Arka traci punkty w końcówce. Legia Warszawa pomimo sprowadzenia Marka Papszuna na stanowisko trenera gra równie źle, jak w rundzie jesiennej. Tym razem zespół ze stolicy pojechał do Gdyni, gdzie cudem zremisował z Arką 2:2. Jeszcze do 90 minuty gospodarze prowadzili 2:0, ale dwa gole Antonio Colaka w doliczonym czasie gry doprowadziły do wyrównania i podziału punktów. Arka objęła prowadzenie w 26. minucie po strzale środkowego obrońcy Michała Marcjanika. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Sebastiana Kerka wychowanek gdyńskiego klubu, przy biernej postawie defensorów gości, popisał się skuteczną główką z trzech metrów. Był to jedyny strzał Żółto-Niebieskich w pierwszej połowie. Po raz kolejny okazało się, że stałe fragmenty w wykonaniu rywali to pięta Achillesa legionistów.Do przerwy Warszawianie praktycznie nie zagrozili bramce gospodarzy. W 19. minucie po podaniu Damiana Szymańskiego Wahan Biczachczjan uderzył nad poprzeczką, a w 40. po strzale z dystansu Bartosza Kapustki udaną interwencją popisał się Damian Węglarz.Przerwa nie pomogła LegiiTuż po wznowieniu gry, po błędzie Kapustki, dogodnej okazji nie wykorzystał Rusyn. W 51. minucie nie popisał się z kolei Biczachczjan, który nie wykorzystał sytuacji sam na sam z golkiperem przeciwnika – Węglarz obronił jego strzał nogą.W 58. minucie było już 2:0 dla Arki. Kerk przejął fatalne podanie Ermala Krasniqiego w poprzek boiska, zagrał do Rusyna, który wbiegł w pola karne i po raz drugi pokonał Kacpra Tobiasza. Na tym nie koniec nieszczęść przyjezdnych, bowiem z powodu kontuzji za chwilę murawę musiał opuścić Paweł Wszołek.Gdynianie, chociaż nic na to nie wskazywało, dali sobie odebrać zwycięstwo. Do siatki gospodarzy w 90. oraz czwartej minucie doliczonego czasu trafił Colak. Były to bliźniacze gole strzelone głową po centrach Krasniqiego z rzutów rożnych. Czytaj też: Polska jednak zorganizuje igrzyska? Prezydent podał trzy możliwe daty