Polacy w kryzysie bezdomności w stolicy Niemiec. W Berlinie jedna trzecia osób, do których docierają streetworkerzy, to Polacy. Wielu z nich trafiło na ulicę po utracie pracy lub dokumentów. Zima jest dla nich śmiertelnie niebezpieczna – zwrócił uwagę serwis Deutsche Welle. Streetworkerki Agnieszka Nowakowska i Alicja Schock opisały swoje doświadczenia z osobami w kryzysie bezdomności. Wiele spośród tych osób pracowało w Niemczech nielegalnie, więc nie mają prawa do świadczeń socjalnych, co stanowi jeden z powodów bezdomności. Część spośród tych osób woli żyć na ulicy, niż mieć kontakt z rodziną w Polsce. Czasem jest im po prostu wstyd, gdyż nie chcą przyznać się przed bliskimi, że zostały oszukane lub im się zwyczajnie nie powiodło.Spirala bezdomności „Historia berlińskiej ulicy dla wielu Polaków rozpoczęła się podobnie: przyjechali do obiecanej pracy, ale zostali oszukani i pracy jednak nie było. Albo: pracowali nielegalnie, ale nie dostali wynagrodzenia. W takich sytuacjach oszukanych ludzi zalewa wstyd: co mają powiedzieć rodzinie?” – opisuje DW. ZOBACZ TAKŻE: Niemcy: Wzrasta liczba młodych bezdomnych kobiet„Spirala bezdomności rozkręca się szybko. Bariera językowa i absolutna samotność w obcym kraju sprawiają, że człowiek staje się bezradny i bezbronny” – czytamy. Zdaniem streetworkerek życie na niemieckiej ulicy jest „łatwiejsze: niż w Polsce ze względu na lepiej rozwinięty system pomocowy, sieć jadłodajni i noclegowni, a także fakt, że nie trzeba być trzeźwym, by z nich skorzystać, a i sami mieszkańcy mają więcej tolerancji wobec bezdomności. To miejsce jest dla nich domem – choć domem, który nie chroni przed zagrożeniami.Streetworkerzy często dostają pytania od mieszkańców, jak można pomóc osobom bezdomnym. Odpowiadają: zagadać. – Spojrzeć jak na człowieka, który jest tak samo ważny, jak każdy inny człowiek i zapytać, czy można pomóc – tłumaczy Alicja.– W Berlinie jeździ specjalny bus, można zadzwonić do pracowników i oni mogą odwieźć człowieka do noclegowni. Taki gest może uratować życie, bo na dyżurach zdarzało się, że pracownicy GANGWAY znajdowali na ulicy zamarznięte osoby bezdomne.ZOBACZ RÓWNIEŻ: Przez brak jednego dokumentu rodzinie z dziećmi grozi bezdomnośćInne poczucie czasu i brak snuStyczniowy mróz jest zagrożeniem, ale codzienność bezdomnych bywa równie bezlitosna. – Osoby w kryzysie bezdomności mają inne poczucie czasu. Dni upływają im w innym rytmie. Często nie mają telefonów ani zegarków, więc nie wiedzą, która jest godzina. Dlatego, jeśli nie dotrzymują terminów współpracy z nami, pamiętamy, że to nie jest ich zła wola – mówi Agnieszka.Dochodzi do tego chroniczny brak snu. Dla osób żyjących na ulicy noc nie jest czasem regeneracji, lecz wzmożonej czujności. Wtedy jeszcze bardziej muszą uważać na swoje rzeczy i ogólne bezpieczeństwo. Na ataki agresji szczególnie narażone są kobiety i osoby queerowe. – Opowiadają, że na ulicy bardzo często nie mogą spać. Czy w ogóle da się tak spać? – zastanawia się Alicja.„Musimy powiedzieć: tutaj nasza praca się kończy”Grille, kino i wyjście na kręgle dają osobom w kryzysie poczucie wspólnoty i równości. – Wtedy zapominają, w jakim są położeniu – mówi Alicja, która organizuje takie wydarzenia. To momenty radości i zabawy. Chwile, gdy mogą poczuć się jak „część społeczeństwa”.Pracownicy socjalni, żeby nie dźwigać na własnych barkach problemu, z którym obcują na co dzień, korzystają z superwizji. Zdają sobie sprawę, że po wyjściu z pracy powinni się „odciąć” od tragedii, z którymi się stykają, ale to nie zawsze się udaje. – Zdarza się, że mimo naszego ogromnego zaangażowania i wypróbowania różnych dróg pomocy są momenty, kiedy musimy powiedzieć: „Tu nasza praca się kończy. Nawet gdybyśmy stawali na głowie, nie uda nam się rozwiązać problemu”. Wtedy nie jest łatwo pójść do domu i powiedzieć sobie: „Okej, no trudno”.Walka o godnośćDziałania streetworkerów wpisują się w większą walkę o godność osób bezdomnych. Angażują się też w „ogólną” pracę na rzecz osób w kryzysie bezdomności. W zeszłym roku, w odpowiedzi na akcję „uprzątania osób bezdomnych” z berlińskiej stacji metra numer 8 i wyrzucania ich na mróz przez Berlińskie Zakłady Komunikacyjne (BVG), zorganizowali kampanię w ich obronie pod tytułem: „Menschen sind kein Müll” („Ludzie to nie śmieci").Oprócz tego stawiają tablice upamiętniające w miejscach, gdzie osoby bezdomne umarły. – Na ulicy często mamy do czynienia ze śmiercią. Ta akcja to sposób na głośne powiedzenie o tych osobach. Dzięki temu są chociaż odrobinę mniej anonimowe – tłumaczy Alicja.CZYTAJ TAKŻE: Ukrywają swoją płeć, by przetrwać. Bezdomność kobiet w Polsce