Kolejny cel to halowe mistrzostwa świata. To był występ marzeń. Anna Matuszewicz skokiem na odległość 6,77 metra ustanowiła w Gorzowie Wielkopolskim nowy halowy rekord kraju. Wymazała z list rezultat 6,74 metra Anny Włodarczyk z 1980 roku. – Nie pamiętam tamtej chwili. Emocji było zbyt wiele. Byłam ogromnie nabuzowana – tłumaczy 22-latka w rozmowie z portalem TVP.Info. Przed nią kolejne wyzwania. Między innymi halowe mistrzostwa świata, które odbędą się w Toruniu (20-22 marca). FILIP KOŁODZIEJSKI: – Ustanowiłaś nowy rekord Polski. Już to do ciebie dotarło?ANNA MATUSZEWICZ: – Nie do końca. To było chwilowe szaleństwo. W okresie przygotowawczym było widać, że wyniki w sprintach czy na siłowni szły w górę. Po cichu liczyłam na rekord życiowy i minimum na halowe mistrzostwa świata. Padło na to, że jest rekord kraju. Pokazuję, że jestem w formie.Poprawiłaś osiągnięcie z „długą brodą”. Poprzedni najlepszy rezultat (6,74 m) ustanowiła Anna Włodarczyk w 1980 roku.Tym bardziej jestem zadowolona. Z trenerem Jackiem Butkiewiczem pracuję od czterech lat. Dodatkowo jest trener Paweł Zdrajkowski. To proces, który procentuje. Na początku byłam „nieopierzona”. Brakowało mi spokoju. Wszystko zostało przepracowane w mądry sposób. Gdybym zwiększyła trening siłowy w wieku 17 lat, to pewnie już bym nie skakała. Organizm by nie wytrzymał. Potrzebowałam czasu. Teraz są tego efekty.Jakie myśli kłębiły się w głowie, gdy opadły pierwsze emocje?Szczerze: nie pamiętam tamtej chwili. Emocji było zbyt wiele. Byłam ogromnie nabuzowana. Chciałam wygrać ten mityng. Skupiłam się na realizacji zadania, które postawił przede mną trener. Taki rezultat musiał się pojawić prędzej czy później. To wszystko jeszcze do mnie nie dociera. Myślę, że dopiero za kilka dni zrozumiem, czego dokonałam. Nagrodziłaś się już za ten wyczyn?Jeszcze nie! Nie miałam wolnej chwili. Gdy wróciłam do hotelu, w pokoju czekały na mnie owoce oraz list z gratulacjami. Bardzo miły moment. Chciałabym się wyspać, bo po ustanowieniu rekordu spędziłam w łóżku trzy godziny i musiałam jechać na kolejne zawody. Gdy odpocznę i zregeneruję organizm, wyskoczę z chłopakiem na miasto na naleśniki albo inne dobre jedzenie. Kibice już dopytują o rekord na stadionie. Ten należy do Agaty Karczmarek i wynosi 6,97 metra. Został ustanowiony w 1988 roku. Jest w twoim zasięgu?Nie skupiam się na tym. W trakcie startów w hali nie analizowałam, czy stać mnie na bicie rekordów. Myślenie o cyfrach i liczbach nic mi nie daje. Wolę się skupić na samym skoku, bo wtedy są lepsze efekty.Czytaj też: Zestawienie najlepszych tenisistek. Iga Świątek wiceliderkąCo sobie udowodniłaś tym występem?Jestem w stanie walczyć z najlepszymi. Już w 2025 roku, gdy skoczyłam 6,61 metra i poprawiłam młodzieżowy rekord Polski, zrozumiałam, iż największe problemy są za mną. Przez dwa-trzy lata zmagałam się z kłopotami zdrowotnymi. Nie było łatwo.Co dokładnie się działo?Przez dwa lata nie miałam miesiączki. To mocno sponiewierało organizm. W 2023 roku bardzo mało ważyłam. Potrzebowałam czasu, by wrócić na poziom „zero”. Powoli się odbudowywałam. To nadal trudny temat dla zawodniczek. Nasza waga musi być niska w trakcie startów, ale nie można przesadzać. Zaczęłam pracować z fizjologiem. Liczę, że w tym roku wszystko będzie dopracowane na najwyższym poziomie. Nie ukrywam, że wcześniej brakowało mi wiedzy w tym temacie. Teraz mam dookoła ludzi, którzy pilnują, by wszystko szło zgodnie z planem.Jak poradziłaś sobie w najtrudniejszych momentach?Na bieżąco współpracuję z psychologiem. Wizyty zaczęłam na szczęście jeszcze przed pojawieniem się kłopotów zdrowotnych. Najbliżsi bardzo mnie wspierali. Mogłam też liczyć na pomoc trenerów. Nie zostałam sama. Tłumaczono mi, że jeden gorszy sezon nie zabierze mi talentu. To był trudny czas. Przechodziłam załamania nerwowe. Momentami byłam blisko, by rzucić sport, ale finalnie na pewno bym tego nie zrobiła. Ważne, by się nie poddawać. Cierpliwość jest kluczowa. Dobrze jest się bawić sportem.Najlepsza forma ma się pojawić za półtora miesiąca. Od 20 do 22 marca w Toruniu trwać będą halowe mistrzostwa świata. Co chcesz tam osiągnąć?Poprzedni rekord kraju biłam w Toruniu. Z każdym startem chciałbym dokładać do rezultatu. Wierzę, że trenerzy mają już wszystko zaplanowane. Nie mam się o co martwić. Uwielbiam to miejsce. W hali pojawią się moim najbliżsi. Nic, tylko startować. W polskiej kadrze trwa wymiana pokoleń. Czujesz przez to większą presję?W sporcie cały czas są oczekiwania. Niezależnie czy jest się juniorem, czy seniorem. Jeżdżąc na kluczowe imprezy, kibice wierzą, że wrócimy z rekordami albo medalami. W moim podejściu nic się nie zmieni. Dalej będę myślała o elementach technicznych, które mam poprawnie wykonać. Postaram się powalczyć ze światową czołówką. Bardzo chciałabym wejść z przytupem w szeregi kadry. Pierwszy rok jestem seniorką. Liczę, że tak będzie.Oprócz skoku w dal trenujesz też biegi krótkodystansowe. Dlaczego?Bloki absolutnie nie są moją dobrą stroną. Sprint to uzupełnienie przygotowań. Trening traktuję jako zabawę. Przekierowuję nieco myśli ze skoku na bieżnię. Nie robię nic na siłę. To bardziej rozluźnienie. W bieganiu łatwiej mi poprawić rekord życiowy. Nie zmienia to jednak faktu, że skok w dal to numer „1”.Fani nadal porównują cię do Ireny Szewińskiej. Jak na to reagujesz?To wielka nobilitacja. Pani Irena to wielka ikona sportu. Gdy moje nazwisko pojawia się obok tak zasłużonej postaci, bardzo to doceniam. To bardzo miłe.Czytaj też: Historyczne starcie pięściarzy. Jeden z nich stracił... włosy