Łukasz Żak przed sądem. Łukasz Żak wszedł na salę sądową w kajdanach i asyście policji. Na ławie oskarżonych zasiadły też osoby, które pomagały mu w ucieczce po tragicznym wypadku. Sąd uchylił im tymczasowy areszt. Sąd przesłuchał farmaceutę, którzy stworzył opinię z zakresu toksykologii. Biegły zbadał Łukasza Żaka i Kacpra K. na ewentualną zawartość alkoholu w organizmie w chwili wypadku metoda prospektywną. Według ustaleń Prokuratury Okręgowej w Warszawie, Żak i jego kompania rozpoczęli biesiadę kwadrans po północy 14 września 2024 roku i bawili się do godziny 1 w nocy. Żak miał wypić w tym czasie osiem kieliszków wódki po 50 mg, zaś jego kolega, który prowadził inne auto wypił pięć kieliszków wódki. – Metoda prospektywna umożliwia nam określenie stężenia alkoholu, jakie byłoby w organizmie o wskazanych parametrach po spożytej ilości alkoholu – mówił biegły Szymon Łoziński, zastrzegając. Stężenie alkoholu. Biegły przedstawił prognozyZdaniem świadka, aby poprawnie obliczyć stężenie alkoholu, potrzebne są dane o wadze, wzroście i diecie osoby badanej. Bazując na danych z akt sprawy, biegły wyliczył, że przy wadze 103 kilogramów i pełnym napełnieniu kieliszków alkoholem 40-procentowym maksymalne strzeżenie wyniosłoby od 1,1 do 1,4 promila. Inne dane przyjął obrońca Łukasza Żaka. Z jego hipotezy wynika, że przy wadze 130 kilogramów i napełnieniu kieliszków do połowy alkoholem 40-procentowym maksymalne strzeżenie wyniosłoby 0,7 promila. – Na pewno nie ważyłem wtedy około 130 kg. Na terenie Niemiec nie ważyli mnie aż do momentu przyjazdu – mówił przed sądem oskarżony. Czytaj także: Trwa proces Łukasza Żaka. Wstrząsające zeznania wdowy Pędził jak szalony, dociskając pedał gazu Jak twierdzi prokuratura, w nocy z 14 września 2024 roku Łukasz Żak doprowadził do tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. Volkswagen, za którego kierownicą miał siedzieć mężczyzna, z dużą prędkością najechał na tył Forda, którym podróżowała 4-osobowa rodzina. Zginął 37-latek, a pasażerowie tego auta – 37-latka i dwójka dzieci w wieku 4 oraz 8 lat – odnieśli obrażenia. Ciężko ranna została też pasażerka Volkswagena, którego prowadził Łukasz Ż., równocześnie partnerka kierowcy.Prokurator Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, ujawnił w listopadzie 2024 roku, że tuż przed wypadkiem Volkswagen, którego prowadził Łukasz Ż. jechał od 205 do 226 km/godz. przy czym prędkość się zwiększała. – Wcisnął pedał gazu do końca. Nie znaleziono śladów hamowania – wyjaśniał prok. Skiba. Dodał, że auto, w które uderzył kieruwca jechało z prędkością około 60 km/godz., w miejscu, gdzie dozwolona prędkość wynosi 80 km/godz. Łukasz Żak nie miał też pełnej kontroli nad autem, bo zdaniem śledczych trzymał w ręku telefon komórkowy, którym nagrywał swoje wyczyny na drodze. Po wypadku jego kompani między innymi mieli utrudniać ratowanie Pauliny K, którą – jak zeznała jedna z kobiet, która zeznawała jako świadek – chcieli „wrobić w wypadek”. Prokuratura postawiła Łukaszowi Ż. zarzuty spowodowania wypadku samochodowego ze skutkiem śmiertelnym, ucieczki z miejsca zdarzenia i złamania zakazu prowadzenia pojazdów. Czytaj także: Łukasz Ż. pędził ponad 220 km na godzinę. Nowe ustalenia prokuratury