Chwalenie siebie ważniejsze niż wygórowane wymagania. Stać nas na więcej, niż sądzimy, jednak większość z nas nie ma o tym nawet pojęcia. Okazuje się, że ludzki mózg to potężna maszyna, która pomoże nam osiągnąć rzeczy, które dzisiaj wydają się nieosiągalne. Musimy tylko najpierw pomóc jemu i – dzięki wiedzy – spróbować odpowiednio go „podejść”. O neuronawykach i świadomym wykorzystywaniu mózgu opowiada w rozmowie z portalem TVP.Info dr hab. Katarzyna Stachowicz, neurobiolog, autorka książki „Neuronawyki. Jak dzięki neuroplastyczności zmienić swój mózg”. Luty to taki miesiąc, w którym wiele osób porzuca noworoczne postanowienia, kończy akcję „nowy rok, nowa/nowy ja”. Niektórzy mają już zresztą kilka takich „porzuceń” na koncie i żartują sobie, że wyszło jak zwykle. Zastanawiam się, czy to w ogóle musiało się tak skończyć. Czy z perspektywy mózgu takie noworoczne postanowienia są skazane na porażkę? Zryw noworocznych postanowień dotyka niemal wszystkich. Większość z nas właśnie wtedy chce coś zmienić w swoim życiu. Lubimy początki, lubimy zaczynać od nowa, dlatego nowy rok w naturalny sposób sprzyja podejmowaniu różnego rodzaju decyzji i deklaracji. Z drugiej jednak strony, zimowa aura, uśpiona przyroda i brak energii zdecydowanie nam w tym nie pomagają. Znacznie łatwiej byłoby na wiosnę, kiedy wraz z budzącą się do życia naturą, ożywają również nasze chęci i motywacja.A więc już sama przyroda nie do końca nam sprzyja. Nie pomaga także fakt, że podejmujemy postanowienia „bo tak robią wszyscy”, podążając raczej za modą niż za własnymi potrzebami. Tymczasem warto chcieć zmieniać to, na czym naprawdę nam zależy. Być może właśnie w momencie, gdy zaczynamy machać ręką na noworoczne postanowienia, warto zmienić sposób myślenia, również o sobie. Zamiast mówić: „chcę schudnąć” lub „chcę być szczupła”, lepiej pomyśleć: „chcę być osobą aktywną”. Albo: „chcę być człowiekiem oczytanym i elokwentnym”. Wtedy właśnie pojawia się kluczowe pytanie: co zrobić, żeby do tego dojść? Przekonuje pani, że znacznie lepiej byłoby, gdybyśmy takie postanowienia – zamiast na przełomie roku – podejmowali wiosną. Czyli zapominamy o styczniu, a planujemy zmianę, powiedzmy, od kwietnia. Rzeczywiście mielibyśmy wtedy większą szansę na sukces? Tak. Ponieważ przyroda się budzi, robi się cieplej i po prostu przyjemniej niż zimą. Dodatkowo widzimy innych ludzi, którzy są aktywni, a nasz mózg ma naturalną skłonność do porównań. Zajmuje się tym między innymi psychologia społeczna. Badania pokazują, że jeśli w danej grupie społecznej są osoby aktywne fizycznie lub dbające o dietę, to więcej osób zaczyna przejmować te zachowania. Przeglądamy się w innych jak w lustrze i podświadomie dążymy do wyższych, prozdrowotnych standardów. Jest to naukowo potwierdzone i mierzalne. W grupach, w których dominuje brak dbałości o dietę i aktywność fizyczną, znacznie większy odsetek osób zaniedbuje zdrowie. Natomiast tam, gdzie pojawiają się osoby aktywne, o silnej osobowości i realnym wpływie na swoje otoczenie, ich postawa „zaraża” innych motywacją i chęcią działania. Wiosną możemy dodatkowo wykorzystać to, co widzimy na ulicach: ludzi biegających, trenujących, jeżdżących na rowerze, spacerujących z psem. W takich warunkach po prostu łatwiej się zmobilizować.CZYTAJ TEŻ: Wyścig o panowanie nad światem na finiszu. Kwanty bronią ostatecznąJeśli jednak zdecydowaliśmy się na zmianę już w styczniu, a jest luty i nie udało się zrealizować planów, nie warto się zniechęcać. Przede wszystkim nie należy się przekreślać. Lepiej zacząć od małych kroków i drobnych aktywności, na przykład 5-10 minut ćwiczeń rano.Jeżeli natomiast nie potrafimy wykorzenić nawyku popołudniowego odpoczynku na sofie po posiłku, przed telewizorem, możemy spróbować ćwiczyć właśnie tam. Istnieje wiele prostych i skutecznych ćwiczeń wykonywanych w pozycji leżącej, które wzmacniają dolne partie ciała, pobudzają krążenie i pokazują, że oglądanie telewizji wcale nie musi być statyczne. To niewielki, ale ważny krok do przodu. Jeśli zaczniemy ćwiczyć na sofie, z czasem na pewno z niej zejdziemy. Jest to dobry sposób na przełamanie się i zerwanie z nawykami, które dają nam wyłącznie chwilowy komfort. Wielu z nas po pracy odpoczywa w sposób bierny, ale ten czas można wykorzystać o wiele lepiej. Wiele osób to, że czegoś nie robi, tłumaczy brakiem silnej woli. Czy to jest – z naukowego puntu widzenia – rzeczywista przyczyna niepowodzeń? A może jest tak, że ta wola staje się w pewnym sensie kozłem ofiarnym, podczas gdy sami wymagamy od siebie i mózgu rzeczy, których po prostu nie da się osiągnąć z dnia na dzień? Tak, to prawda. Na starcie często oczekujemy od siebie zbyt wiele. Stawiamy sobie za trudne zadania, zamiast działać małymi krokami. Przede wszystkim warto zastanowić się, na czym naprawdę nam zależy. Jeśli postanawiamy coś, co w głębi duszy nie jest dla nas ważne, to z góry skazujemy się na porażkę. Jeśli jednak problemem jest wewnętrzny opór, taka pewna forma lenistwa czy przekonanie, że „nie mamy silnej woli”, a jednocześnie autentycznie chcielibyśmy coś zmienić w swoim życiu, nie powinniśmy się zniechęcać, ani tłumaczyć wszystkiego brakiem silnej woli. Badania pokazują, że wola uruchamia się właśnie wtedy, gdy zaczynamy działać. Jest więc dokładnie odwrotnie, niż zwykle myślimy – to nie silna wola sprawia, że działamy, lecz działanie buduje silną wolę i pozwala nam wytrwać. Trzeba po prostu zacząć. Nie tylko mówić o pierwszym kroku, ale faktycznie go zrobić. Wraz z działaniem pojawia się satysfakcja, która stanowi małą, ale bardzo ważną nagrodę. A właśnie nagrody podtrzymują nasze zaangażowanie. Oprócz tej wewnętrznej satysfakcji, będącej silnym motorem sprawczym, warto dodatkowo się nagradzać. Chwalić się przed sobą, doceniać swoje postępy, a także dzielić się nimi z bliskimi. Budujmy wokół siebie „mosty” pozytywnego myślenia, oparte na docenianiu i nagradzaniu się za to, że naprawdę dajemy radę. A jak odróżnić zdrową motywację od nagłego przypływu dopaminy, który się kończy później zmęczeniem, frustracją, a w efekcie rezygnacją? Piki dopaminy nie pojawiają się w naszym organizmie przypadkowo, ale po to, aby chciało nam się działać. Wyznaczają kierunek, dodają energii i uruchamiają sprawczość. Natomiast gdy osiągamy cel, w mózgu aktywuje się serotonina, która stanowi swoistą „nagrodę końcową” – daje poczucie radości, satysfakcji i dobrostanu. Oczywiście jest to pewne uproszczenie, bo procesy neurobiologiczne są znacznie bardziej złożone, ale taki schemat dobrze oddaje istotę mechanizmu.CZYTAJ TEŻ: „Miasto w mieście”, czyli FSO. Tu produkowano kultowe auta PRLW kontekście dopaminy warto jednak pamiętać o umiarze. Zamiast nadmiernie epatować emocjami, lepiej starać się je regulować. Zarówno radość z sukcesu, jak i rozczarowanie, gdy coś się nie udaje. Nawyki budujemy na lata, mają one realnie zmieniać nasze życie. Dlatego też nie powinny opierać się na chwilowych, emocjonalnych „zrywach”. Podobnie jest z pikami dopaminy – im są bardziej regularne, tym dłużej podtrzymują motywację.Bardzo silny, gwałtowny wyrzut dopaminy (niemal euforyczna radość) może sprawić, że pęcherzyki synaptyczne w mózgu zostaną szybko „opróżnione”. Wówczas układ nerwowy potrzebuje czasu, aby ponownie zgromadzić dopaminę i przygotować ją do kolejnych działań. W efekcie możemy odczuwać spadek nastroju, zniechęcenie i brak motywacji. Dlatego w długim procesie budowania nowych nawyków kluczowa jest stabilność emocjonalna. To ona najlepiej wspiera wytrwałość i konsekwencję w działaniu. Załóżmy, że mamy dwie osoby, które chcą zacząć biegać. Pierwsza z nich postanawia, że od jutra będzie biegać po 15 km dziennie. Druga osoba stwierdza, że po prostu zacznie to robić i zobaczy, co z tego wyjdzie. Nie stawia sobie żadnych konkretnych celów. Która z nich ma większe szanse na sukces? Znacznie większą szansę na sukces ma rozsądniejsze podejście reprezentowane przez „osobę numer dwa”. To podejście polega na tym, że nie rzucamy się od razu na cele nieosiągalne, ale sprawdzamy, jak organizm reaguje i stopniowo działamy. Pierwszym krokiem jest nawet nie sam trening, lecz odpowiednie przygotowanie, na przykład skompletowanie stroju. Dlaczego strój jest tak istotny? Brzmi to banalnie, ale wiele osób rezygnuje właśnie na tym etapie. Gdy nadchodzi pora treningu, okazuje się, że „nie mam się w co ubrać” i na tym motywacja się kończy. Pojawia się wymówka. Skoro nie mam odpowiedniego stroju do biegania, to dziś nie idę. Podobnie jest z obuwiem sportowym, też może być wymówką. Osoby mające problemy z bólem kolan czy stawami, muszą zadbać o właściwe obuwie do biegania, które nie będzie dodatkowo obciążało stawów. Dlatego warto iść do przodu małymi krokami i dać sobie przestrzeń na sprawdzenie, jak to faktycznie będzie wyglądało. Na początku w zupełności wystarczą marszobiegi. Nie trzeba od razu biegać. Nie wyznaczajmy sobie także nierealnych dystansów. Piętnaście kilometrów to cel poza zasięgiem wielu osób, nawet tych startujących w biegach na krótszych dystansach, najczęściej do 5 km. Dla części osób już samo 5 km będzie dużym obciążeniem. CZYTAJ TEŻ: Jak Amerykanie zawieruszyli dwa kilo plutonu w HimalajachOsoba, która bez znajomości własnego organizmu i aktualnej wydolności stawia sobie tak ambitne wyzwania, z góry skazuje się na porażkę. Wydolność buduje się stopniowo, z czasem, poprzez regularność, cierpliwość i rozsądne cele. Dlaczego właściwie nasz mózg tak bardzo lubi wracać do starych schematów, do rzeczy, do których jest przyzwyczajony, nawet jeżeli mamy pełną świadomość, że coś nam szkodzi? To bardzo ciekawy mechanizm oparty na neuroplastyczności. Nasz mózg, poprzez częste powtarzanie określonych czynności, na przykład nawyków czy rutynowych sekwencji, buduje połączenia neuronalne między neuronami. Tworzą się one w strukturach odpowiedzialnych za planowanie i wykonywanie działań. Na początku dana czynność wymaga świadomego planowania, natomiast z czasem zaczynamy wykonywać ją automatycznie. W tym momencie coraz większą rolę przejmują jądra podstawy. Są to struktury mózgu kluczowe dla nawyków i uczenia proceduralnego. To dzięki nim działanie przestaje wymagać stałej kontroli poznawczej. Równolegle utrwalane są wzorce ruchowe w obszarach kory motorycznej.Jednocześnie mózg niechętnie sięga po inne obwody neuronalne, ponieważ wiązałoby się to z większym wydatkiem energetycznym i rozproszeniem uwagi. Preferuje on już wydeptane „szlaki”, bo są one dla niego najbardziej energooszczędne. Warto pamiętać, że mózg stanowi zaledwie 2 proc. masy ciała, a zużywa aż 20 proc. energii organizmu. Co więcej, nie ma możliwości jej magazynowania. Energia jest wykorzystywana na bieżąco. To sprawia, że raz wypracowane nawyki i procedury są dla mózgu wyjątkowo atrakcyjne – chętnie z nich korzysta. Dlatego podczas nauki nowych nawyków (na przykład biegania) warto świadomie wspierać mózg poprzez powtarzalność schematów. Dobrze jest odkładać strój do biegania zawsze w to samo miejsce, wychodzić na trening o tej samej porze i wybierać tę samą trasę. Powtarzanie tych czynności dzień po dniu doprowadzi nas do momentu, w którym mózg przestanie je analizować, a zacznie traktować jako oczywisty element dnia. CZYTAJ TEŻ: „W miastach powinno być ograniczenie prędkości do 30 km/h”Aktywność fizyczna stanie się dla nas czymś naturalnym i automatycznym. Zmieni się sposób naszego myślenia. Równocześnie poprawi się stan zdrowia. Na tym etapie będziemy mogli wprowadzać modyfikacje – zmieniać trasy, planować dłuższe dystanse czy urozmaicać trening. Wewnętrzny opór stopniowo zaniknie, ponieważ powstaną trwałe szlaki neuronalne. Mózg zacznie wręcz „upominać się” o aktywność. Nauczył się, że właśnie tu i teraz jest na nią czas i tego schematu się trzyma. Czyli w pewnym sensie musimy sami siebie i mózg troszkę oszukać, żeby się do czegoś nowego przystosować, żeby zbudować jakiś nawyk? Właściwie nie chodzi o to, by „oszukiwać” mózg, lecz raczej wykorzystać wiedzę o jego działaniu. To można porównać do sytuacji, gdy spotykamy znajomego. Wiemy, co lubi jeść, chcemy mu sprawić przyjemność, więc zabieramy go do ulubionej restauracji i zamawiamy coś smacznego. Wszyscy czujemy wtedy satysfakcję, prawda? Podobnie możemy postępować wobec siebie. Korzystając z wiedzy o naszym mózgu, ułatwiamy sobie wprowadzanie pozytywnych zmian w życiu.Jak wytrwać w postanowieniach noworocznych? Wyjaśnia Katarzyna StachowiczJak to jest z tymi teoriami wielu internetowych motywatorów, którzy przekonują, że wystarczy 21 dni, żeby zmienić swoje nawyki, zbudować nowe? Czy to ma coś wspólnego z rzeczywistością? To przekłamanie powstało mniej więcej w latach 80. Lekarz, który obserwował pacjentów po operacjach plastycznych, zauważył, że średnio akceptują oni swój wygląd po 21 dniach. Na tej podstawie narodziła się teoria, że tyle samo czasu potrzeba, aby nowy nawyk „utrwalił się” w mózgu.Badania jednak tę tezę obaliły. Okazuje się, że czas potrzebny na wyrobienie nawyku jest bardzo zróżnicowany. Jedna osoba może potrzebować około 18 dni, a inna nawet pół roku. Analizy przekrojowe wskazują, że średnio jest to około 66 dni. Trzeba jednak pamiętać, że dla konkretnej osoby okres ten może być krótszy lub dłuższy w zależności od indywidualnych predyspozycji. Duże znaczenie ma również kontekst i nastawienie do nawyku. Nasz mózg wybiera przede wszystkim te aktywności, do których jesteśmy pozytywnie nastawieni. Jeśli coś sprawia nam przyjemność i daje satysfakcję, nauka i utrwalenie nawyku przebiega szybciej. Natomiast jeżeli odczuwamy opór, brak przekonania lub radości z danej czynności, proces ten zajmuje zdecydowanie więcej czasu. Po pierwsze – cierpliwość, po drugie – świadomość tego, że budowanie nawyku jest indywidualną kwestią, a po trzecie – dobra motywacja. Z czym mamy problem najczęściej? Chcemy zmienić od razu zbyt wiele rzeczy, czy raczej próbujemy zrobić coś na siłę? Myślę, że to jest wypadkowa wielu czynników. Każdy z nas w życiu stanął przed sytuacją, gdy coś mu nie wychodziło. Często zdarza się, że chcemy za wiele naraz oraz przykładamy do tego zbyt dużą presję. Dlatego warto podejść do zmian z głową. Korzystając z wiedzy o tym, jak działa nasz mózg. Będzie nam znacznie łatwiej. CZYTAJ TEŻ: Wszyscy jesteśmy świniami. O patoschroniskach i prawach zwierzątNa przykład, zanim neurony połączą się w odpowiednim szlaku, skojarzą działanie i „będą chciały” je powielać, trzeba powtarzać czynność w tym samym lub przynajmniej podobnym kontekście. Jednorazowa akcja nie wystarczy. Nasz mózg fizycznie nie zapisze takiego nawyku od razu. Jeżeli będziemy świadomi tego mechanizmu, przetrwamy nawet w chwilach, gdy zapał opadnie. Natomiast zmiany nie powiodą się, jeśli będziemy próbować zrobić za dużo naraz. Trzeba zrozumieć, że nadmierna liczba zadań jednocześnie jest po prostu zbyt dużym obciążeniem dla mózgu, aby osiągnąć trwały efekt.Wspomina pani w książce, że poranna kawa to nie tylko swego rodzaju rytuał, ale też neurochemiczna umowa z mózgiem. Co jeszcze każdego dnia robimy, nie wiedząc nawet, że równocześnie trenujemy swoje neurony? Właściwie wszystkie nasze aktywności działają na mózg stymulująco. Choć nuda i odpoczynek też są nam potrzebne. Nasz mózg potrzebuje takich momentów „resetu”. Każda aktywność, która angażuje nasze ciało lub umysł, pozytywnie na niego oddziałuje. Dlatego tak ważne jest, abyśmy wychodzili z domu i kontaktowali się z innymi ludźmi. Jeśli mamy wybór między spotkaniem online a spotkaniem na żywo, warto wybierać to drugie. Oczywiście wygodniej jest czasem online, ale nasz mózg uczy się najlepiej, kiedy spotykamy się twarzą w twarz z drugim człowiekiem. Każda aktywność – czytanie, oglądanie wartościowych programów naukowych, słuchanie podcastów wspiera rozwój mózgu. Możemy go kształtować na wiele sposobów i różnymi bodźcami. Poprzez aktywność fizyczną, doznania intelektualne, muzykę czy naukę języków obcych. CZYTAJ TEŻ: 35 lat „Metra”. Czego Wajda zazdrościł Józefowiczowi?Ważne jest jednak, aby podejmować te aktywności świadomie i z radością. Nie chodzi o to, żeby popaść w rutynę, w której dzień za dniem wygląda tak samo: wracamy do domu, coś zjemy byle jakiego, siądziemy przed telewizorem i tak minie kolejny dzień. Chcemy się rozwijać i korzystać z różnych doświadczeń! Może warto wybrać się do teatru lub opery, posłuchać muzyki, której wcześniej nie słuchaliśmy, bo wydawało nam się, że jej nie lubimy? Nasz mózg bardzo lubi nowości, stymulują one jego rozwój i pozwalają mu pracować na najwyższych obrotach. Nawet jeżeli to nie zawsze jest łatwe? Tak. Poza tym, nawet jeżeli odkryjemy, że na przykład dany rodzaj muzyki nam nie odpowiada, trudno. Ale przynajmniej poznamy tę muzykę, będziemy wiedzieli, jaka ona jest i co nam w niej nie odpowiada, prawda? A może być tak, że po prostu polubimy coś, o czym wcześniej byśmy nie pomyśleli, że to jest w ogóle możliwe. Wspomniała pani o tych spotkaniach i kontakcie z innymi ludźmi. Powiedzmy, że chcemy stworzyć nowy nawyk i na przykład zapisać się na siłownię. Jak to działa tutaj? Lepiej zapisać się samodzielnie, czy jednak bardziej prawdopodobne jest, że wytrwamy w postanowieniu, jeśli zapiszemy się choćby z kimś znajomym? Zawsze lepiej wybrać się z kimś znajomym. Tu nie chodzi tylko o to, że mózg jest społeczny – choć to prawda. Chodzi przede wszystkim o ułatwienie sobie startu. Wspólne wyjście pozwala przełamać wiele barier, które piętrzą się na wejściu. Mogą nas powstrzymać przed pójściem na siłownię, do nowego miejsca: „Nie wiem, jak to wygląda, jacy tam są ludzie, jak się zachować”. Aby uniknąć takich napięć i negatywnych myśli, najlepiej iść z kimś, kogo znamy. Jeśli mamy taką możliwość, wykorzystajmy ją.Sytuacje mogą być różne. Jeśli nasz znajomy chodzi regularnie, może pojawić się naturalne porównywanie: „Ja jestem taka zielona, może nie dam rady”. Wtedy obecność innej osoby równie „zielonej” działa wspierająco i dodaje pewności siebie. Można też zapisać się grupą osób, które nigdy wcześniej nie były w danej sytuacji. Wspólne odkrywanie czegoś nowego daje podobne doświadczenia, a później wspólny temat do rozmowy i wzajemne wsparcie. Rozmawiamy o wytrwałości, dyscyplinie, a niejako na przekór temu wszystkiemu, najlepsze pomysły przychodzą nam często do głowy na przykład na spacerze albo pod prysznicem. Możemy spędzić kilka godzin na intensywnym poszukiwaniu rozwiązania jakiegoś problemu, a wpadamy na nie wtedy, kiedy nie zajmujemy się niczym konkretnym. Jak to możliwe? Dzieje się tak, ponieważ wtedy po prostu odpuszczamy i „wyluzowujemy”. Mózg może swobodnie generować impulsy, odpoczywać i łączyć elementy, nad którymi wcześniej ciężko pracowaliśmy. Połączy je z innymi informacjami. To właśnie w takich momentach powstają najciekawsze pomysły. Mózg ma czas, aby aktywować sieć trybu domyślnego i kreatywnie łączyć różne wątki.CZYTAJ TEŻ: Dzieci algorytmów. „Nie mają przyjaciół, tylko polubienia”Dlatego tak ważne jest, aby pozwolić mu „odetchnąć”, nawet jeśli gonią nas terminy, ktoś oczekuje kreatywnego pomysłu lub projektu, a my nie możemy wpaść na nic sensownego. W takich sytuacjach warto po prostu odpuścić. Może to być 10-15 minut słuchania muzyki, tańca, wykonania jakiejś przyjemnej aktywności albo po prostu kontemplowania przyrody. Taki krótki odpoczynek przynosi więcej efektów niż uparte ślęczenie nad zadaniem i wymuszanie kreatywności. Czy przy tworzeniu neuronawyków wiek działa przeciwko nam, czy raczej znów jest to kwestia tego, żeby wiedzieć, jak się z tym mózgiem obchodzić? Powiem to może wprost. Po okresie neuroplastyczności rozwojowej, czyli tej charakterystycznej dla małego dziecka – wszyscy zmierzamy w stronę neuroplastyczności opartej na doświadczeniu. Jest ona typowa dla dorosłego mózgu. W tym kontekście nie ma znaczenia, w jakim momencie zaczniemy się dokształcać czy odkrywać w sobie coś nowego. Jeśli będziemy systematycznie powtarzać czynności i poświęcać im czas, wiek przestaje mieć znaczenie. Doskonale możemy sobie z tym poradzić niezależnie od tego, czy mamy 50, 60 czy 80 lat. Oczywiście pod jednym warunkiem – że podejdziemy do tego z wytrwałością i konsekwencją.Czyli senior uczący się nowego języka obcego, wyłącznie hobbystycznie, nie jest wcale skazany na porażkę – jak się niektórym wydaje – i nie powinien słuchać ludzi, którzy próbują go zniechęcić? Absolutnie nie! Powinniśmy właśnie wykorzystywać ten czas, ponieważ dzięki temu nie tylko dajemy mózgowi możliwość nauczenia się nowych rzeczy, ale nie pozwalamy mu spocząć na laurach. Dzięki czemu będziemy sprawniejsi intelektualnie. Pobudzane neurony zaczynają się komunikować, nie wygaszają połączeń, a mózg pozostaje aktywny. Oczywiście osobie w bardzo podeszłym wieku nauka przychodzi trudniej niż komuś młodszemu o 30 lat, ale nawet wtedy jest możliwa. Korzyści z tego procesu – wzmocnienie połączeń neuronalnych, aktywność mózgu, a wręcz jego „odmłodzenie”, są po prostu bezcenne. W każdym wieku warto zaczynać i warto się uczyć. Jakiego nawyku pani sama najbardziej pilnuje w swoim życiu? Myślę, że zdrowego stylu życia, czyli dbam o dietę, żeby każdego dnia zdrowo się odżywiać, ale też staram się znaleźć czas na aktywność fizyczną. Jeśli nie mam czasu na bieganie czy ćwiczenia, staram się choć jeden dzień w tygodniu zrezygnować z samochodu i pójść do pracy pieszo. Do tego dochodzi zdrowy sen, odpoczynek, nauka nowych rzeczy i dokształcanie się, a także spotkania towarzyskie. Bardzo dbam o te elementy i pilnuję, aby je realizować. Jedyną rzeczą, która mi nie wychodzi, jest picie odpowiedniej ilości wody. Piję jej za mało i nie udało mi się jeszcze wyrobić zdrowego nawyku. To wyzwanie, które wciąż przede mną. Mam wymówkę, że w kawie też jest woda. Gdyby ludzie, którzy chcą sięgnąć po pani książkę, mieli zapamiętać z niej jedną, najważniejszą rzecz, wynieść coś, co sprawi, że ich życie będzie lepsze, to co by to było? Powtórki. Nie zniechęcajmy się. Mózg wymaga powtórek. Jeśli coś nam nie wychodzi, nie przekreślajmy siebie. Często mamy tendencję do oceniania wszystkiego w kategoriach „ostatecznych”. Ktoś jest pierwszy, ktoś ostatni, coś mi się udało – super, ale jak mi się nie udało, to już nigdy mi się nie uda. To tak nie działa. Najważniejsze jest, żeby dać sobie szansę. Nawet jeśli coś nie wyjdzie pierwszego, drugiego czy trzeciego dnia, może udać się czwartego. Piątego znowu się nie uda, ale szóstego już tak. Powtórki są kluczowe, bo to dzięki nim mózg utrwala nowe połączenia i włącza działania do naszych nawyków.Dzięki temu nawet po wielu porażkach w ciągu roku możemy stać się bardziej aktywni fizycznie niż w roku, w którym nic nie robiliśmy. Poprawi się nasze zdrowie, a to z kolei zachęca do dalszej dbałości o siebie w przyszłości. Dlatego nigdy nie przekreślajmy siebie i pamiętajmy, że systematyczność i powtórki zmieniają naszą codzienność. Zmienia nasz styl życia i nas samych – często, zanim w ogóle to zauważymy. Czyli nawet jeżeli mamy w czymś 65 proc. sukcesu zamiast 100 proc., jak planowaliśmy, to i tak jest lepiej niż zero, który byśmy mieli, gdybyśmy się poddali? Tak, bo jest to ogromny sukces. 65 proc. sukcesu to jest wielki sukces. To jest rok do przodu dla naszego zdrowia!CZYTAJ TEŻ: Co akta Epsteina mówią o świecie nauki? Podcast „Niepytalski pyta”