Straty mogłyby przewyższyć zyski. Rząd Donalda Tuska po cichu zrezygnował z planów postawienia prezesa NBP Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Głównym powodem były obawy, że batalia prawna może zachwiać poczuciem bezpieczeństwa zagranicznych inwestorów – podał Bloomberg, powołując się na osoby zaznajomione ze sprawą. Premier obiecał odwołać prezesa NBP Glapińskiego – sojusznika poprzedniego rządu – podczas kampanii wyborczej w 2023 roku. Oskarżał Glapińskiego o uprawianie polityki i zagroził postawieniem go przed Trybunałem Stanu. „Po ponad dwóch latach wysiłki utknęły w martwym punkcie. Partia rządząca doszła do wniosku, że kontynuowanie sprawy przyniesie niewielkie, jeśli w ogóle, korzyści polityczne, jak twierdzą osoby wypowiadające się pod warunkiem zachowania anonimowości” – pisze Bloomberg.Agencja wskazuje, że ważną rolę odegrała też konieczność sfinansowania rosnącego deficytu budżetowego. „Niektórzy urzędnicy państwowi obawiają się, że napięcia z bankiem centralnym mogą podważyć zaufanie inwestorów obligacyjnych. Obawy te są tym silniejsze, że Polska zmaga się z drugą co do wielkości luką budżetową w Unii Europejskiej przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi, w których jak się przewiduje, partie skrajnie prawicowe odniosą znaczący sukces” – czytamy.Prezes NBP miał stanąć przed Trybunałem Stanu. Rząd zrezygnował z tego pomysłu – donosi BloombergPostawienie Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu było jednym z elementów „100 konkretów na 100 dni” ogłoszonych przez koalicję przed wyborami parlamentarnymi. Większość rządząca zarzuca prezesowi banku centralnego między innymi zaangażowanie w działalność polityczną przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi, a także wprowadzenie w błąd co do wyników finansowych NBP za 2023 r.Trybunał Stanu to organ, który orzeka o odpowiedzialności za naruszenie konstytucji lub ustaw m.in. przez prezydenta, premiera, ministrów oraz posłów i senatorów, a także prezesów NBP, NIK, członków KRRiT oraz Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych. Odpowiedzialność konstytucyjną przedstawiciele tych władz ponoszą „w związku z zajmowanym stanowiskiem lub w zakresie swojego urzędowania”, a w przypadku prezydenta, premiera i ministrów – także za popełnienie przestępstwa.Trybunał może wymierzyć następujące kary: utratę czynnego i biernego prawa wyborczego; zakaz zajmowania kierowniczych stanowisk lub pełnienia funkcji związanych ze szczególną odpowiedzialnością w organach państwowych i w organizacjach społecznych; utratę orderów, odznaczeń i tytułów honorowych. Wobec osób skazanych przez TS prezydent nie może zastosować prawa łaski.CZYTAJ TEŻ: Ekonomiści biją na alarm. Polska stoi przed dużym wyzwaniem