Samolot przyszłości będzie gotowy za 5-10 lat. Wizje „niewidzialnego” samolotu tzw. szóstej generacji powoli przestają być melodią odległej przyszłości. Chińczycy dokonują już prób z pierwszymi prototypami, Amerykanie właśnie zbierają oferty pod budowę infrastruktury dla swojego F-47, a Niemcy próbują „wżenić się” w projekt szykowany wspólnie przez Włochy, Japonię i Wielką Brytanię. Wszyscy już dawno temu zdali sobie sprawę, że ten, kto będzie dysponował tym samolotem, osiągnie realną przewagę na polu walki. – Dziesięć lat na stworzenie myśliwca szóstej generacji przez Amerykanów to jest realny termin – powiedział portalowi TVP.Info dr inż. Piotr Zalewski z Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie. Najlepszym dowodem potwierdzającym ważną rolę sił powietrznych w armii są ostatnie operacje wojskowe – wojna w Ukrainie, ale przede wszystkim „Midnight Hammer” – skuteczny nalot Amerykanów na irańskie instalacje nuklearne, czy „Absolute Resolve” – pojmanie przez nich prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro.Mitchell Institute for Aerospace Studies opublikował 9 lutego swą analizę z której wynika, że aby móc zwyciężyć w wojnie z Chinami, Siły Powietrzne USA muszą kupić co najmniej 500 myśliwców i bombowców szóstej generacji – więcej, niż dotychczas planowano.W dokumencie programowym zatytułowanym „Atak strategiczny: utrzymanie zdolności Sił Powietrznych do uniemożliwienia wrogowi obrony” eksperci z Instytutu Mitchella argumentują, że Siły Powietrzne USA potrzebują co najmniej 300 myśliwców F-47 nowej generacji i co najmniej 200 bombowców B-21 Raider, aby przeciwstawić się Chinom. Dowództwo Sił Powietrznych zasygnalizowało już wcześniej, że planuje zakup co najmniej 185 F-47 od Boeinga i co najmniej 100 B-21 produkcji Northrop Grumman.F-47 ma dać przewagę w powietrzu na dekadyNic dziwnego, że program NGAD (Next-Generation Air Dominance) to obecnie jeden z najważniejszych projektów w planach rozwoju militarnego Stanów Zjednoczonych. Efektem działań, na które przeznaczono wstępnie 20 mld dolarów, ma być myśliwiec tzw. szóstej generacji, który zagwarantuje USA przewagę w powietrzu na kolejne 3-4 dekady. Strategiczną decyzję o powierzeniu programu NGAD Boeingowi prezydent Donald Trump podjął w marcu 2025 roku. Kilka dni temu (2 lutego) Departament Obrony USA rozpoczął zbieranie wstępnych ofert od firm chętnych do uczestniczenia w przetargach na budowę infrastruktury pod F-47 w bazie sił powietrznych Nellis w Nevadzie.Jest się o co bić, bo wartość kontraktów, które mają zostać udzielone w ramach kolejnych procedur, może wahać się od 10 milionów do 0,5 miliarda dolarów. Inwestycje – od utwardzania pasa startowego po budowę obiektów administracyjnych i laboratoriów – mają być realizowane w latach 2026-2033. Były Szef Sztabu Sił Powietrznych USA, generał David Allvin, ogłosił 22 września 2025 r., że Boeing rozpoczął proces przygotowań pierwszego seryjnego samolotu F-47.Zobacz także: To więcej niż Air Force One. VIP oferta Boeinga „pod klucz” dla bogaczy– Zespół jest zdeterminowany, aby pierwszy egzemplarz wzbił się w powietrze w 2028 roku – powiedział generał Allvin przemawiając na dorocznej konferencji Air, Space and Cyber Conference 2025, zorganizowanej przez Stowarzyszenie Sił Powietrznych i Kosmicznych USA.Jaki będzie myśliwiec szóstej generacji?Na razie jednak nikt oficjalnie nie widział prototypu F-47. Nie wiadomo nawet czy wyglądem będzie on zbliżony do makiety, jaką zaprezentowano mediom. A co wiadomo o zapowiadanym myśliwcu szóstej generacji?– Ma być jeszcze bardziej niewidzialny, czyli do jego budowy muszą być wykorzystane najnowsze kompozyty, czy powłoki typu RAM z mikroelementami węgla rozpraszająca promieniowanie radarowe. Pracuje się też intensywnie nad silnikiem tzw. variable cycle, który łączy własności silnika turbinowego i strumieniowego. Daje to lepszą efektywność zespołu napędowego w zależności od prędkości lotu oraz skutkuje obniżeniem temperatury gazów wylotowych (mieszanie zimnego powietrza ze spalinami). Nie są to nowe rozwiązania, ale dopiero przy dzisiejszej technologii są one możliwe do zastosowania w samolocie bojowym i mają duże znaczenie w projekcie maszyn szóstej generacji – powiedział portalowi TVP.Info dr inż. Piotr Zalewski z Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie.Poprawa parametrów technicznych, to jednak nie wszystko.– Kolejnym ważnym elementem nowego myśliwca będą udoskonalone sensory pokładowe zintegrowane w jeden system bojowy. Chodzi o radar, kamerę na podczerwień i kamerę telewizyjną. Radarem można sięgać daleko w głąb obszaru przeciwnika, niesie to jednak ze sobą ryzyko namierzenia przez to samego samolotu. Istotną rolę będzie odgrywał też sposób komunikacji myśliwca szóstej generacji z innymi statkami powietrznymi i centrum dowodzenia, pełna wymiana informacji w czasie realnym – dodał dr Zalewski z WAT. Generał Kenneth S. Wilsbach obecny Szef Sztabu Sił Powietrznych USA zamieścił 13 maja 2025 roku na swym koncie w serwisie X grafikę z parametrami najlepszych obecnie amerykańskich myśliwców oraz prognoz (oczekiwań) dla F-47. Wynika z nich, że samolot szóstej generacji wykorzystujący tzw. technologię stealth ma być najbardziej „niewidzialnym” projektem w historii. Oznacza to jeszcze większą redukcję odbicia/emisji sygnałów radarowych, podczerwieni, światła widzialnego, częstotliwości radiowych (RF) i dźwięku niż w przypadku maszyn piątej generacji. Poza tym oczekiwana prędkość ma przekraczać dwa machy (ok. 2500 km/h), a zasięg operacyjny ma wynosić ponad 1600 km (ponad dwukrotnie więcej niż F-35). Amerykański samolot miałby być napędzany tzw. silnikiem sekwencyjnym o zmiennych trybach pracy w zależności od potrzeb. Nad takim rozwiązaniem mają pracować już zarówno Pratt & Whitney, jak i General Electric Aerospace – na razie jednak, jak ujawnił emerytowany generał porucznik Clint Hinote, dużym problemem są koszty.Program NGAD ma być realizowany, według generała Wilsbacha, w latach 2025-2029. Przy czym ten ostatni termin (2029) raczej odnosi się do pierwszego lotu w pełni gotowego prototypu F-47 niż wejścia samolotu do służby operacyjnej. Wynika to z faktu, że od pierwszego lotu F-35 do jego seryjnej produkcji dla armii upłynęła prawie dekada. F-47 ma także posiadać zdolności do ścisłej współpracy z bezzałogowymi samolotami YFQ-42A i YFQ-44A. Oba rodzaje bezzałogowców, kooperując z myśliwcem szóstej generacji, mają wykonywać misje uderzeniowe, zakłócać radary wroga, prowadzić rozpoznanie, a nawet służyć jako wabiki.Według amerykańskich dowódców Sił Powietrznych F-47 musi mieć możliwość komunikacji bez ujawniania swojej pozycji, być w stanie przenosić większe ładunki niż dzisiejsze samoloty piątej generacji oraz zbierać duże ilości szczegółowych danych i łączyć je w sposób umożliwiający klasyfikację pola walki.– Pozwoli nam to osiągnąć pozycję na polu walki i w przestrzeni powietrznej, z której możemy narzucić swoją wolę przy użyciu siły, jeśli zajdzie taka potrzeba, zgodnie z koncepcją przewagi powietrznej – powiedział generał Hinote, były zastępca szefa sztabu Sił Powietrznych ds. strategii, integracji i wymagań, cytowany przez „Defense News”.Zobacz także: Rosja i Chiny odkryły karty. Niewidzialne samoloty Su-57E i J-35A w akcjiNależy zakładać, że wszystkie inne projekty – chiński czy europejskie – będą musiały sprostać zbliżonym do amerykańskich, oczekiwaniom. Daje to pewne wyobrażenie, nad czym pracują naukowcy i eksperci w laboratoriach w USA, Europie czy Azji.Nieoczywisty wybór Białego DomuPo tym, jak Biały Dom zatwierdził podmiot do realizacji projektu F-47, DARPA (Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności) ujawniła, że Boeing i Lockheed Martin zbudowały samoloty demonstracyjne dla NGAD, których pierwsze loty odbyły się w 2019 i 2022 roku.Postawienie w marcu 2025 roku na Boeinga nie było oczywistym wyborem. Amerykański potentat branży lotniczej nie miał ostatnio szczęśliwej passy. W ubiegłym roku borykał się ze strajkami w swoich fabrykach, Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) prowadziła dochodzenia w związku z kilkoma groźnymi incydentami i usterkami Boeingów, a szykowany dla prezydenta USA Air Force One „złapał” kolejne opóźnienia. Donald Trump nie lubi, kiedy ktoś zabiera mu (albo nie daje na czas) jego zabawki, ale tym razem okazał się łaskawy. Dlaczego?Boeing od dawna nie miał spektakularnego militarnego lotniczego zlecenia rządowego za grube miliardy. Wcześniejsze lukratywne kontrakty trafiały albo do Lockheed Martina, który realizował najpierw program Advanced Tactical Fighter (efekt to samolot F-22 Raptor), a potem Joint Strike Fighter (zaowocował myśliwcem F-35 Lightning II), albo do Northrop Grumman, który wygrał przetarg na bombowiec strategiczny B-21 Raider. Dzięki otrzymaniu rządowego zamówienia Boeing „pozostaje w grze” w tym asortymencie uzbrojenia. Gdyby i tym razem przegrał, mogłoby go to skutecznie zniechęcić do uczestniczenia w tego typu programach, bo amerykańscy konkurenci – ze swą wiedzą i doświadczeniem – uciekliby mu bardzo daleko. Zobacz także: Koniec „czyśćca” dla lotniczego giganta. Boeing odzyskał ważny przywilejDla rządu USA nie byłoby to dobre rozwiązanie – zawsze lepiej mieć trzy podmioty, które w warunkach ostrej konkurencji będą walczyć o zlecenia, niż tylko dwa. Dlatego zabiegi o NGAD wielu analityków przedstawiało jako rywalizację o przyszłość Boeinga. Przypominano przy tym, że tradycyjne programy myśliwców Boeinga, takie jak F-15 i F/A-18 Hornet, zbliżają się do końca swojego cyklu życia, a firma stale traci środki na programach takich jak KC-46 (projekt tankowca powietrznego i samolotu transportowego) i nowego Air Force One.Nikt nie wierzy w BoeingaDecyzja Donalda Trumpa związana z NGAD wywołała wiele kontrowersji. Eksperci, w tym byli piloci Sił Powietrznych USA, nie dają szans Boeingowi na zbudowanie myśliwca szóstej generacji. C.W. „Mover” Lemoine, były pilot F-16, pisarz oraz youtuber zwraca uwagę kłopoty lotniczego giganta przy realizacji wcześniejszych projektów (m.in. K-46 oraz samolotu szkoleniowego T-7A Red Hawk).– Boeing miał problemy praktycznie ze wszystkim, z wyjątkiem F-15EX… (myśliwiec wielozadaniowy-red.) – ocenił „Mover” w jednym z podcastów.Inni obawiają się m.in., że Boeing może mieć trudności z terminami dostaw i integracją zaawansowanej technologii. Faktem jest, że amerykański potentat od blisko osiemdziesięciu lat nie zrealizował od podstaw żadnego projektu myśliwca odrzutowego. Obecnie Boeing dostarcza samoloty F-15 Eagle i F/A-18 Super Hornet, jednak żaden z nich nie został zaprojektowany ani opracowany przez tę firmę. Za oboma projektami stoi McDonnell Douglas – koncern przejęty w 1997 roku przez Boeinga (w konstruowaniu F/A-18 uczestniczył też Northrop). Zobacz także: Czarna seria Boeinga. Będą zmiany konstrukcyjne w 737 MAXNie można jednak powiedzieć, że lotniczy gigant nie ma w ogóle doświadczenia w projektowaniu myśliwców w technologii stealth (ograniczonej wykrywalności). W latach 90. firma zaprojektowała demonstracyjny samolot Bird of Prey. Odbył on 38 lotów i miał z pewnością wpływ na nowoczesne projekty stealth. Poza tym, w ramach starań o kontrakt z programu Joint Strike Fighter, Boeing przygotował na początku XXI wieku prototyp X-32 działający w warunkach ograniczonej wykrywalności.Chengdu J-36 i Shenyang J-50 – wielkie chińskie aspiracjeZadowoleni z zaangażowania Boeinga do projektu myśliwca szóstej generacji w USA są Chińczycy. Wang Ya'nan, redaktor naczelny pekińskiego magazynu Aerospace Knowledge, podkreślił w wywiadzie dla chińskiego dziennika „Global Times” brak wielkich dokonań na tym polu amerykańskiego giganta, a powierzenie mu prowadzenia programu szóstej generacji „jest w rzeczywistości bardzo ryzykowne”.Za to w ostatnim czasie w social mediach pojawiło się kilka nagrań z lotów chińskich prototypów myśliwca szóstej generacji. To jednak wcale nie musi oznaczać, że Chińczycy są liderem w wyścigu po samolot przyszłości. W historii są znane dziesiątki (a może nawet setki) wojskowych projektów lotniczych, które były porzucane na różnym etapie rozwoju, bo nie udało się pokonać ograniczeń, z którymi przyszło mierzyć się inżynierom i projektantom. W corocznym raporcie amerykańskiego Departamentu Obrony, który ukazał się kilka dni przed końcem 2025 roku, oceniając potencjał militarny Chin, zaznaczono, że Pekin rozpoczął testy pary samolotów „szóstej generacji” w grudniu 2024 roku, nawiązując do bezogonowych statków powietrznych, określanych jako Chengdu J-36 i Shenyang J-50 (lub Shenyang J-XD). W ocenie stwierdzono, że oba samoloty są w początkowej fazie rozwoju i mogą wejść do służby do 2035 roku.Raport Pentagonu nawiązuje do dwóch lotniczych testów, które w grudniu 2024 roku zaobserwowano w Chinach. 26 grudnia 2024 r. zdjęcia i filmy w mediach społecznościowych sugerowały, że Chengdu Aircraft Corporation (CAC) publicznie oblatała prototyp samolotu w Chengdu w Syczuanie. Samolot został zauważony w locie nad lotniskiem należącym do CAC i charakteryzuje się trójsilnikowym bezogonowym projektem „latającego skrzydła”. Analitycy obronności oznaczyli go jako Chengdu J-36. 20 grudnia 2024 roku odbył się także w Shenyang, w prowincji Liaoning, lot dwusilnikowego bezogonowego statku powietrznego. Produkt Shenyang Aircraft Corporation (SAC) oceniono jako prototyp mniejszy od Chengdu J-36. – Uważam, że w kwestiach silnikowych w grę będzie wchodziło wykorzystanie jednego albo dwóch silników, co jest standardem w lotnictwie bojowym (ewentualnie silnik strumieniowy plus turbinowy zamiast jednego silnika typu variable cycle). Natomiast raczej nie będą to aż trzy silniki w samolocie, ponieważ zwiększyłoby to masę i koszty produkcji samolotu. Do tego dochodzi jeszcze serwis i części zamienne w czasie eksploatacji – powiedział portalowi TVP.Info dr inż. Piotr Zalewski z Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie.„Military Watch” poinformował o kolejnych dwóch lotach J-36 w grudniu 2025 oraz w styczniu 2026, określając ten samolot jako „ciężki myśliwiec” zdolny do przenoszenia dużej ilości uzbrojenia oraz mający dysponować znacznie lepszym zasięgiem od F-47 – ok. 3500-4000 km. Dziennikarze magazynu zwracają też uwagę na intensywność testów, co może świadczyć o wysokim priorytecie projektu, sugerując, że chiński statek powietrzny szóstej generacji osiągnie gotowość bojową w 2030-2031 roku. Prawdą jest, że Chińczycy potrafią sprawnie przeprowadzić prace rozwojowe, bo np. myśliwiec piątej generacji J-20 trafił do służby w zaledwie 6 lat po swoim pierwszym próbnym locie w 2011 roku.Zobacz także: Chińczycy dogonili USA. Dwa „niewykrywalne” myśliwceOficjalnie chiński rząd oraz armia nie udzielają żadnych informacji na temat projektów myśliwców szóstej generacji. Nie potwierdzono też nigdy autentyczności nagrań zamieszczanych w social mediach.Europejskie męki szóstej generacjiOprócz amerykańskiego NGAD i chińskich planów także inne kraje mają ambicje rozwijania projektów myśliwców szóstej generacji. Francja, Niemcy i Hiszpania stworzyły program Future Combat Air System (FCAS), a Wielka Brytania, Włochy i Japonia realizują swoje przedsięwzięcie w ramach Global Combat Air Programme (GCAP). Wszystko jednak wskazuje na to, że idea FCAS właśnie się rozpadła. Piątego lutego – według doniesień włoskich mediów – kanclerz Niemiec Friedrich Merz, podczas spotkania w Villa Pamphili w Rzymie, zwrócił się do premier Włoch Giorgii Meloni z oficjalnym pytaniem o warunki, na jakich jego kraj mógłby włączyć się do projektu GCAP.Od dłuższego czasu pojawiały się sygnały, że w ramach programu FCAS Niemcy nie dogadują się z Francuzami. Według informacji hiszpańskich dziennikarzy z „Defensa Seguridad” Paryż miałby optować za myśliwcem szóstej generacji o bardziej „umiarkowanych” rozmiarach – takim, który mógłby mieć „lotniskową” odmianę, Berlin natomiast widzi projekt bardziej na miarę chińskiego Chengdu J-36. Od momentu powstania (2017 r.) FCAS borykał się także z konfliktami dotyczącymi podziału pracy, podwykonawstwa i procesów decyzyjnych.GCAP z kolei jest uważany za jeden z najważniejszych projektów wojskowych realizowanych obecnie w Europie. Opisuje się go jako „system systemów”, w którym myśliwiec zostanie zintegrowany z dronami, satelitami i tzw. chmurą bojową, tworząc platformę powietrzną o niezwykle zaawansowanej technologii. Według włoskiego Długofalowego Dokumentu Planowania Obronnego wkład Italii w GCAP szacowany jest na około 9 miliardów euro do roku 2035 (wtedy przewidziano finał całego programu). Włochy mają trzecią część udziałów w projekcie (podobnie jak Wielka Brytania i Japonia), co oznacza, że budżet całego przedsięwzięcia sięga blisko 30 miliardów euro. W przypadku przystąpienia Niemiec do GCAP z pewnością koszty przypadające na poszczególne państwa spadłyby, choć nie jest pewne, że nowy kontrahent znalazłby się na równorzędnych zasadach, co członkowie założyciele aliansu. Zobacz także: Rosyjska prowokacja nad Bałtykiem. Poderwano włoskie myśliwce NATOW wyścigu po myśliwiec szóstej generacji niewiele mówi się natomiast o Rosjanach. Trudno jednak poważnie traktować w tej rozgrywce kraj, który do tej pory był w stanie wyprodukować niespełna 30 maszyn piątej generacji. Emerytowany pilot Sił Powietrznych i Kosmicznych Federacji Rosyjskiej, Wołodymyr Popow, zapowiedział w październiku 2025 r. m.in. w Russia Today, że biuro konstrukcyjne Mikojan-Gurewicz (RSK MiG) intensywnie przygotowuje projekt MiG-41 (znany również jako PAK DP). Ma to być ciężki myśliwiec przechwytujący dalekiego zasięgu, zdolny do lotów z prędkościami hipersonicznymi (ok. 4-5 mach) oraz operowania na pułapach bliskich kosmosowi (nawet 50 km nad ziemią). Są to jednak bardziej pobożne życzenia niż realne możliwości włączenia się do rywalizacji o samolot przyszłości. Jeśli nawet ten projekt udałoby się Rosji ukończyć, to prawdopodobnie nastąpi to kilka lat po USA czy Chinach.– Kiedyś tego typu projekty realizowane były w ciągu 10-15 lat. To dotyczyło np. programów budowy F-22 Raptor lub F-35. Obecnie dostępne są środki i technologie. Dlatego 10 lat na stworzenie myśliwca szóstej generacji przez Amerykanów to jest realny termin. Przypomnę tylko, że Ameryka sama postawiła przed sobą zadanie przygotowania takiego samolotu nawet wcześniej, już w 2028-2029 roku – podkreśla w rozmowie z portalem TVP.Info dr inż. Piotr Zalewski z Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie.