Jednostronne widowisko. Niespodzianki nie było. Faworyzowani Seattle Seahawks, w dużej mierze dzięki świetnej obronie, pokonali New England Patriots i wygrali Super Bowl. Końcowy wynik (29:13) idealnie oddaje przebieg spotkania i przepaść dzielącą oba zespoły. Ani jednej, ani drugiej drużyny nikt do gry w tegorocznym Super Bowl nie typował. I jedni, i drudzy rośli jednak w trakcie sezonu. Seattle Seahawks, głównie dzięki świetnej obronie i znakomitej postawie niedocenianego rozgrywającego Sama Darnolda już przed fazą play-off byli uznawani za najlepszą drużynę ligi. I potwierdzili to w decydującym meczu.Patriots, którzy na drodze do Super Bowl mieli sporo szczęścia (kontuzji doznał a to najlepszy skrzydłowy rywali, a to podstawowy rozgrywający), na tle elitarnej defensywy Seahawks wyglądali jak dzieci we mgle. Nieprzygotowani, bezradni, bez planu. I choć ich obrona długo „trzymała” zespół w grze, nie pozwalając rywalom na żadne przyłożenie przez trzy kwarty, to w końcu i ona pękła.Czwarta kwarta wynagrodziła kibicom trzy kwadranse nudy. To wtedy pojawiły się pierwsze przyłożenia i straty, to wtedy Seahawks postawili ostateczną pieczęć na swoim sukcesie. Wygrana 29:13 doskonale oddaje skalę ich dominacji w niedzielny wieczór w Santa Clara. Kibice na pewno nie będą wspominać tego meczu latami. Żeby nie powiedzieć: wręcz przeciwnie. Oba zespoły mają jednak spore szanse, by w Super Bowl spotykać się w niedalekiej przyszłości jeszcze wielokrotnie. Młoda defensywa Seahawks już przyniosła owoce. Drake Maye i będący (wciąż) w przebudowie zespół Patriots też najlepsze lata zdaje się mieć przed sobą.Czytaj też: Latynoskie rytmy podczas Super Bowl. Bad Bunny porwał tłumy