Kryzys w Wielkiej Brytanii po aferze Epsteina. Przyszłość brytyjskiego premiera Keira Starmera jest zagrożona po kryzysie, który wstrząsnął Wielką Brytanią. Sprawa ma związek z mianowaniem Petera Mandelsona, który utrzymywał kontakty z Jeffreyem Epsteinem, na stanowisko ambasadora w Waszyngtonie. Na niekorzyść Starmera działa również to, że ze stanowiska zrezygnował właśnie jego najbliższy współpracownik. Morgan McSweeney zrezygnował w niedzielę z funkcji szefa sztabu Downing Street, czyli najważniejszego doradcy Starmera. Jak wyjaśnił, wziął „pełną odpowiedzialność” za swoją rekomendację dotyczącą mianowania Petera Mandelsona ambasadorem w USA, mimo jego znanych powiązań ze skazanym finansistą Jeffreyem Epsteinem. Tymczasem uwadze przeciwników, a nawet zwolenników obecnego premiera nie umknął fakt, że na stanowisku pozostaje osoba, która była faktycznie odpowiedzialna za nominację Mandelsona – czyli właśnie Starmer. Przedstawiciele Downing Street przygotowywali się na to, że ministrowie prywatnie poproszą premiera, aby się wycofał lub zagrożą rezygnacją, jeśli tego nie zrobi – pisze Bloomberg, powołując się na anonimowych informatorów. Jeden z ministerialnych doradców powiedział, że jest tylko 50 proc. szans na to, że Starmer przetrwa na stanowisku kolejny tydzień. Według informatorów Starmer przez kilka dni miał rozważać, czy da radę pozostać na stanowisku bez swojego współpracownika.– To jest w jego rękach – przyznał poseł Partii Pracy Andy McDonald w programie BBC Today. – Jeśli nie przyzna się do popełnionego błędu, nie zidentyfikuje problemu i nie powie nam, jak sobie z nim poradzi, to obawiam się, że to (jego funkcja – red.) się kończy. Jeśli nie dziś, to na pewno w nadchodzących tygodniach i miesiącach – wyjaśnił McDonald. Zwolennicy brytyjskiego premiera zaskoczeni dymisją doradcyW partii rządzącej niektórzy spodziewają się, że Starmer spróbuje wzmocnić swoją pozycję, zapraszając z powrotem do gabinetu lewicowych polityków, takich jak Angela Rayner, czy promując np. sekretarza energii Eda Milibanda. Inni wątpią, by Rayner przyjęła taką propozycję, bo jest teraz blisko przejęcia stanowiska Starmera. Czytaj też: Akta Epsteina w rękach Matrioszki. Rosyjska propaganda uderza w MacronaNajdłużej trwający przy Starmerze zwolennicy byli zaskoczeni, że pozwolił on McSweeneyowi odejść. W sobotę bliscy sojusznicy Starmera mówili, że szef sztabu nie zrezygnuje, ponieważ spowodowałoby to nieunikniony upadek premiera. Jeszcze w niedzielę rano minister gabinetu Pat McFadden powiedział Sky News, że nie uważa, by McSweeney powinien ponosić odpowiedzialność za to, co ostatecznie było „nominacją premiera”.– To niedobre dla kraju, żeby zmieniać premiera co 18 miesięcy lub co dwa lata – stwierdził McFadden. – To prowadzi do chaosu i niepewności gospodarczej, politycznej i podważenia reputacji na całym świecie – zaznaczył. Po utracie drugiego szefa sztabu w ciągu zaledwie 19 miesięcy, Starmer szybko podjął działania, by awansować byłe zastępczynie McSweeneya – Jill Cuthbertson i Vidhyę Alakeson, aby wspólnie obsadziły zwolnione stanowisko. Biuro premiera wskazało, że prawdopodobnie w poniedziałek premier poinformuje o kolejnych krokach w sprawie zmian obiecanych przez jego partię w 2024 r. W ostatnich szef rządu miał wyrażać frustrację z powodu tego, jak obecny kryzys odciąga uwagę od programu partii. Starmer ma zresztą kolejny problem, bo w poniedziałek ze stanowiska zrezygnował szef jego zespołu do spraw komunikacji społecznej. „Postanowiłem ustąpić, aby umożliwić utworzenie nowego zespołu przy Downing Street 10. Życzę premierowi i jego zespołowi wielu sukcesów” – napisał w krótkim oświadczeniu Tim Allan, który funkcję pełnił zaledwie od września i był już czwartą osobą na tym stanowisku, odkąd Partia Pracy wygrała wybory w lipcu 2024 r., a Starmer objął władzę.Kontakty z Epsteinem pogrążyły Mandelsona. Polityk może zostać zmuszony do oddania pensjiNajnowsze ujawnione materiały wykazują, że Mandelson miał przekazywać wrażliwe informacje rządowe Epsteinowi, pełniąc funkcję ministra ponad 15 lat temu. Mandelson mierzy się również z presją, by zwrócić pieniądze, które otrzymał w związku ze zwolnieniem ze stanowiska ambasadora.Partie opozycyjne również nie tracą czasu i koncentrują uwagę na Starmerze. – Odpowiedzialność spoczywa na nim – powiedziała zastępczyni lidera Liberalnych Demokratów Daisy Cooper. Liderka głównej opozycyjnej Partii Konserwatywnej Kemi Badenoch podkreśliła, że Starmer powinien „wziąć odpowiedzialność za własne fatalne decyzje”. Nigel Farage, populistyczny lider Reform UK Party, przewidywał, że premier „nie będzie daleko za McSweeneyem”.Czytaj też: Wielka afera szpiegowska. Brytyjscy premierzy na podsłuchu