Wskazał warunki. Dmitrij Miedwiediew, były prezydent Rosji i wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa, po raz kolejny zagroził światu bronią jądrową. Twierdził, że Rosja użyje jej, jeśli „los kraju będzie zależał od takiej decyzji”. Miedwiediew słynie z osobliwych tez i gróźb. Wielu komentatorów uważa, że „inspiracją” dla nich jest najczęściej alkohol. Niezależne media ujawniły kilka lat temu, że polityk jest alkoholikiem, któremu zdarza się pracować „pod wpływem”. Ze słabości Miedwiediewa do wina ma żartować nawet Władimir Putin. Wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji ostatnio groził dekapitacją prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu. Teraz w wywiadzie dla agencji TASS poruszył temat potencjalnego ataku jądrowego. – Broń jądrowa jest czymś niezwykłym i wyjątkowo niebezpiecznym dla losów całej ludzkości, ale jednocześnie, jeśli chodzi o losy kraju, nikt nie powinien mieć wątpliwości – mówił. Na pytanie, czy na Kremlu omawiano możliwość użycia broni jądrowej w Ukrainie, odpowiedział, że „Rosja działa ściśle według swojej doktryny nuklearnej”, w której wszystko jest jasno określone. Zaznaczył, że nie ma potrzeby oddzielnego omawiania kwestii użycia tego typu broni.Miedwiediew: Rosjanie nie są szaleniWiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej przekonywał też, że skoro Moskwa do tej pory nie użyła broni jądrowej, to znaczy, że nie było żadnych poważnych zagrożeń dla kraju. Stwierdził również, że Rosja nie jest zainteresowana konfliktem globalnym, gdyż – jak mówił – „Rosjanie nie są szaleni”.Miedwiediew wielokrotnie straszył Ukrainę i Zachód atakiem jądrowym. Tak mówił w maju 2024 roku: „Jeszcze kilka lat temu (dowódcy NATO – przyp. red.) twierdzili, że Rosja nie ucieknie się do otwartego konfliktu zbrojnego z nacjonalistycznym reżimem banderowskim, aby uniknąć konfliktu z Zachodem. Mylili się. Wojna trwa. Równie dobrze mogliby się mylić co do użycia taktycznej broni jądrowej. I będzie to fatalny błąd. Ponieważ, jak stwierdził prezydent Rosji, gęstość zaludnienia w krajach europejskich jest bardzo wysoka. Dla tych wrogich państw, których terytorium jest poza zasięgiem taktycznej broni jądrowej, istnieje potencjał strategiczny. I to, niestety, nie jest tylko zastraszanie ani nuklearny blef” – oświadczył w jednym ze swoich wpisów.Kremlowski ideolog Siergiej Karaganow w niedawnej rozmowie z Tuckerem Carlsonem, prorosyjskim amerykańskim dziennikarzem wspierającym Donalda Trumpa, oświadczył, że jeśli Rosja kiedykolwiek „zbliży się do porażki”, przeprowadzi atak nuklearny na Europę.Wskazał nawet konkretne cele, które marzy mu się zaatakować w razie eskalacji konfliktu. – Gdybyśmy dokonali ataku nuklearnego na Poznań, Amerykanie i tak nigdy by nie odpowiedzieli (…). Ale mój wybór to Wielka Brytania i Niemcy. Niemcy jako pierwsze – oświadczył Karaganow. Zaznaczył, że „błaga wszechmogącego”, żeby do tego nie doszło, bo oznaczałoby to fizyczny koniec Europy.Putin i doktryna jądrowaRosyjski dyktator Władimir Putin zatwierdził nową doktrynę jądrową, o której wspomniał Miedwiediew, w listopadzie 2024 roku. Zakłada ona, że „krytyczne zagrożenie” suwerenności i integralności terytorialnej Białorusi i Rosji może stanowić podstawę do użycia broni jądrowej.Doktryna po raz pierwszy zdefiniowała potencjalnego przeciwnika, wobec którego Federacja Rosyjska prowadzi odstraszanie nuklearne. Zgodnie z nią agresja wymierzona w Rosję przez jakiekolwiek państwo należące do sojuszu wojskowego będzie uważana za agresję ze strony tego sojuszu jako całości, co jest kopią artykułu V Traktatu Północoatlantyckiego.„Odstraszanie nuklearne” może być prowadzone „przeciwko potencjalnemu przeciwnikowi, co oznacza poszczególne państwa i koalicje wojskowe bloków, które uważają Federację Rosyjską za potencjalnego przeciwnika i posiadają broń jądrową lub inne rodzaje broni masowego rażenia bądź znaczący potencjał bojowy sił ogólnego przeznaczenia” – głosi znowelizowany dokument.Czytaj także: „Uderzenie nuklearne na Poznań”. Ideolog Kremla marzy o zniszczeniu Europy