Sabine R. miała wyjątkowego pecha. 64-letnia turystka z Niemiec została znaleziona martwa w piątek rano w Santa Cristina Val Gardena we Włoszech. Sabine R. zaginęła dwa razy w ciągu trzech dni. I ile za pierwszym raz ją odnaleziono całą i zdrową, to drugim razem nie miała już takiego szczęścia. Jak donosi dziennik „Bild”, Kobieta spędzała z przyjaciółmi ferie w Wolkenstein w Południowym Tyrolu. W poniedziałek 26 stycznia rano 64-latka ruszyła z kompanami w dół doliny w kierunku St. Ulrich. Jednak po drodze, powiedziała, że źle się czuje i wróci sama na kwaterę. Jednak Sabine R. nie dotarła do swojego pensjonatu. Jej przyjaciele zaalarmowali służby i ruszyła akcja poszukiwawcza, w której łącznie brało udział ponad 100 ratowników, w tym alpinistów i przewodników psów. Po zmroku akcję przerwano. W nocy temperatura sięgała minus jedenastu stopni Celsjusza. We wtorek rano mąż turystki namierzył jej telefon i przekazał współrzędne ratownikom. 64-latkę odnaleziono w lesie z objawami hipotermii. Spędziła noc przykryta małymi świerkami. W środę 28 stycznia Sabine R. powiedziała towarzyszom, że idzie na zakupy. Gdy do wieczora nie dała znaku życia, przyjaciele znowuż musieli wezwać służby. 64-latki szukały dziesiątki ratowników. Bezskutecznie. W piątek 30 stycznia przypadkowa osoba natrafiła na jej ciało na tyłach poczty w miejscowości w Santa Cristina. Według doniesień południowotyrolskiego portalu informacyjnego stol.it, kobieta spadła z kilku metrów w dół zbocza i odniosła śmiertelne obrażenia. Czytaj także: Tragedia w słowackich Tatrach. Polka spadła z Małej Wysokiej