywą, na kopytach miała czarne kalosze, aby się nie ślizgać na posadzce – parkiecie” – wspominała Renata Staniszewska, uczestniczka tego balu. Klacz nazywała się Grażyna. Zwierzę zostało wprowadzone na salę balową hotelu George.Kto bawił się na dancingach w czasach II RP?Na balach dla elit bawił się niewielki odsetek społeczeństwa II RP. Szacowano, że zaledwie 10 proc. - Jeśli weźmiemy pod uwagę, że przed wojną w Warszawie mieszkało ponad milion osób, to te 10 proc. z miliona daje jednak całkiem sporą liczbę – wyjaśniał Sobieszczański.Na dancingach, które popularność zdobyły w latach 30., chętnie bawili się artyści, pisarze, piosenkarze II RP. Można na nich było spotkać m.in. Eugeniusza Bodo, Hankę Ordonównę, Zulę Pogorzelską, Jadwigę Smosarską, czy Juliusza Osterwę. Bywała na nich także Aleksandra Piłsudska, czyli żona Marszałka. Mniej zamożna część społeczeństwa bawiła się w tancbudach, czy lokalach niższej rangi.Bal ostatkowy wedle tradycji miał kończyć się przed północą ze względu na szacunek do postu, który rozpoczynała Środa Popielcowa. Bywało, że ktoś z obsługi lub oficerów, jeśli był to bal wojskowych „pilnował czasu”. Zadanie polegało na tym, że cofał wskazówki zegara, tak by północ wciąż była przed uczestnikami imprezy. Bywało, że wierni idący do kościoła na pierwszą mszę w Środę Popielcową widzieli i słyszeli nadal bawiących się na ostatkowych karnawałowym balu II RP.Czytaj też: „U Maxima w Gdyni…”, czyli legendarne lokale czasów PRL