Podsumowanie tygodnia. Czy Włodzimierz Czarzasty, nie popierając wniosku o pokojową Nagrodę Nobla dla Trumpa, musiał posunąć się do tak daleko idącej krytyki prezydenta Stanów Zjednoczonych? Być może wystarczyło zachować większą dyplomatyczną powściągliwość, użyć innej argumentacji albo po prostu sprawę odłożyć, podobnie jak uczyniono to w przypadku Rady Pokoju Donalda Trumpa – pisze w najnowszym felietonie w portalu TVP.Info Karolina Opolska. Ambasador USA w Polsce Tom Rose ogłosił zerwanie kontaktów z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym. Na platformie X napisał: „Ze skutkiem natychmiastowym nie będziemy mieć dalszych kontaktów ani komunikacji z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym, którego oburzające i nieprowokowane obelgi były skierowane przeciwko prezydentowi Trumpowi”.Sprawa zaczęła się od pisma, które przewodniczący Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych oraz przewodniczący izraelskiego Knesetu wysłali do szefów parlamentów w różnych krajach, prosząc o poparcie wniosku o pokojową Nagrodę Nobla dla Donalda Trumpa. Taki list otrzymał również Włodzimierz Czarzasty. Jak się dowiadujemy, dołączono do niego swoisty gotowiec, który niemal wystarczyło podpisać i odesłać do Komitetu Noblowskiego w Norwegii.Marszałek Czarzasty wniosku nie poparł. Argumentował, że prezydent Trump na pokojowego Nobla nie zasługuje, gdyż destabilizuje sytuację w takich organizacjach jak Unia Europejska, NATO, ONZ czy WHO, reprezentując politykę siły i prowadząc politykę transakcyjną przy użyciu presji. „To łamanie zasad, wartości, a często także prawa międzynarodowego” – tłumaczył Czarzasty. Dodał również, że Polska nie będzie „wysuniętą kasztelanią Trumpa ani niezatapialnym lotniskowcem USA”. I to właśnie w odpowiedzi na te słowa ambasador Rose zdecydował się na demonstracyjne zerwanie kontaktów.To jednak nie koniec tej historii. Włodzimierz Czarzasty nie zamierza zmieniać zdania i podtrzymuje swoje stanowisko. Tymczasem premier Donald Tusk, również na platformie X, zwrócił się do ambasadora Rose’a, pisząc, że sojusznicy powinni się szanować, a nie dawać sobie publiczne wykłady „przynajmniej tak w Polsce rozumiemy partnerstwo”, stwierdził szef polskiego rządu.Na to Tom Rose odpowiedział: „Zakładam, że twoja przemyślana i dobrze sformułowana wiadomość została wysłana do mnie przez pomyłkę, bo na pewno zamierzałeś skierować ją do marszałka Czarzastego”. Już sama ta wymiana zdań zdaje się nie licować z powagą urzędu ambasadora. Ale i to nie był koniec. Thomas Rose postanowił bowiem odpowiedzieć jednemu z internautów, który zasugerował mu powrót do domu. „Czy powinniśmy zabrać ze sobą wszystkich żołnierzy i cały sprzęt?” – zapytał ambasador. Następnego dnia ten komentarz zniknął z platformy X.Oczywiście można postawić pytanie, czy Włodzimierz Czarzasty, nie popierając wniosku o pokojową Nagrodę Nobla dla Trumpa, musiał posunąć się do tak daleko idącej krytyki prezydenta Stanów Zjednoczonych? Być może wystarczyło zachować większą dyplomatyczną powściągliwość, użyć innej argumentacji albo po prostu sprawę odłożyć, podobnie jak uczyniono to w przypadku Rady Pokoju Donalda Trumpa.Nie ulega jednak wątpliwości, że Czarzasty, nie szczędząc ostrych słów, grał również na rynek wewnętrzny. Polacy coraz krytyczniej oceniają działalność prezydenta Trumpa. Cieniem kładzie się także sprawa Epsteina, a wyborcy lewicy w zdecydowanej większości podzielają ocenę marszałka Sejmu. Niezależnie jednak od tego, czy Włodzimierz Czarzasty mógł zachować się bardziej dyplomatycznie, zachowanie ambasadora Stanów Zjednoczonych jest bezprecedensowe. Polska została potraktowana niemal jak państwo zależne, a ambasador Rose wystąpił w roli namiestnika wysłanego z Waszyngtonu. Zresztą krytyczne głosy płyną także ze strony amerykańskich polityków, zarówno demokratów, jak i republikanów, którym styl i forma działań Rose’a wyraźnie się nie podobają.Analitycy badawczy z Res Futura przyjrzeli się emocjom w sieci wokół sprawy zerwania kontaktów przez ambasadora Rose’a z marszałkiem Włodzimierzem Czarzastym. Większość użytkowników internetu opowiada się po stronie Włodzimierza Czarzastego.Czytaj też: „Małostkowa kampania Trumpa”. W USA komentują wojenkę Rose’a z Czarzastym***To zresztą niejedyna sprawa, w której w ostatnich dniach ważną rolę odgrywa marszałek Włodzimierz Czarzasty. Prezydent Karol Nawrocki zwołał bowiem na przyszły tydzień posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego i, jak się okazuje, chce poruszyć podczas niego kwestie dotyczące wschodnich kontaktów oraz powiązań marszałka Sejmu.Chodzi konkretnie o znajomość Włodzimierza Czarzastego ze Swietłaną Czestnych, Rosjanką, która zasiada we władzach pewnej spółki wraz z żoną marszałka. Czestnych jest również posiadaczką udziałów w tej spółce, kontrolowanej przez wydawnictwo, którego największym udziałowcem jest małżonka marszałka Sejmu. Te rewelacje zostały opublikowane na łamach „Gazety Polskiej” i od tego momentu temat nie schodzi z codziennego politycznego spinu polityków związanych z Prawem i Sprawiedliwością.Nie jest to jednak informacja zupełnie nowa. O sprawie pisał w swojej książce już kilka lat temu Tomasz Piątek. To jednak w żaden sposób nie przeszkadza dzisiejszej opozycji w intensywnym podbijaniu tej historii. Co ciekawe, gdy kilka miesięcy temu Prawo i Sprawiedliwość sprzeciwiało się powołaniu Włodzimierza Czarzastego na funkcję marszałka Sejmu, przywoływano wiele argumentów z jego przeszłości, które miały stawiać lidera Nowej Lewicy w negatywnym świetle, ale akurat ta sprawa nie była wówczas poruszana.Włodzimierz Czarzasty okazał się jednak wytrawnym graczem politycznym. Gdy pojawiła się informacja, że jednym z punktów posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego mają być jego wschodnie kontakty, sam zaproponował rozszerzenie porządku obrad o pytania dotyczące przeszłości prezydenta Karola Nawrockiego. Chodzi m.in. o jego rzekome powiązania z trójmiejskim półświatkiem oraz historię hotelu Grand w Sopocie.Czytaj więcej: Starcie Czarzastego z Nawrockim. „Panie prezydencie, ja jestem czysty, a pan?”Całość układa się w dość smutny obraz. Rada Bezpieczeństwa Narodowego była dotąd jednym z ostatnich miejsc, może już nie całkowicie apolitycznych, ale jednak wyjętych z najbardziej gorącego, bieżącego sporu partyjnego. Wygląda jednak na to, że ten etap właśnie dobiega końca.***W czwartek wieczorem Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa zdecydował o tymczasowym areszcie wobec Zbigniewa Ziobry. Wniosek w tej sprawie złożyła Prokuratura Krajowa, a dotyczy on śledztwa w sprawie Funduszu Sprawiedliwości. Byłemu ministrowi sprawiedliwości ma zostać postawionych łącznie 26 zarzutów, w tym najpoważniejszy, kierowania zorganizowaną grupą przestępczą.Zbigniew Ziobro od tygodni przebywa na Węgrzech. Wcześniej jednak, jak pamiętamy, wielokrotnie podkreślał, że niewinni nie mają się czego obawiać, a on sam nie zamierza nigdzie uciekać. Tymczasem dziś, pod politycznym parasolem Viktora Orbana, przekonuje, że działał zgodnie z prawem, a wszystkie stawiane mu zarzuty są bezpodstawne.Nie da się jednak nie zauważyć, że poczucie bezpieczeństwa Zbigniewa Ziobry, podobnie jak byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego, jest ściśle związane z aktualnym układem politycznym na Węgrzech. Dopóki rządzi tam Orban, obaj mogą spać względnie spokojnie. Sytuacja ta może się jednak zmienić już w kwietniu, kiedy na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne. Sondaże wskazują, że dla obecnego premiera mogą one zakończyć się porażką.Po decyzji sądu możliwe są kolejne kroki prawne. W sprawie Zbigniewa Ziobry został wystawiony list gończy, a prokuratura może również złożyć do sądu okręgowego wniosek o wydanie europejskiego nakazu aresztowania. Patrząc jednak na sprawę Marcina Romanowskiego, można przypuszczać, że w najbliższych miesiącach Zbigniew Ziobro nadal będzie przebywał na Węgrzech, poza zasięgiem polskiego wymiaru sprawiedliwości.***Zakończyła się wielotygodniowa saga dotycząca wyborów wewnętrznych w Polsce 2050. Nową przewodniczącą partii została Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, która w ostatecznym starciu pokonała Paulinę Henning-Kloskę różnicą zaledwie 41 głosów. Ten wynik pokazuje, że ugrupowanie podzieliło się niemal dokładnie na pół.Oczywiście obie kandydatki publicznie gratulują sobie rywalizacji i zapewniają o gotowości do współpracy. Nowa przewodnicząca podkreśla również, że Polska 2050 pozostanie lojalnym członkiem koalicji 15 października. Jednak większość obserwatorów polskiej sceny politycznej nie ma większych wątpliwości, że jesteśmy świadkami faktycznego końca projektu pod nazwą Polska 2050. Partia została rozszarpana przez wewnętrzne konflikty, ujawniane publicznie korespondencje z zamkniętych grup i frakcyjne rozgrywki. W takiej atmosferze trudno dziś wyobrazić sobie scenariusz, w którym Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, choć jest dyplomatką o dużym doświadczeniu, zdoła poskładać ugrupowanie na nowo i doprowadzić do sytuacji, w której Polska 2050 samodzielnie przekroczy próg wyborczy w 2027 roku.Czytaj też: Wesoło nad trumną. Inna polityka okazała się niemożliwa***Światem wstrząsa kolejna odsłona afery Jeffreya Epsteina. Amerykański Departament Sprawiedliwości opublikował ponad trzy miliony stron dokumentów, a także zdjęcia i nagrania wideo związane ze skandalem pedofilskim. W ujawnionych materiałach pojawiają się nazwiska najbogatszych i najbardziej wpływowych osób w Stanach Zjednoczonych i na świecie. Są również wątki polskie.We wtorek premier Donald Tusk poinformował o powołaniu zespołu analitycznego, który ma zbadać możliwe polskie związki z aferą Epsteina oraz potencjalne konsekwencje tej sprawy dla bezpieczeństwa państwa. W udostępnionych dotąd aktach (a warto podkreślić, że to wciąż nie całość dokumentacji) ponad tysiąc razy pojawiają się odniesienia do Władimira Putina i Rosji. O możliwych powiązaniach Epsteina z rosyjskimi służbami specjalnymi – a także według części źródeł: izraelskimi – mówi się dziś głośno.Obraz, który wyłania się z ujawnionych dokumentów, jest wstrząsający. Pokazuje niewyobrażalną skalę przemocy, systemowego wykorzystywania seksualnego nieletnich i dzieci, a także całkowite zepsucie, degenerację i bezkarność części amerykańskich i światowych elit. Sam Donald Trump, którego nazwisko w aktach pojawia się, jak błyskotliwie zauważył jeden z internautów, częściej niż nazwisko Harry’ego Pottera w sadze o Harrym Potterze, reaguje na wszelkie pytania dotyczące tej afery wyraźną nerwowością. Nie przeszkadza to jednak jego zwolennikom, także tym zasiadającym w polskim parlamencie, w znajdowaniu kolejnych usprawiedliwień dla obecności Trumpa w dokumentach, na zdjęciach i nagraniach.