To nie tylko problem rodziców. Państwa coraz częściej dochodzą do wniosku, że ochrona dzieci w internecie nie może opierać się wyłącznie na rodzicach i dobrej woli platform technologicznych. Od Australii po Europę zmieniają się zasady gry, które mogą trwale wpłynąć na sposób, w jaki najmłodsi funkcjonują w cyfrowym świecie. Przez lata dominowało przekonanie, że to rodzice są pierwszą i właściwie jedyną linią obrony przed zagrożeniami cyfrowego świata. To oni mieli nadzorować czas ekranowy, filtrować treści i rozumieć mechanizmy platform internetowych, z których korzystają ich dzieci. Państwo ograniczało się do kampanii ostrzegawczych i apeli o „rozsądek”.Problem w tym, że ta wizja od dawna nie przystaje do rzeczywistości. Globalne platformy technologiczne operują algorytmami i mechanizmami, z którymi pojedyncze rodziny nie są w stanie skutecznie konkurować. Coraz więcej rządów przyznaje, że przerzucanie całej odpowiedzialności na rodziców było wygodne, ale nieskuteczne. Stąd zwrot w stronę regulacji, które mają realnie ograniczyć wpływ mediów społecznościowych na najmłodszych.Dorośli nie widzą tego samego internetu co dzieciJednym z kluczowych problemów jest cyfrowa przepaść pokoleniowa. Dorośli i młodzi ludzie funkcjonują dziś w zupełnie innych cyfrowych rzeczywistościach. Nawet aktywni cyfrowo rodzice korzystają z innych platform, widzą inne treści i funkcjonują w innych bańkach informacyjnych niż ich dzieci.Algorytmy precyzyjnie dopasowują przekaz do wieku i podatności użytkownika. W efekcie wielu dorosłych nie zdaje sobie sprawy, jak łatwo młodzi ludzie trafiają na treści promujące przemoc, hejt, zaburzenia odżywiania czy seksualizację. Granica między rozrywką a uzależnieniem bywa niemal niewidoczna, a projektowanie platform często sprzyja maksymalizacji czasu spędzanego przed ekranem.Czytaj także: Tragedia w kopalni „szczurzych nor”. Nie żyje osiemnastu górnikówOstrzeganie nie wystarczaInstytucje publiczne od lat alarmują o konsekwencjach nadmiernego korzystania z internetu: pogorszeniu snu, problemach z koncentracją, izolacji społecznej czy kryzysach psychicznych. Jednak przekaz ten często przybiera formę uproszczonego straszenia, w którym internet jawi się jako jednorodne zagrożenie.Taki język nie trafia do młodych ludzi i podkopuje zaufanie do dorosłych. Jednocześnie dane są jednoznaczne: dzieci zaczynają korzystać z sieci coraz wcześniej, ich prywatność bywa systematycznie naruszana, a prawa w świecie cyfrowym pozostają słabo chronione. Wiele problemów nigdy nie dociera do szkół, rodziców ani instytucji.Australia przeciera szlakMomentem przełomowym była decyzja Australii o wprowadzeniu zakazu korzystania z głównych platform społecznościowych przez osoby poniżej 16. roku życia. To pierwszy przypadek, gdy odpowiedzialność za egzekwowanie prawa została jednoznacznie przeniesiona na firmy technologiczne, a nie na rodziny.Nowe przepisy objęły największe serwisy, a kary finansowe mają realnie zmotywować platformy do weryfikacji wieku użytkowników. Jednocześnie szybko okazało się, że system nie jest szczelny. Nastolatkowie znaleźli sposoby na omijanie zakazów, co tylko potwierdziło, jak trudne jest regulowanie świata, który rozwija się szybciej niż prawo.Czytaj także: Rasizm z teorią spiskową w tle. Oburzające nagranie TrumpaEuropa zmienia podejścieW ślad za Australią coraz odważniej działa Europa. Francja uchwaliła przepisy ograniczające dostęp do mediów społecznościowych dla dzieci poniżej 15. roku życia, Hiszpania zapowiedziała ingerencję w algorytmy platform, a Finlandia rozpoczęła poważną debatę o zakazach i ograniczeniach dla najmłodszych użytkowników.W fińskim przypadku kluczową rolę odegrały dane zdrowotne: rosnąca liczba problemów psychicznych, spadek aktywności fizycznej i pogarszająca się jakość snu wśród młodzieży. Co istotne, zmiana podejścia nie spotkała się z oporem społecznym – większość obywateli popiera dziś wprowadzenie ograniczeń.Unia Europejska uderza w mechanizmy uzależnieniaRównolegle temat trafił na poziom unijny. Parlament Europejski wezwał do zdecydowanych działań na rzecz ochrony nieletnich w sieci, wskazując konkretne rozwiązania, które powinny zostać zakazane lub domyślnie wyłączone dla dzieci.Chodzi przede wszystkim o najbardziej angażujące mechanizmy:• nieskończone przewijanie,• automatyczne odtwarzanie filmów,• systemy nagród,• agresywną gamifikację,• precyzyjne targetowanie reklam. Europosłowie jasno sygnalizują, że interesy biznesowe platform nie mogą dłużej dominować nad bezpieczeństwem dzieci.Czytaj także: Wiceszef GRU postrzelony w Moskwie. Media piszą o zamachuPolska: regulacje zamiast ostrzeżeńW Polsce temat ochrony dzieci w sieci wchodzi w nową fazę. Po latach raportów i apeli coraz wyraźniej widać przesunięcie w stronę konkretnych rozwiązań prawnych. Najdalej idącą propozycją jest projekt ustawy ograniczającej dostęp do mediów społecznościowych dla osób poniżej 15. roku życia, nad którym pracują posłowie Koalicji Obywatelskiej.Projekt zakłada przeniesienie odpowiedzialności na platformy technologiczne, które miałyby weryfikować wiek użytkowników, m.in. przy użyciu państwowych narzędzi cyfrowych. Równolegle trwają prace nad regulacjami dotyczącymi patostreamingu, promocji hazardu i lootboxów oraz nad zakazem używania smartfonów w szkołach podstawowych.Głos młodych: internetu nie da się „wyłączyć”Z perspektywy nastolatków internet nie jest dodatkiem do życia – jest jego integralną częścią. To tam budują relacje, szukają wsparcia i poczucia przynależności. Dlatego nagłe, odgórne zakazy bywają odbierane nie jako ochrona, lecz jako kara.Ograniczenia mogą mieć sens, jeśli są wprowadzane stopniowo, z jasnym uzasadnieniem i równolegle z edukacją. Całkowite zakazy, pozbawione dialogu, grożą utratą zaufania młodych do dorosłych i instytucji.Granice do wynegocjowaniaDzisiejsza debata nie dotyczy tego, czy dzieci trzeba chronić – to jest oczywiste. Pytanie brzmi, jak robić to mądrze, nie udając, że da się cofnąć czas do epoki sprzed smartfonów.Państwo powinno regulować platformy i brać na siebie część odpowiedzialności. Ale równie ważne jest uznanie, że młodzi ludzie nie są biernymi ofiarami technologii. Ochrona dzieci w internecie nie polega na budowaniu murów, lecz na stawianiu granic, które chronią, nie odcinając od świata, w którym młode pokolenie już żyje.Czytaj także: Estonia reaguje na działania Rosji. Nocne zamknięcie granicy