„Nie dam się szantażować”. Lider węgierskiej opozycji i przewodniczący Partii Szacunku i Wolności (TISZA) Péter Magyar poinformował o możliwej próbie jego zdyskredytowania i zapowiedział, że nie ulegnie żadnym naciskom. Według jego relacji do części redakcji trafił link do nagrania wykonanego z ukrycia, które może zostać wykorzystane przeciwko niemu. Do sprawy Magyar odniósł się w obszernym wpisie opublikowanym na swoim oficjalnym profilu w serwisie X. Jak podkreślił, zbliżająca się druga rocznica jego głośnego wywiadu dla niezależnego kanału Partizán ma – w jego ocenie – symboliczne znaczenie dla obozu rządzącego. „To symboliczna data, bo właśnie wtedy zaczęła słabnąć ich władza” – napisał.Zdaniem Magyara działania jego przeciwników nie mają charakteru politycznej polemiki. „Nie przygotowują się do debaty, lecz do szantażu” – ocenił. Dodał, że od miesięcy doświadcza presji i prób zastraszania.Polityk zasugerował, że sprawa może mieć charakter zorganizowanej akcji. Jak napisał, działania przeciwko niemu przypominają „operację w stylu rosyjskim”, a samo nagranie mogło zostać wykonane przy użyciu sprzętu służb specjalnych. Według jego relacji do części dziennikarzy rozesłano link do materiału z ukrytej kamery. „Do dziennikarzy trafił link do nagrania, na którym – jak twierdzą – widać mnie w sytuacji intymnej z dorosłą partnerką” – napisał. Dodał, że nie wyklucza, iż materiał – jeśli zostanie upubliczniony – może zostać zmanipulowany lub poddany montażowi.Magyar ocenił, że ewentualna publikacja mogłaby mieć wymiar polityczny i służyć odwróceniu uwagi opinii publicznej od działań rządu Viktora Orbána.„Nie mam nic do ukrycia”Polityk podkreślił, że nie widzi w sprawie nic, co mogłoby go kompromitować. „Nie mam nic do ukrycia. Jestem 45-letnim mężczyzną, który prowadzi normalne życie prywatne” – zaznaczył. Magyar zapowiedział, że nie ulegnie żadnym naciskom. „Nie dam się szantażować. Jeśli ktoś ma jakiekolwiek materiały, niech je opublikuje” – oświadczył.Odniósł się także do swojej sytuacji rodzinnej. Jak napisał, ma troje dzieci, a działania podejmowane przeciwko niemu – w jego ocenie – uderzają również w jego bliskich. Zapewnił jednocześnie, że sprawa nie wpłynie na jego działalność publiczną. „Nie zrezygnuję z walki o moją ojczyznę i o Węgrów. Nie wycofam się i nie dam się zastraszyć” – podkreślił.Sprawa pojawia się w napiętym okresie politycznym na Węgrzech. Wybory parlamentarne odbędą się 12 kwietnia, a większość niezależnych sondaży daje Partii Szacunku i Wolności przewagę od kilku do kilkunastu punktów procentowych nad Fideszem premiera Viktora Orbána.Czytaj też: Węgierska opozycja idzie po władzę. Ma plany wobec Polski i Rosji