Tak działają centra scammingu. Nawet 100 tys. osób może pracować w centrach scammingu na pograniczu Mjanmy (Birma), Tajlandii i Laosu. Tego typu miejsca zajmują się cyberoszustwami, które przynoszą chińskim triadom miliardy dolarów. Wielu pracowników centrów to ofiary handlu ludźmi, przetrzymywane w przestępczych placówkach i zmuszane do płaceniach różnych haraczy. Skala oszustw internetowych, których centra zarządzania znajdują się w Azji Południowo-Wschodniej, wzrosła podczas pandemii Covid-19 (lata 2019-2023). To wtedy Chiny wprowadziły represje przeciwko grupom przestępczym zajmującym się hazardem. W efekcie chińskie triady rozpoczęły działalność w Mjanmie (dawniej Birma), Kambodży i Laosie – początkowo w kasynach, by następnie skupić się na oszustwach internetowych, których ofiarami stali się ludzie na całym świecie. Cyberoszustwa i handel ludźmi. Wielu pracowników centrów scammingu to też ofiary przestępstwWedług raportu amerykańskiego Instytutu Pokoju (USIP) z 2023 r., sieć ośrodków zajmujących się cyberoszustwami rozwinęła się przede wszystkim w Mjanmie, tuż po zamachu stanu w 2020 r. i przejęciu rok później władzy przez juntę wojskową. Centra scammingu działają wzdłuż wschodniej granicy z Chinami, Laosem i Tajlandią. Czytaj także: Zamiast pięciu dni w Bangkoku, pięć miesięcy niewoli. W obozie pracyProceder obejmuje m.in. oszustwa oparte na kryptowalutach, wyłudzanie danych oraz tzw. rzeź świń, czyli nakłanianie do przelewów bankowych w oparciu np. o relacje romantyczne (w Europie i USA ten rodzaj przestępczości nazywany jest „oszustwo nigeryjskie”). Przestępcy wykorzystują sztuczną inteligencję oraz technologię deepfake, by podszywać się pod różne osoby lub by maskować swoją tożsamość, płeć lub głos.Praca za darmo, do czasu zdobycia doświadczenia Dziennikarka PAP dotarła do Myat i Sany, którzy mieli pracować w centrach scaminngu w Mjanmie. Oboje trafili tam dzięki znajomym. Myat ostrzega, by „nie ufać niewiarygodnym ogłoszeniom”, gdyż mogą za nimi stać handlarze ludźmi. Mężczyzna zajmował się rekrutacją pracowników do centrum w Shwe Kokko, mieście na pograniczu z Tajlandią. Otrzymywał ok. 300 dolarów za pozyskanie osoby, która przepracowała dłużej niż miesiąc. Werbował chętnych na Telegramie oraz TikToku. Jego celem było zatrudnienie co najmniej trzech osób w miesiącu. Jeśli tego nie zrobił, pracodawca potrącał mu część wypłaty. Przyznał, że w najlepszych miesiącach osiągał dochód w wysokości 3 tys. dolarów. Sanda pracowała w administracji i finansach jednego z centrów scammingu w Laukkai, tuż przy granicy z chińską prowincją Junnan. Wcześniej była tłumaczką z języka chińskiego w Rangunie, ale straciła tam pracę tuż po zamachu stanu. Gangi płacą lokalnym grupom zbrojnym za ochronę. Wszystko z kieszeni pracowników Opowiedzieli oni o przypadkach handlu ludźmi, kiedy to przestępcy „sprzedają pracownika do centrum scammingu, oferując go na kontrakt na czas określony”. – Taka osoba pracuje za darmo, dopóki nie odpracuje kwoty wydanej na nią przez agenta rekrutacyjnego – stwierdził Myat. Sanda przyznała, że niektóre ośrodki nie płacą pracownikom wynagrodzenia, aż ten nie zdobędzie doświadczenia. Dodała, że triady i podległe im gangi opłacają ochronę lokalnych grup zbrojnych. Pieniądze te pochodzą z wypłat pracowników centrów – miesięcznie jedna osoba musiała oddać swoim pracodawcom nawet 650 dolarów. Rok temu tajska policja oszacowała, że w mafijnych centrach w Mjanmie wzdłuż wspólnej granicy może pracować nawet 100 tys. osób. Wiele z nich przebywa tam wbrew swojej woli. Biuro ONZ ds. Narkotyków i Przestępczości podało, że w 2023 roku, w wyniku oszustw cybernetycznych gospodarka w Mjanmie zyskała 37 mld dolarów. Państwo to jest jednym z najbiedniejszych w Azji Południowo-Wschodniej. Czytaj także: Astrolog z TikToka aresztowany za przepowiednie. Ludzie uciekali z domów