Felieton dziennikarza TVP Info. Ktoś, kto chciał grać pierwsze skrzypce, ciągle nie schodzi ze sceny. Nazwisko Donalda Trumpa jest zapewne najczęściej wymienianym nazwiskiem w mediach od co najmniej kilku miesięcy. Często pojawia się też w aktach Epsteina, a zatem pojawia się też w Subiektywnym Tygodniu Zawioły. Tym razem też więcej tematów pozapolitycznych. Cały świat żyje aktami sprawy Epsteina. To jest dramat tego świata, że tak hańbiący ludzkość proceder musi być tematem numer jeden w mediach. A musi być, bo jest globalny i dotyczy najważniejszych osób w świecie. I nie jest to kontrowersyjny film Larsa von Triera. To prawdziwa historia, w której są ofiary i pojawiają się nazwiska ludzi, którzy pełnią znaczącą rolę w tym świecie, często decydują o jego losach. Ale przy tym ludzi, którzy przy każdej okazji wybielają siebie, jednocześnie oskarżając innych. Czekamy na wyjaśnienie sprawy do końca, ale wiem, że nigdy tego momentu się nie doczekamy. * Być może właśnie z powodu sprawy Epsteina i pojawiającego się w niej nazwiska Donalda Trumpa napięcia nie wytrzymał ambasador USA w Polsce Thomas Rose. Wygląda na to, że Trump nie tylko otacza się ludźmi, którzy uwierzyli w swoją wielkość i nieomylność, ale również czyni ich ambasadorami. To jest nawet dość spójne. Przypomnę: Włodzimierz Czarzasty nie chce poprzeć kandydatury Trumpa do pokojowej Nagrody Nobla, w odpowiedzi Rose zrywa stosunki dyplomatyczne z marszałkiem Sejmu i apeluje o jego dymisję. Zapędził się nieco Mr. Rose. Zapomniał, w jakim kraju jest ambasadorem i kto w tym kraju jest u władzy. Dostrzegają to nawet przedstawiciele partii republikańskiej w USA, tej samej, z ramienia której Donald Trump wystartował w wyborach prezydenckich. Według samego Trumpa, jak i jego najzagorzalszych, bezkrytycznych zwolenników, Pokojową Nagrodę Nobla powinien otrzymać człowiek, który straszy Iran, grozi Grenlandii i Kubie, porywa przywódcę innego kraju, obraża wojska sojusznicze, gloryfikując swoje, a na polu wewnętrznym godzi się na brutalną działalność funkcjonariuszy, którzy zabijają obywateli jego kraju. Do tego jego nazwisko pojawia się w aktach Epsteina, a w odpowiedzi na pytanie na ten temat, obraża dziennikarkę, nazywając ją najgorszą reporterką stacji. CZYTAJ TEŻ: Sikorski zajmie się ambasadorem USA. Zapowiedział, co należy wyjaśnićCzarzasty postąpił tak, jak powinien – sprzeciwił się nagrodzeniu za czynienie pokoju człowieka, który ten pokój burzy. Nawet jeśli to na razie jedynie spokój ducha. Tymczasem, jak można było się spodziewać, marszałka spotkała prawicowa krytyka, połączona z żądaniem wyjaśnienia jego „wschodnich kontaktów”. Przy okazji wytknięto mu członkostwo w PZPR w latach osiemdziesiątych. I robią to ci, którym nie przeszkadza obecność w strukturach partyjnych prokuratora stanu wojennego i innych szemranych postaci. Tydzień temu napisałem w tym miejscu, że są granice politycznego lizusostwa wobec Trumpa. Część środowiska politycznego nadal tych granic nie widzi. * Zbigniew Ziobro do swojego bogatego CV będzie mógł dołączyć list gończy. Zapewne będzie mógł się też pochwalić Europejskim Nakazem Aresztowania, w skrócie ENA. Wątpliwe to powody do chwały, ale były minister sprawiedliwości pracował na to wiele lat. Możemy się spodziewać kolejnych długich oświadczeń o prawnym zamordyzmie w Polsce i reżimie Tuska oraz Żurka. To dobrze brzmi w prawicowych mediach i uruchamia złe emocje w betonowym elektoracie. A to w tej chwili priorytet Ziobry. Tylko że…skoro w Polsce panuje bezprawie, powinna to dostrzec cała Unia Europejska. No dobra…połowa…no, żeby chociaż pięć państw członkowskich. Też nie? Tylko Węgry? To znaczy, że cała Unia Europejska się myli, tylko Orbán ma rację. To tak jak ze słynnym głosowaniem przegranym przez PiS 1:27. Dwudziestu siedmiu członków się myliło, tylko PiS miało rację. * Kendrick Lamar, Bad Bunny, Lady Gaga, Billie Eilish… Lista nagrodzonych przez Narodową Akademię Sztuki i Techniki Rejestracji (słynne nagrody Grammy) pokazuje, że dzisiejsze pokolenie jest w zupełnie innym miejscu muzycznym niż ja/my, pokolenie pięćdziesięciolatków. I nie ma co biadolić, że „kiedyś to było”, świat muzyki zmienia się z każdym rokiem coraz bardziej i coraz szybciej. A takie wydarzenia jak rozdanie nagród Grammy są w coraz większym stopniu zdominowane przez rap czy hip-hop i coraz nowocześniejsze brzmienia. Coraz częściej też nagradza się nie za jakość, a za klikalność. W tym roku po raz pierwszy w historii nagrody laureatem został wykonawca z nurtu KPop. CZYTAJ TEŻ: Zdobył Grammy, zdominował Spotify, uderzył w ICE. Niedługo zagra w PolsceCzasy, w których laur za album roku otrzymywał zespół U2 (za płytę „The Joshua Tree”), dawno minęły. Choć nagrodzenie w tym roku zespołu The Cure było niemałym zaskoczeniem. * Jednym z laureatów nagród Grammy był niegdyś także David Bowie. W grudniu ubiegłego roku premierę miał film dokumentalny o ostatnim okresie przed śmiercią artysty: „The Final Act”. Film pełen zdjęć archiwalnych, fragmentów utworów i koncertów z przeszłości. Były też fragmenty wywiadów, które rzucały światło na ówczesny stan umysłu Davida, który, mimo że był pełnym wiary w siebie muzykiem, miał chwile słabości i zwątpienia. To także dowody na to, jak wnikliwie potrafił analizować rzeczywistość. W jednej z rozmów, na pytanie dziennikarza powątpiewającego w siłę internetu, odpowiedział: „Internet to obca forma życia”, dając do zrozumienia, że nowy wynalazek ludzkości może być już niedługo podstawą naszego działania. Film robi ogromne wrażenie w samej końcówce, kiedy mowa jest o odejściu Davida Bowiego tuż po ukazaniu się płyty „Blackstar” i przede wszystkim teledysku „Lazarus”, w którym śpiewa „Spójrz, jestem w niebie. Mam blizny, których nie widać”. Podczas nagrywania albumu i kręcenia teledysku wiedział, że odchodzi. Zmarł z powodu raka wątroby. * Deborah Compagnoni i Alberto Tomba zapalili znicz olimpijski, rozpoczynając tym samym Zimowe Igrzyska. To nazwiska, które działają na moją sentymentalną wyobraźnię tak samo jak Mark Girardelli czy Pirmin Zurbriggen, a wśród kobiet Anita Wachter czy Vreni Schneider. I oczywiście siostry Dorota i Małgorzata Tlałka. Zimowe Igrzyska Olimpijskie są inne niż ich letnia odmiana. Nie tylko z powodu dyscyplin i warunków pogodowych. Zimowe są przede wszystkim bardziej kameralne, przytulniejsze. Można mieć wrażenie, że zawody rozgrywane są tuż za rogiem. Zaczęło się od ceremonii, o której – jak przy każdej uroczystości otwarcia – komentatorzy mówią, że była wyjątkowa i przejdzie do historii – to samo zapewne usłyszymy podczas uroczystości zamknięcia. I dobrze, bo fantastycznie jest, kiedy zostają nam w głowie pozytywne i radosne obrazy, zwłaszcza w dzisiejszym świecie. A dzisiejszy świat jest taki, że nie zanikły na czas igrzysk konflikty zbrojne, co zdarzało się w przeszłości. Tym razem mamy jednak do czynienia z agresorem, dla którego nie istnieją żadne świętości. Czy ktoś pamięta, jaka jest maskotka tegorocznych igrzysk? Otóż dwa gronostaje, Milo i Tina. Ich imiona nawiązują do nazw miast gospodarzy: Mediolanu i Cortiny D’Ampezzo. I tutaj również pojawia się wspomnienie sprzed lat, kiedy przed oczami staje Vućko, wilk towarzyszący wszystkim podczas igrzysk w 1984 roku w Sarajewie, mieście o tragicznej historii. W 1914 roku doszło tu do zamachu na arcyksięcia Ferdynanda, co było bezpośrednią przyczyną wybuchu I wojny światowej. Sarajewo było też jednym z najdramatyczniejszych świadków wojny w byłej Jugosławii. W 1992 roku miasto było oblegane i ostrzeliwane przez Bośniackich Serbów. Zginęło wtedy ponad 10 tysięcy osób. To o Sarajewie śpiewał Luciano Pavarotii z zespołem U2 w utworze „Miss Sarajewo”, a zespół The Cranberries nagrał piosenkę „Bosnia”. To dramatyczne wspomnienia i skojarzenia, ale są też te sportowe. To w Sarajewie Jayne Torvill i Christopher Dean zatańczyli na lodzie do słynnego „Bolera” Ravela i był to najpiękniejszy taniec, jaki widziałem w łyżwiarstwie figurowym. Na inauguracji igrzysk pojawił się wiceprezydent USA J.D. Vance. Został wygwizdany i wybuczany, co Donald Trump skomentował słowami: „To zaskakujące, bo ludzie go lubią”. Tu J.D. Vance może pozazdrościć Karolowi Nawrockiemu. On na stadionach (piłkarskich) witany jest entuzjastycznie. Ciąg dalszy nastąpi za tydzień. CZYTAJ TEŻ: Stoch znów zaskoczy świat? Wielkie oczekiwania kibiców