„Sprawdzamy”. Wokół umowy z krajami Mercosuru narósł cały szereg mitów. Siewcy dezinformacji ostrzegają przed destrukcyjnymi konsekwencjami dla rolnictwa i gospodarki, a także suwerenności. Sprawdzamy, co tak naprawdę kryje się za odmienianym w ostatnich tygodniach przez wszystkie przypadki hasłem „Mercosur”. 9 stycznia Rada Unii Europejskiej przegłosowała zawarcie umowy, a 17 stycznia przedstawiciele RE udali się do Paragwaju, by podpisać traktat. By umowa weszła w życie muszą ratyfikować ją wszystkie państwa członkowskie Unii oraz państwa Mercosuru. Do tego czasu obowiązywać będzie umowa przejściowa. 21 stycznia Parlament Europejski zdecydował o skierowaniu umowy do TSUE, który zdecyduje o tym, czy umowa jest zgodna z prawem UE. Co jest w umowie z państwami Mercosuru?Porozumienie przewiduje preferencje celne dla części produktów rolnych z Ameryki Południowej. W zamian UE będzie mogła eksportować według preferencyjnych taryf m.in. leki, samochody i artykuły przemysłowe. Umowa rozpala emocje i wyobraźnię polityków różnych ugrupowań. Przekazy dezinformacyjne skupiają się głównie wokół tematów związanych z rolnictwem. Są wybiórcze i nacechowane emocjonalnie, ale pozwalają na łatwe zbicie politycznego kapitału oraz podsycanie antyunijnych nastrojów. Oprócz dezinformacji pojawiały się również teorie spiskowe o tym, że umowa jest spiskiem amerykańsko-izraelskim, mającym na celu unicestwienie rolnictwa. Podobne narracje pojawiały się także w stosunku do Republiki Federalnej Niemiec. Za kampanią dezinformacyjną stał cały szereg skoordynowanych działań. Dezinformatorzy zniekształcali fakty, twierdząc, że żywność z krajów Mercosuru jest szkodliwa i nie spełnia norm UE. Straszono również, że na rynek unijny będą trafiać odpady toksyczne. Próbowano budować negatywny wizerunek UE oraz Niemiec jako kraju działającego na szkodę innych członków wspólnoty. Na portalach społecznościowych powstawały nieautentyczne konta – boty, które najprawdopodobniej były związane z rosyjską operacją dezinformacyjną. Siewcy dezinformacji wykorzystywali hasztagi takie jak #StopMercosur, który pojawił się w 6808 wzmiankach. Materiały powielające dezinformacyjną narrację pojawiały się na kilku różnych platformach. Główne tezy dezinformacji dotyczyły szkodliwości żywności, która miałaby „zalać” polski rynek w niekontrolowany przez nikogo sposób.„Skażona żywność”Twierdzenia, że umowa UE–Mercosur doprowadzi do napływu do Unii Europejskiej żywności „skażonej chemią”, hormonami czy antybiotykami nie są prawdziwe. Zgodnie z treścią porozumienia oraz towarzyszącymi mu kartami informacyjnymi Komisji Europejskiej, umowa nie zmienia ani nie obniża unijnych standardów bezpieczeństwa żywności. Wszystkie produkty rolno-spożywcze wprowadzane na rynek UE – niezależnie od kraju pochodzenia – muszą spełniać te same rygorystyczne wymogi sanitarne i fitosanitarne, w tym zakazy stosowania określonych hormonów wzrostu, antybiotyków paszowych czy limitów pozostałości pestycydów.„Brak kontroli”Narracja o „braku kontroli” lub zastąpieniu ich wyłącznie „autokontrolą firm” również jest niezgodna z faktami. Umowa nie znosi granicznych kontroli żywności ani uprawnień UE do audytowania systemów kontroli w krajach trzecich. Unia zachowuje możliwość prowadzenia inspekcji, pobierania próbek oraz wstrzymywania importu w przypadku stwierdzenia niezgodności lub zagrożenia dla zdrowia publicznego. Mechanizmy te funkcjonują już dziś wobec wszystkich importerów i nie są ograniczane przez umowę Mercosur.Jak podkreślają eksperci Polskiej Akademii Nauk, różnice w standardach produkcji istnieją, ale nie oznacza to automatycznie, że produkty niespełniające norm UE trafiają na rynek unijny, ponieważ to prawo UE, a nie prawo kraju eksportera, decyduje o dopuszczeniu żywności do sprzedaży w Unii.„Koniec rolnictwa”Najbardziej rozpowszechniona narracja wskazuje, że umowa z krajami Mercosuru oznacza „koniec polskiego rolnictwa”.Podpisanie umowy UE–Mercosur nie jest równoznaczne z automatycznym otwarciem unijnego rynku na południowoamerykańskie produkty rolno-spożywcze. Z dniem wejścia umowy w życie bezcłowy przywóz do UE będzie możliwy dla około jednej trzeciej produktów rolno-spożywczych. Na pozostałe produkty cło będzie znoszone stopniowo, a bezcłowy przywóz będzie możliwy dopiero po pewnym czasie – od piątego, dziewiątego, jedenastego i szesnastego roku obowiązywania umowy.W Polsce ok. 2/3 importu z państw Mercosur stanowią produkty wykorzystywane w produkcji pasz zwierzęcych, takich jak makuchy sojowe, które już dziś nie podlegają cłom, co oznacza, że wejście w życie umowy będzie neutralne dla wielkości tych przepływów importowych.Umowa przewiduje też mechanizm chroniący rynek unijny przed niekontrolowanym wzrostem importu np. w postaci kontyngentów. W przypadku wołowiny stawka celna zostanie obniżona z obecnych 12,8 proc. do 7,5 proc, jednak będzie dotyczyć tylko kontyngentu wynoszącego 99 tys. ton, co stanowi połowę importu unijnego. Roczny import wołowiny z Mercosur do UE wynosi dziś około 196 tys. ton i prawie 1,6 proc. unijnej produkcji wołowiny. Treść porozumienia zakłada także, że w przypadku produktów wrażliwych takich jak wołowina czy drób, jeśli ich ceny spadną o więcej niż 5%, UE przywróci cła lub w ogóle zamknie rynek na towary z Ameryki Południowej.„Narcosur”Siewcy dezinformacji straszą również wzrostem masowego przemytu narkotyków, zwłaszcza kokainy, do Europy. Wzrost handlu miałby stworzyć dogodne warunki logistyczne dla karteli narkotykowych. Liberalizacja handlu nie oznacza zniesienia kontroli. Fakt, że narkotyki są dziś przemycane w kontenerach z legalnymi towarami, zostaje wykorzystany do sugestii, iż liberalizacja handlu automatycznie zwiększy skalę przemytu. Umowa handlowa zostaje przedstawiona jako główna przyczyna przyszłego zagrożenia, mimo że przemyt narkotyków jest zjawiskiem istniejącym niezależnie od niej i zależnym przede wszystkim od popytu, działalności grup przestępczych oraz skuteczności służb celnych i policyjnych, a nie od samego faktu zawarcia porozumienia taryfowego.Sformułowania takie jak „eldorado dla karteli narkotykowych”, „olbrzymi przemyt”, „kilka ton kokainy w jednym transporcie” mają wywołać silne emocje, jednak nie są podparte danymi, analizami ryzyka czy porównaniami z innymi umowami handlowymi. Emocjonalny język zastępuje argumentację, co utrudnia racjonalną ocenę realnego wpływu umowy na bezpieczeństwo.