Nieoczekiwana awantura w Australii. Mała australijska miejscowość Licola, położona trzy godziny jazdy od Melbourne – zamieszkana przez pięć osób – trafiła na sprzedaż, co wywołało oburzenie lokalnej społeczności. Miasteczko ma zaledwie kilka budynków, w tym sklep i stację benzynową. Ma też kilkoro mieszkańców, którzy nie chcą nawet słyszeć o wyprowadzce. Licola była wcześniej własnością lokalnego klubu społecznego, który organizował programy rekreacyjne dla młodzieży.Klub zdecydował się jednak wystawić miasteczko na sprzedaż z powodu kłopotów z utrzymaniem obiektu. Oferta wywołała niepokój wśród mieszkańców, którzy obawiają się, że może to oznaczać koniec unikalnej społeczności i zagrożenie dla małego biznesu oraz tradycji. Żeby pozyskać te ziemie, wystarczy mieć „wolnych kilka milionów dolarów”.Petycję podpisało już kilka tysięcy osóbJedna z mieszkanek, która prowadzi w miejscowości sklep, przyznała, że liczyła na długoterminową stabilność miejsca, a nie sprzedaż, która może doprowadzić do komercjalizacji regionu. Kobieta musi jednak opuścić lokal do 31 stycznia 2026 roku.– Uwielbiam to miasto i jeśli trafi w ręce dewelopera i zmieni się w coś, czym nie jest, po prostu złamie mi to serce – powiedziała Leanne O'Donnell. W internecie pojawiła się petycja w obronie przedłużenia umowy dzierżawy dla lokalnej społeczności, którą podpisało już kilka tysięcy osób.Nadal nie jest jasne, kim będą nowi właściciele i co będą chcieli zrobić z miastem. Przekazano jednak, że „istnieje spore zainteresowanie terenem”.Czytaj też: Mrozy dają się we znaki. Z wychłodzenia zmarły dwie osoby