Gorsze samopoczucie, słabsza odporność. Cztery miesiące głodu i strachu – tak lata temu wyglądał przednówek na wsi. Nie był to po prostu moment przejściowy między zimą a wiosną, lecz prawdziwa próba przetrwania – czas, gdy wiejskie spiżarnie świeciły pustkami, ziemia nie dawała jeszcze plonów, a ludzie z desperacją sięgali po wszystko, co dało się zjeść. Obecnie, w dobie nadmiaru i marnowania żywności, trudno wyobrazić sobie, że nasi przodkowie nieraz musieli walczyć o przeżycie. Jednak także współcześnie o tej porze roku wiele osób ma powody do niepokoju. Skarżą się na gorsze samopoczucie i słabszą odporność. Wynika to między innymi z niedoboru witamin, mniejszej aktywności fizycznej, zmian temperatury czy niedoboru światła słonecznego.Chleb z perzu, zupa z pokrzywPrzednówek na wsi funkcjonował aż do XX wieku i stanowił synonim nędzy i głodu. To okres między końcem zapasów żywności z poprzedniego roku a zazielenieniem się łąk i pierwszymi plonami w nowym roku. O tym, że był to wyjątkowo ciężki czas, świadczą chociażby zapomniane już dziś przysłowia, jak na przykład: na Świętego Marka nie ma co włożyć do garnka.Jak sobie w tym trudnym czasie radzono? – Robiono chleb z mąki z perzu, bywało, że używano mąki z żołędzi. Bardzo często sięgano po takie chwasty jak lebioda, czyli komosa biała. Z młodej pokrzywy gotowano zupę. Kiedy już pojawiał się szczaw, to oddychano z ulgą – to była roślina, która zapowiadała koniec głodu – opowiada Julia Szot z Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu.Zobacz też: Nowe wytyczne w USA. Więcej czerwonego mięsa i tłuszczów nasyconych